Autor: REDAKCJA
opublikowano

NAJLEPSZE THRILLERY WSZECH CZASÓW. Wyniki plebiscytu!

Thriller – czy też bardziej swojski dreszczowiec – to niełatwy gatunek. To w samej swojej definicji coś, co ma wprawić nas w zaniepokojenie, wywołać lęk, zabić nasz spokój ducha. To również twór trudny do sklasyfikowania, bo wielce elastyczny, ochoczo łączący się z innymi rodzajami kina. Nie tak prosto wybrać zatem typowych reprezentantów thrillera, a tym bardziej tych najlepszych. Z naszymi czytelnikami okazało się to jednak rzeczą banalnie prostą.

Cieszymy się, że nasze plebiscyty osiągają coraz większą popularność. Po raz kolejny padł pod tym względem rekord, bo tym razem bawiło się z nami prawie cztery tysiące osób! Wspólnie pochyliliśmy się nad blisko stu pięćdziesięcioma tytułami, z których mogliście zagłosować na dziesięć z wyselekcjonowanej listy, bądź dodać do niej własne typy (a tych nie brakowało – od horrorów pokroju Czarownicy, przez Incepcję, To nie jest kraj dla starych ludzi i Fargo, a na Pachnidle skończywszy; trafiła się też jedna „kupa”, w dodatku z literówką). Tak wyklarowała się poniższa, jakże mocna trzydziestka filmów, które określić można mianem pozycji obowiązkowych.

30.

Raport Pelikana

The Pelican Brief, 1993, reż. Alan J. Pakula

Film na podstawie bestsellera Johna Grishama był szczególnie wyczekiwany przez widzów na całym świecie – oto bowiem Julia Roberts powracała do kina po przerwie spowodowanej załamaniem psychicznym. Aktorka przyznawała, że nagły sukces Pretty woman miał dla niej negatywne konsekwencje. Zdecydowanie nie udźwignęła sławy i postanowiła wycofać się z show-biznesu na ponad dwa lata. Gdy wchodziła na plan Raportu Pelikana, nie była nawet pewna, czy potrafi jeszcze grać. Partnerujący jej Denzel Washington robił wszystko, aby ułatwić jej ten powrót, a dziś jest jednym z jej najlepszych przyjaciół. Chemia między dwójką głównych bohaterów jest chyba największą, ale nie jedyną zaletą filmu Alana J. Pakuli. Ciekawa historia i szybkie tempo sprawiają, że nie chce się odrywać wzroku od ekranu. W kasach kin w 1993 roