Strona główna KMF
        

Peter Jackson nakręcił w 1995 roku film dokumentalny pod tytułem "Forgotten Silver", w którym zabierał widzów w przeszłość, do początków kina, które według jego (Petera) odkryć, wcale nie zostało zapoczątkowane przez Francuzów braci Lumiere, tylko przez Nowozelandczyka, niejakiego Colina McKenzie. I tak oto McKenzie wynalazł kamerę, taśmę filmową produkował z jajek, wymyślił też pierwszy gag sytuacyjny i rozpoczął realizację pierwszej superprodukcji. I tak dalej i tak dalej. Peter Jackson z kamienną twarzą odkrywa przed widzami coraz to nowe szczegóły alternatywnej historii narodzin X muzy. Inteligentna i przewrotna zabawa początkami kina według Jacksona wciąga i fascynuje. I przede wszystkim śmieszy, bo wszystko co widzimy, jest tylko stylizowanym na dokument żartem, ujętą w nawias prawdopodobieństwa humorystyczną propozycją pod tytułem: "A może gdzieś, ktoś, wcześniej niż bracia Lumiere, wynalazł kino?". Zabawa Petera Jacksona to zabawa bezpieczna, bo wiemy, że historii Colina McKenzie towarzyszy potężne przymrużenie oka, że wszystko co widzimy, jakkolwiek prawdopodobne, choć mogło - nigdy się nie wydarzyło.

Gdy jednak ktoś na serio zaczyna tworzyć alternatywną historię kina, to nie jest to już zabawne. Trzeba podnieść alarm i ostrzegać kinomanów, żeby zbyt łatwo nie wierzyli we wszystko... co przeczytają w grubej, kosztującej 99PLN księdze, będącej przedmiotem niniejszego artykułu. Autorami leksykonu "1001 filmów które musisz zobaczyć" (będącego polskim tłumaczeniem "1001 movies You must see before You die" pod redakcją Stevena Jaya Schneidera), o którym będzie mowa, jest 58 krytyków amerykańskich, więc to w założeniu wydawnictwo profesjonalne i rzetelne, a co za tym idzie - warte zaufania. Zawiera opisy ponad 1000 filmów, które z takich bądź innych powodów zostały przez autorów wybrane jako te "must see". Księga (wydanie z roku 2007 - uaktualnione) jest ogromna objętościowo (ponad 900 stron), każdemu filmowi towarzyszy rzetelny opis/recenzja, lista płac i elegancki fotos. Jest jednak jedno ALE, przez które wydawnictwo to staje się informacyjną miną, na którą mogą wdepnąć chłonni wiedzy kinomani.

Czytając informacje na temat kolejnych filmów, nie mogłem uwierzyć w to co widzę. Opisom wielkich klasyków towarzyszyły równie wielkie błędy merytoryczne i przekłamania. Rażące na tyle, że mimo początkowego zachwytu nad mnogością informacji zawartych w leksykonie, obecnie nie potrafię korzystać z niego jako źródła rzetelnej i wiarygodnej informacji, a na wszystko co w nim czytam, patrzę przez palce i z rezerwą. Część wyłapanych błędów opisałem, poprawiłem i wyjaśniłem na czym polegają, po czym wysłałem na adres mailowy wydawnictwa ELIPSA (office@publicat.pl), kulturalnie informując wydawcę, że w jego książce popełniono takie i takie rażące błędy, które w leksykonie tak dużego formatu pojawić się nie powinny. Na mój list z poprawkami (wysłany na adres wydawcy w dniu 29.03.2008), nie otrzymałem żadnej odpowiedzi. Przyszło jedynie (w dniu 31.03.2008) potwierdzenie otrzymania mojego listu, z konta mailowego Pani Małgorzaty Pilarczyk. W dniu 4 kwietnia 2008 wysłałem więc jeszcze jeden mail (już na adres Pani Pilarczyk), w którym grzecznie zapytałem, dlaczego wydawnictwo nie odpisało choćby słowem na mój list, w którym przecież w dobrej wierze wypunktowałem błędy zawarte w "1001 filmów które musisz zobaczyć". Jeszcze raz poprosiłem o jakąkolwiek odpowiedź i ustosunkowanie się do, bądź co bądź, poważnych zarzutów, jakie postawiłem autorom/wydawcy/tłumaczom książki.

Minęło kilka tygodni. Nikt nie odezwał się ani słowem. Rozumiem, że każdy ma prawo przez pomyłkę publikować teksty z błędami, w końcu ten się nie myli, kto nic nie robi. Ale nie rozumiem sytuacji, w której piszę do wydawcy poważny list (na życzenie moje listy do wglądu), w którym staram się mu pomóc (przy wznowieniu książki mógłby poprawić wymienione przeze mnie błędy), a ów wydawca kompletnie mnie ignoruje. Chciałem dobrze. Chciałem pomóc, chciałem wskazać palcem błędy i pomóc je wyłapywać - za darmo przecież, dla dobra kultury. Wydawca nie wykazał choćby cienia zainteresowania, a co za tym idzie, nie zainteresowało go, że w swojej książce zawarł masę przekłamań i absurdalnych błędów. Wydawca nie tylko zignorował moją chęć pomocy, ale najzwyczajniej w świecie zlekceważył czytelnika. I przede wszystkim jako czytelnik czuję się oszukany i zbulwersowany, bo płacąc 99PLN otrzymałem produkt niepełnowartościowy, "wadliwy", bo autorzy próbują mi wcisnąć, że w filmie "Dracula" z roku 1931, hrabia Dracula został nabity na pal (sic!), Indiana Jones na głowie nosił... czapkę (!), a polski tytuł filmu "Straw dogs" Peckinpaha to "Wściekłe psy". Podczas porównywania tekstu z polskiej edycji "1001 filmów..." z jej anglojęzycznym oryginałem okazało się, że znakomita większość błędów powstała podczas przekładania tekstu na język polski, za co odpowiedzialny był tajemniczy "Zespół" - tak, w stopce redakcyjnej książki nie pojawia się przy tłumaczeniu żadne nazwisko. Czyżby nikt nie chciał wziąć na siebie odpowiedzialności za polski przekład? "Zespół" to odpowiedzialność zbiorowa, czyli żadna. Artykuł niniejszy nie powstaje z powodu mojej złości na brak jakiegokolwiek odzewu ze strony wydawcy, choć ten (brak odzewu) ma w tym swój niemały udział. Chcę jednak przede wszystkim ostrzec potencjalnych czytelników "1001 filmów które musisz zobaczyć", żeby zastanowili się, zanim wydadzą 99PLN na książkę, która w wielu miejscach wprowadza w błąd, wypacza rzeczywistość i próbuje tworzyć alternatywną historię kina.

A teraz przechodzimy do meritum sprawy, czyli cytowania fragmentów książki i wskazywania oraz poprawiania błędów, od których aż włos na głowie się jeży. Wszystkich wymienionych przeze mnie przekłamań i merytorycznych potknięć jestem pewien w 100% i jestem w stanie każdy przytoczony przeze mnie "babol" pokazać palcem na ekranie, wskazując miejsce popełnienia błędu. Skupiam się oczywiście na filmach, które widziałem i które doskonale znam. Opisów filmów, których nie oglądałem, nawet nie chcę w leksykonie czytać, bo Bóg jeden raczy wiedzieć, jakie tam przeinaczenia się znalazły, choć oczywiście nie wykluczam, że mogą być od błędów całkowicie wolne. Pod większością cytatów z polskiego leksykonu widnieją ich odpowiedniki z oryginalnego, anglojęzycznego wydawnictwa (nawiasem mówiąc, ciekawe, czy wydawca oryginalnego "1001 movies You must see before You die" jest świadom tego, jak niechlujnie jego leksykon został przetłumaczony na język polski...). Przy kilku ostatnich filmach brakuje porównania z oryginalną wersją, gdyż miałem do dyspozycji wydanie "1001 movies You must see before You die" z 2006 roku, w którym brakowało najnowszych filmów: "Ludzkie dzieci", "Borat",... "Babel 2" (hehe) i "Apokalipsa wg Gibsona" (hehehe!)

Zanim zacznę wymieniać mniejsze i większe wtopy tajemniczego "Zespołu" polskich tłumaczy, zacytuję jeszcze kuriozalny (w świetle tego, co zaraz przeczytacie) fragment wstępu do leksykonu, który brzmi: "Książka przyda się wszystkim wielbicielom filmu, a także studentom sztuki i studentom szkół filmowych", i od siebie powiem, że nie powinno się tego leksykonu dawać do rąk nawet uczniom gimnazjum, żeby nie wbijali sobie do głów bzdur, nie mówiąc już o "studentach szkół filmowych".



Strona 74
"Pies andaluzyjski"
"...martwy koń na pianinie..."
"...dead horse on a piano..."

Spróbuj drogi tłumaczu położyć konia na pianinie - życzę powodzenia. To był fortepian. Owszem, w języku angielskim "piano" może oznaczać zarówno pianino jak i fortepian. Ale jest istotna różnica między pianinem a fortepianem. Poza tym, że pianino ma struny w pionie, a fortepian w poziomie, fortepian jest zdecydowanie większy i... choć nie sprawdzałem, da się na nim położyć konia. I nie czepiam się już takiej drobnostki jak to, że w "Psie andaluzyjskim" w przytoczonej przez autora scenie, były dwa fortepiany (a nie jeden) i dwa martwe konie (a nie jeden).



Strona 92
"Dracula" (1931r.)

"...pokonania Draculi, którego wbijają na pal..."
"...the Count is defeated far too easily, his death conveyed
by an offscreen groan as he is impaled."


Dracula został zabity podczas snu (gdy spoczywał w trumnie) poprzez wbicie w serce drewnianego kołka, bo tak właśnie zabija się wampiry. Scena ta ma miejsce poza kadrem (słychać tylko wrzask zabijanego wampira), więc faktycznie mogło się tam wydarzyć wszystko... ale w żadnym filmie o Drakuli nie był on "nabijany na pal". Zresztą, czy wyobrażacie sobie nabijanie na pal leżącego w trumnie Drakuli? Owszem, sceny nabijania na pal są w prologu "Draculi" - F.F. Coppoli, ale nawet wówczas na pal nie jest nabijany Dracula, tylko on nabija na pal swoich wrogów. Słowo "impale" faktycznie oznacza "nabicie na pal", więc polski tłumacz jest po części usprawiedliwiony... ale "impale" oznacza także "przeszycie czymś" - w tym przypadku kołkiem. Wystarczyło sprawdzić, albo do tłumaczenia zatrudnić kogoś, kto orientuje się trochę w świecie filmu lub popkulturze, w której wampiry są obecne od dziesiątków lat i niezmiennie zabijane są m.in. poprzez przebicie serca kołkiem. Dobrze, że w leksykonie nie ma opisu "Pana Wołodyjowskiego", bo pewnie Azja byłby w nim zabijany drewnianym kołkiem wbijanym w serce.



Strona 172
"Obywatel Kane"

""..."Rosebud" (początek róży)."

Ostatnie słowo wypowiedziane przez Kane'a na łożu śmierci brzmiało i owszem "Rosebud", natomiast w polskim tłumaczeniu była to "Różyczka". Oczywiście polscy tłumacze musieli sprofanować to słowo i wymyślić własne - powiedzmy to wprost - bezsensowne: "początek róży". W sumie i tak dobrze, że np. nie "koniec tulipana".



Strona 239
"Sznur"

"Dwóch młodych współlokatorów usiłuje wyplątać
się z przypadkowego morderstwa..."

"...two cohabiting bachelors try to get away with a casual murder..."

Że co? Przypadkowego? Dwóch współlokatorów potknęło się i upadając udusiło trzeciego za pomocą sznura? Żarty na bok. Punktem zapalnym akcji "Sznura" było wyrachowane morderstwo dokonane z zimną krwią i pełną świadomością. Tłumacz nazywa je "przypadkowym", gdy tymczasem jest to jedno z najbardziej przemyślanych i dokonanych z najzimniejszą krwią morderstw w historii kina! W oryginale jest poprawnie: "casual murder" czyli "morderstwo na luzie, (swobodnie)".



Strona 287
"Cena strachu"

"...wyścig dwóch ciężarówek, których załogi
wykonują pozornie proste zadanie..."

"...two teams compete to complete a relatively straightforward task..."

W tym filmie nie chodziło o żaden wyścig ciężarówek! Wyścig z definicji polega na rywalizacji o pierwsze miejsce. Tu, dwie ciężarówki wiozły nitroglicerynę, aby była szansa, że któraś z nich dotrze na miejsce - niezależnie od zajętej na mecie pozycji. Niech zresztą tłumacz spróbuje się ścigać wioząc na pace nitroglicerynę! "Compete" znaczy "konkurować" ale i "współzawodniczyć" i właśnie o "współzawodniczenie" w "Cenie strachu" chodziło (czyli o wzajemną pomoc podczas wiezienia wybuchowego ładunku), a nie o jakiś "wyścig"!

"...Mają mianowicie przewieźć ładunek trzystu ton nitrogliceryny..."
"...transport a truckload of nitroglycerin along a three-hundred
mile mountain pass..."


Czy szanowny tłumacz zdaje sobie sprawę, ile to jest 300 ton? Ładowność ciągnika siodłowego z naczepą (jakie jeżdżą choćby po polskich drogach) wynosi około 25 ton, zatem aby przewieźć masę o której pisze tłumacz, takich Tirów potrzeba byłoby około dwunastu. Tymczasem w filmie mamy do czynienia z dwiema ciężarówkami, o ładowności przynajmniej o połowę mniejszej niż Tir. Zresztą w filmie wyraźnie mówi się o 900 kilogramach nitrogliceryny, a nie o 300 tonach. Taka ilość nitrogliceryny, nie tylko ugasiłaby pożar szybu. Prawdopodobnie ugasiłaby wszelkie życie na naszej planecie! Liczba "300" w oryginalnej wersji leksykonu odnosi się jedynie do odległości. Ehh, ręce opadają.



Strona: 435
Film: "Dr. Strangelove..."

"...Kubrick powracał w swej twórczości jeszcze kilkakrotnie do komputera, który zaczął działać samodzielnie: w 2001: Odyseja kosmiczna; w Mechanicznej pomarańczy, gdzie komputer był źródłem przemocy instytucjonalnej i politycznej..."
"Kubrick would return to the potential menace of computer dependency in 2001: A Space Odyssey, to institutional and political violence in A Clockwork Orange..."

"Kubrick powracał w swej twórczości jeszcze kilkakrotnie do komputera, który zaczął działać samodzielnie" - to zdanie oznacza, że "Dr. Strangelove" jest filmem zawierającym właśnie taki motyw. Tylko kurcze... jakoś w "Dr. Strangelove..." nie dostrzegłem żadnego komputera, który zaczął działać samodzielnie. Owszem, był dowódca jednostki, który sfiksował (czyli zaczął działać samodzielnie, hehe) i wysłał eskadrę B-52 nad ZSRR, i była "Machina zagłady", która automatycznie miała odpowiedzieć atakiem na atak i której nie dało się wyłączyć. I takie zagrożenie komputerem miał na myśli autor oryginalnego tekstu w "1001 movies...". Nie było w oryginalnym tekście żadnego "komputera, który zaczął działać samodzielnie". Podobnie w "2001: Odysei kosmicznej": HAL 9000 od początku działał samodzielnie, tylko nieco sfiksował. Czytamy dalej: "komputer był źródłem przemocy w Mechanicznej pomarańczy". To może i w "Spartakusie" nie zbuntował się Kirk Douglas, tylko też komputer, który zaczął działać samodzielnie? A tak już całkiem na poważnie; panie TŁUMACZU-PARTACZU, w anglojęzycznej wersji leksykonu stoi napisane: "Kubrick would return to the potential menace of computer dependency in 2001: A Space Odyssey, to institutional and political violence in A Clockwork Orange", czyli: "Kubrick wróci do potencjalnego zagrożenia uzależnieniem się od komputera (a dokładniej mówiąc: - "pełną zależnością od komputera, poleganiem na nim w całości") w 2001: Odysei kosmicznej, a do instytucjonalnej i politycznej przemocy w Mechanicznej pomarańczy". KAPISZI? Nie masz drogi Tłumaczu wiedzy o filmach, a co najgorsze i przerażające, nie znasz angielskiego. Na jakiej zatem podstawie zostałeś zatrudniony do przetłumaczenia Leksykonu filmowego na język polski?! A może komputer w wydawnictwie zaczął działać samodzielnie i złośliwie powstawiał do leksykonu błędy?



Strona: 498
Film: "2001: Odyseja kosmiczna"

"...zadziwiające ujęcie kości, którą wymachuje człowiek-małpa
i rzuca nią wysoko do satelity..."

"...stunning cut from a bone brandished by an ape-man
and thrown aloft to a satellite..."


Kubrick przy pomocy montażu dokonał genialnego w swej prostocie przeskoku czasowego. Pokazał ewolucję człowieka w ciągu kilku sekund. Ujęcie rzuconej w powietrze kości zmontował bowiem z ujęciem statku kosmicznego zawieszonego w przestrzeni kosmicznej. Za to wymiatający tłumacz książki "1001 movies..." pisząc o "rzucie kości wysoko do satelity" dokonał niedorzecznego skrótu myślowego, który widzom nie znającym filmu, nie mówi o tej słynnej scenie zupełnie nic, a tym znającym film każe się zastanowić, czy mówimy o tej samej "2001: Odysei kosmicznej", czy o jakiejś parodii, w której człowiek-małpa (dobrze, że nie ultra-pies) rzuca kością na wysokość satelity! A teraz analiza angielskiego zdania, które zostało kalecznie przetłumaczone na język polski: "...stunning cut from a bone brandished by an ape-man and thrown aloft to a satellite..." po polsku oznacza: "...wspaniałe (zachwycające) cięcie (w domyśle: montażowe), z kości, którą wywija małpolud i wyrzuca ją w powietrze, gdzie zmienia się w satelitę". Drogi Tłumaczu, "to" w języku angielskim oznacza nie tylko "do", ale i "zmienić coś na coś", w tym przypadku kość zmieniła się w satelitę, dzięki zachwycającemu cięciu montażowemu.



Strona 558
"Ojciec chrzestny"

"Zrób mu propozycję nie do odrzucenia"
"Make him an offer he can't refuse."

Ten klasyczny cytat, po polsku brzmieć powinien: "Złóż mu propozycję nie do odrzucenia". Zrobić to można sweter na drutach albo sam drut. Owszem, w języku angielskim widzimy słowo "make", ale do diaska, czemu tłumacz poleciał po linii najmniejszego oporu i przetłumaczył to dosłownie jako "zrobić"?



Strona 662
"Gwiezdne Wojny"

"...z rąk diabelskiego typka, noszącego suknie i wielki plastykowy hełm..."
"...an evil guy wearing robes and a big plastic helmet."

Może Vader faktycznie nosił na głowie "wielki plastykowy hełm", ale nie zgodzę się, że nosił "suknie"! Drogi panie tłumaczu, słowo "robe" oznacza "szatę", ewentualnie szlafrok, ale nie suknię (dress). Proszę nie robić z najczarniejszego charakteru wszechczasów, transwestyty.



Strona 653
"Obcy - ósmy pasażer Nostromo"

"W kosmosie nikt nie usłyszy twoich krzyków"
"In space no one can hear you scream."

Źle przetłumaczony tagline filmu, który poprawnie brzmieć powinien: "W kosmosie nikt nie usłyszy twojego krzyku". W sumie i tak dobrze, że nie przetłumaczono tekstu dosłownie (jak uczyniono to w innych wymienionych tu przypadkach) i nie spolszczono tagline'u "Alien" do postaci np.: "W kosmosie nie jeden usłyszy krzyczącego ciebie".



Strona: 657
"Kramer kontra Kramer"

Polski tytuł tego filmu brzmi "Sprawa Kramerów" a nie "Kramer kontra Kramer" drogi Zespole tłumaczy.



Strona 659
"Czas apokalipsy"

"Kilgore gwiżdże fragment z wagnerowskiego Tańca Walkirii"
"Kilgore blasts Wagner's "The Ride of the Valkyries" from his chopper..."

Drogi panie tłumaczu, Kilgore niczego nie gwiżdże. Słowo "blast" oznacza "grać, rzępolić", a nie gwizdać. A utwór puszczony został przez głośniki zamontowane w jednym ze śmigłowców. I był to "Cwał Walkirii" ew. "Cwałowanie Walkirii", a nie "Taniec".



Strona 671
"Czy leci z nami pilot"

"Być może temu filmowi nie dostaje specyficznego humoru, jaki pojawia się w jego poprzednikach: Dumb and Dumber i Scary Movie..."
"While Airplane! may lack the R-rated humor of debtor movies like Dumb and Dumber and Scary Movie..."

Panie tłumaczu: "Czy leci z nami pilot" to film z roku 1980. Jeżeli zatem "Dumb and Dumber" (1994r.) i "Scary Movie" (2000r.) są jego poprzednikami, to mamy tu do czynienia z niezłym zawirowaniem czasoprzestrzeni. Słowo "debtor" oznacza, że filmy "Głupi i głupszy" oraz "Straszny film" "zawdzięczają coś" filmowi "Czy leci z nami pilot", a nie są jego poprzednikami! I jeśli mi ktoś wyjaśni co oznacza zwrot "filmowi nie dostaje specyficznego humoru" - ufunduję mu ciekawą nagrodę, na przykład... zrobię mu propozycję nie do odrzucenia.



Strona 674
"Poszukiwacze zaginionej arki"

"Indiana z nieodłączną czapką..."
"With his trademark fedora..."

Indiana Jones nosił kapelusz. W oryginalnej wersji książki "fedora" - rodzaj filcowego kapelusza, a nie czapka, panie tłumaczu.



Strona 682
"E.T."

"...uczy E.T. porozumiewać się, pić piwo, jeść słodycze, ubiera go w sukienki młodszej siostry.."
"He introduces him to Earth customs such as how to communicate, drink beer, eat candy, and dress up in his little sister Gertie's clothes."

Elliott nie uczy E.T. pić piwa. E.T. sam próbuje piwa, gdy Elliott jest w szkole. Elliott nie ubiera E.T. w sukienki młodszej siostry. Robi to właśnie siostra. Błąd obecny już w oryginalnym leksykonie "1001 movies..."



Strona 683
"The Thing" (1982r.)
"Przybysz"

"...Podobnie jak inne filmy Davida Cronenberga, tak i ten
podejmuje temat inwazji obcej istoty..."

"Along with the films of David Cronenberg, The Thing is one
of the prime texts to explore the themes of bodily invasion..."


Jeśli David Cronenberg to pseudonim artystyczny Johna Carpentera, to nie ma tu błędu. Ale David Cronenberg nie jest pseudonimem artystycznym Carpentera, więc mamy tu dość pokaźnych rozmiarów babola. "Along with the films of David Cronenberg..." oznacza drogi tłumaczu (czy też Zespole tłumaczy): "Wraz z filmami Davida Cronenberga...", a nie "Podobnie jak inne filmy Davida Cronenberga". Aha, i czy mi się zdaje, czy polski tytuł "The Thing" brzmi "Coś" a nie "Przybysz"?



Strona 684
"Blade Runner"

"...zmutowanych androidów udających ludzi..."
"...mutinous androids masquerading as humans..."

I tak dobrze, że np. nie "zmutowane andruty". A poważnie mówiąc, słowo "zmutowanych" nie znajduje tu absolutnie żadnego zastosowania. "Mutinous" oznacza "buntowniczy, zbuntowany", a nie "zmutowany", drogi "Zespole tłumaczy". Niby podobnie brzmi, a jaka różnica, co nie?

"...przebijającego sobie ręce gwoździami..."
"...piercing his hand with a nail..."

Jedną rękę, a dokładniej rzecz biorąc - dłoń (!). Jednym gwoździem! W anglojęzycznej wersji książki jest poprawnie, czyli w liczbie pojedynczej. I jest napisane "hand" czyli "dłoń", a nie "arm" ("ręka").

"..."Łowcy androidów" stali się filmem..."

Nie ma takiego filmu jak "Łowcy androidów".



Strona 704
"Koyaanisqatsi"

"...Jest to film awangardowy - bez akcji,
ze skąpym podkładem muzycznym..."

"...an avant-garde feature with no story, nonstop minimalistic music..."

"Skąpy podkład muzyczny"? Przecież muzyka w "Koyaanisqatsi" opisuje każdy pojedynczy kadr, współgra z obrazem jak chyba żaden wcześniejszy film w dziejach kina! Poprawne tłumaczenie oryginalnego tekstu brzmieć powinno: "...film awangardowy pozbawiony fabuły, z nieprzerwanym, minimalistycznym podkładem muzycznym..."



Strona: 794
"Pretty woman"

"...i Julii Roberts, która za tę rolę zdobyła Oscara..."
"...and Julia Roberts, who earned an Oscar nomination for her performance."

Nieprawda. Julia Roberts nie zdobyła Oscara za rolę w "Pretty woman". Anglojęzyczna wersja książki mówi prawidłowo, o nominacji właśnie. Polski tłumacz postanowił jednak przyznać Julii Roberts Oscara.



Strona: 808
"Terminator 2"

"...Johna Connora (Michael Biehn - rola z poprzedniego filmu)..."
"...John Connor (Michael Biehn's character from the original movie)..."

Michael Biehn nie ma nic wspólnego z postacią Johna Connora, którego w "Terminatorze 2" zagrali: Edward Furlong (młody John) i Michael Edwards (stary John). W tym jednak przypadku, błąd był już w anglojęzycznej wersji książki.


"...poczynając od urozmaiconej mimiki Hamiltona..."
"...from Hamilton's beefed-up physique..."

A to już prawdziwy HIT jeśli chodzi o błędy w omawianym leksykonie! Mimika Hamiltona? Czytając to pukam się w czoło (i to już nie palcem, tylko deską!), bo po prostu wymiękam przy tym zdaniu. Przede wszystkim mowa o kobiecie: Lindzie Hamilton, a nie o facecie Hamiltonie. Po drugie "physique" oznacza "budowę ciała" a nie "mimikę". A "beefed-up" oznacza przyrost, rozbudowę tej właśnie budowy ciała. Jizes... "urozmaicona mimika Hamiltona" - jak takie rzeczy trafiają do druku? Kto jest za to odpowiedzialny? Tłumacz, czy raczej "Zespół tłumaczy", korekta, redakcja, kaczor Duffy? Kto?!



Strona 814
"Jądra ciemności: Apokalipsa filmowca"

Mowa o filmie dokumentalnym "Hearts of darkness: A filmmaker's apocalypse". Oficjalny polski tytuł tego filmu brzmi "Serca ciemności". Tłumacz pojechał jednak ostro po bandzie i przetłumaczył tytuł dość niefortunnie, tworząc brzmiące niczym tytuł taniego filmu erotycznego "Jądra ciemności". I tak dobrze, że nie "Jądra filmowca"... Zapamiętaj panie tłumaczu: jeżeli film posiada już polski tytuł, NIE wymyśla się nowego!, według swojego widzimisię!



Strona: 820
"Bez przebaczenia"

"...Mają pomścić zasztyletowanie dziwki..."
"...to avenge a knifed whore..."

Jest chyba subtelna różnica między zasztyletowaniem a pocięciem twarzy. Wspomniana przez tłumacza zasztyletowana dziwka, pojawia się w dalszej części filmu, żyje, chodzi i mówi, i raczej nie wygląda na "zasztyletowaną". "Knifed" faktycznie oznacza "zabicie nożem", ale oznacza też "pchnięcie nożem". Wystarczyło zaznajomić się z filmem "Bez przebaczenia" i błędu w leksykonie by nie było.



Strona 822
"Bram Stoker's Dracula"

""...Vlad zmierza do Londynu na spotkanie ze swoją wielką miłością,
zostawiając strapionego Jonathana w kompetentnych rękach
zaprzyjaźnionego Bridesa"


Opisu tego filmu nie ma w moim leksykonie, ani w anglojęzycznym leksykonie, z którego oryginalne cytaty podsyłał mi Jimi. Opis "Draculi" Coppoli znalazł jednak w swojej wersji leksykonu (wyd. z roku 2004 z "Terminatorem" na okładce) Dziadek, który podesłał mi powyższe zdanie. I Dziadek tak komentuje to przezabawne zdanie: Żaden Brides nie był ani bohaterem książki, ani tym bardziej filmu. A już na pewno nie mieszkał ktoś taki na zamku w Transylwanii. W filmie, Harker zostaje pod opieką oblubienic, narzeczonych Draculi, które w języku angielskim (w liczbie mnogiej) zwą się ni mniej ni więcej: "Brides". Zatem ze słowa "Narzeczone" Zespół polskich tłumaczy stworzył nazwisko wyimaginowanego, zaprzyjaźnionego przyjaciela Draculi, nadając mu w dodatku cechy osoby kompetentnej. To się nazywa ALTERNATYWNA HISTORIA KINA - wymyślać nowe postaci, bo się nie umie przetłumaczyć słówka "Brides" na język polski. Brawa, naprawdę wielkie brawa i dozgonny szacunek dla polskiego wydawcy, tłumaczy, korekty i wszystkich, którzy stoją za wydaniem "1001 filmów które musisz zobaczyć". Aha, i mam rozumieć, że "Bram Stoker's Dracula" według Leksykonu z roku 2004 był filmem "który musisz zobaczyć", a według wydania z roku 2007 (skoro zabrakło tego tytułu w Leksykonie) już nie jest "filmem który musisz zobaczyć"? Skoro już jesteśmy przy wydaniu leksykonu z roku 2004, warto wspomnieć, że "Apocalypse now" (czyli "Czas apokalipsy") został tam przetłumaczony jako... "Współczesna apokalipsa" (sic!) (dobrze, że nie "Apokalipsa teraz"). W wydaniu z roku 2007 zostało to poprawione.



Strona 825
"Dzień świstaka"

"...Jednego dnia pyta kobietę, jakiego szuka mężczyzny, a następnego dnia demonstruje owe cechy przypadkowo spotkanej kobiecie..."
"He asks a woman one day what she looks for in a man, and the following day embodies all those attributes to the unwitting lady."

Tłumacz najwidoczniej nie ma pojęcia, w jakim celu Phil robił to co robił. A nie pytał się o preferencje kobiety tylko po to, żeby na drugi dzień spełnić wymagania innej kobiety - bo to może zrobić każdy, nie tylko ktoś, komu dzień się powtarza. Phil spotkał na drugi dzień (oczywiście dla kobiety był to ten sam dzień) tę samą kobietę, wpadając na nią niby przypadkowo, o czym informuje nas w oryginalnym tekście zwrot "unwitting lady". "Unwitting" oznacza "bezwiednie, niechcący, nieświadomie".



Strona 827
"Funny Games"

"...Annie udaje się zabić jednego z napastników, a Haneke przerywa film, pozwalając przyjacielowi chłopaka nawinąć taśmę i tym sposobem uratować partnera..."
"...after Anna manages to kill one of her captors, Haneke interrupts the diegesis, allowing the boy's friend to "rewind" the film, thereby saving his partner in crime."

O jakie "nawinięcie taśmy" chodzi tłumaczowi - nie mam pojęcia, choć zastanawiałem się nad tym przez dużo, dużo czasu. W oryginalnej wersji leksykonu stoi jak wół: "rewind the film" - czyli "cofa (przewija do tyłu) film". Czyżby szanowny tłumacz nigdy nie trzymał w dłoni pilota od Video lub DVD? Tam jest taki guziczek oznaczony skrótem "rew" (od "rewind" właśnie). Dla tłumacza oznacza to właśnie "nawijanie" - respect!



Strona 829
"Park Jurajski"

"...Przerażeni przybysze rzucają się do panicznej ucieczki samochodami na szynach..."
"The imperiled adults and children are stranded in the broken-down "ride" (jeeps on a track taking them through the park)..."

W "Parku Jurajskim" były samochody napędzane prądem, stojące na normalnych kołach z oponami i poruszające się po zaprogramowanej trasie, dzięki elektrycznej szynie umieszczonej pod pojazdem. Nie było jednak w "Parku Jurajskim" żadnej sekwencji "panicznej ucieczki samochodami na szynach", gdyż cała elektryczność w parku została wyłączona i nie było mowy o użyciu do ucieczki... elektrycznych pojazdów. Z drugiej strony patrząc, mogłaby z tego powstać porywająca, emocjonująca... pierwsza w historii kina statyczna sekwencja pościgowa. Pod warunkiem oczywiście, że T-Rex nie mogący ruszyć do biegu, przebierałby łapami w błocie, stojąc w miejscu i goniąc nieruchome samochody.



Strona 850
"Braveheart"

"...Gigantyczny epos Mela Gibsona ... łączy brutalną akcję, mnóstwo brawury i romantyczną komedię..."
"Mel Gibson's gigantic historical epic combines brutal action, heaps of derring-do, and romantic tragedy..."

Ciekawi mnie, w którym momencie "Walecznego serca" mamy do czynienia z komedią romantyczną. Może w scenie podrzynania gardła żony Wallace'a? Drogi panie tłumaczu, "Romantic tragedy" po polsku oznacza "Romantyczną tragedię" a nie "Romantyczną komedię". Komedię, bynajmniej nie romantyczną to odstawiacie Wy, tłumacze tego leksykonu, zrzeszeni w nieprzytomnym "Zespole". Nie widzieć różnicy między tragedią a komedią, to jakby nie dostrzegać różnicy między wystrychnięciem na dudka, a wydudkaniem na strychu...



Strona 886
"Idioci"

"...inny z grupy jest pozostawiony sam na sam z gangiem złodziei rowerów, którzy z pewnością zaczęliby go bić..."
"...a spasser left alone with a biker gang who will certainly beat him if they catch on that they're being set up..."

Gang zlodziei rowerow?! Jakich złodziei??!! Jakich rowerów???!!! "Bike" po angielsku nie oznacza jedynie "rower", ale stanowi również określenie motoru, a w filmie są właśnie członkowie gangu motorowego. Tłumacz przynajmniej obejrzałby film, albo skonsultowal wypowiedź z oryginalnym wydawcą, zamiast popełniać kolejną megagafę!



Strona: 894
"Etiuda o czarownicy z Blair"

"The Blair Witch Project" w Polskich kinach rozpowszechniany był pod oryginalnym tytułem i do dziś tytuł ten nie ma swojego polskiego odpowiednika. Tłumacz wraz ze swoim Zespołem uważają jednak inaczej i raczą nas "Etiudą o czarownicy z Blair" - doprawdy profesjonalne podejście, oby tak dalej!



Strona 901
"Matrix"

"...hakera Noe..."
"...hacker named Neo..."

"...dziwnie zwyczajnie wyglądająca wróżka..."
"...a surprisingly domestic soothsayer..."

"...pomaga mu w tym John Woo..."
"...with the help of John Woo-style..."

No tak... NOE (ciekawe czy z Arką czy bez) spotyka na swojej drodze wróżkę (uwaga: to wróżka wyglądającą dziwnie zwyczajnie!), a pomaga mu sam John Woo (ciekawe czy udziela mu porad reżyserskich czy wspomaga dobrym słowem?). Iście ułańska fantazja tłumacza tekstu! Teraz szybka analiza tego jakże zabawnego tekstu: Do NOE już się nie będę czepiał, żeby nie kopać leżącego. "Surprisingly domestic soothayer" oznacza coś w stylu "domowej, miejscowej, zadziwiającej wróżbitki, jasnowidza, przepowiadacza przyszłości", a nie "dziwnie zwyczajnej wróżki". A tak w ogóle, w filmie "Matrix" była to "wyrocznia" (ang. "oracle"). I jeszcze John Woo, który według tłumacza pomaga Neo. Poprawne tłumaczenie powinno brzmieć: "z pomocą stylu Johna Woo". Autorowi oryginału ( "John Woo-style") chodziło zapewne o widowiskowy sposób realizacji strzelanin i scen walk. Polskiemu tłumaczowi chodziło jak widać, o coś zupełnie innego.



Strona: 902
"Szósty zmysł"

"...przez wielu krytykowana za niejasne zakończenie..."
"... that is now infamous for its twist ending."

Zakończenie "Szóstego zmysłu" niejasne? Zaskakujące - tak. Szokujące - tak. Niespodziewane? I owszem. Ale NIEJASNE? Tłumacz popełnia rażący błąd, bo "Szósty zmysł" nigdy nie był krytykowany za "niejasne" zakończenie. "Infamous" oznacza coś "osławionego".



Strona: 922
"Oldboy"

"...ucieka z pozbawionego okien więzienia przez dziurę w ścianie wysokościowca..."
"...a man who escapes his windowless prison by ingeniously digging through a skyscraper wall into thin air."

Owszem, główny bohater wykonuje dziurę w ścianie pokoju, w którym jest przetrzymywany. Gdy jednak otwór jest gotowy i bohater ma zamiar z niego skorzystać, do pokoju wpuszczony zostaje gaz usypiający i bohater budzi się na dachu, wypuszczony przez oprawców na wolność. Nie ucieka zatem na wolność "przez dziurę w ścianie wysokościowca", jak twierdzi autor opisu, a za nim polski tłumacz.



Strona: 940
"Ludzkie dzieci"

"...o śmierci osiemnastoletniej Baby Diego,
najmłodszego mieszkańca Ziemi..."


Najmłodszy mieszkaniec ziemi był mężczyzną.



Strona: 943
"Borat"

"...podczas wytwornej kolacji z udziałem nobliwych południowców
na stół trafia torba gówna..."


Oj nie, zdecydowanie nie! Owszem, Borat wraca z łazienki, trzymając w ręku torebkę, w której jest jego kupa. Zawiniątko nie trafia jednak na żaden stół. Pisanie zatem o "torbie gówna trafiającej na stół" jest tanią próbą zaszokowania czytelnika.



Strona: 944
"Babel 2"

"...Babel 2 nie jest wprawdzie tak pełen napięcia..."

Myślałem, że jedynie przy tytule jakimś magicznym sposobem pojawiła się "dwójka", ale dalej w tekście, tłumacz konsekwentnie doczepia cyfrę 2 do tytułu filmu "Babel".



Strona: 946
"Apokalipsa wg Gibsona"

Tak... i może jeszcze "Armageddon wg Baya"?



Wielkie podziękowania dla Mauej i Jimiego, za sprawdzenie znalezionych przeze mnie błędów w oryginalnej wersji książki i podesłanie mi stosownych fragmentów. Podziękowania także dla Beowulfa, który pomógł mi w sprawach angielszczyzny. A także dla Dziadka, za podesłanie wtop z "Idiotów", "Draculi" i "Koyaanisqatsi" oraz Cass, za "początek róży" i "Współczesną apokalipsę". Dla Motodufa, Negrina i Soldamn - za drobne korekty. I podziękowania dla Pati, od której dostałem "1001 filmów które musisz zobaczyć" w prezencie na gwiazdkę 2007. Przykro mi Kotku, że z pozoru znakomity leksykon okazał się tym, czym się okazał.

e-mail  Autor tekstu : Rafał Donica - DUX

       Klub Miłośników Filmu| 7 czerwca 2008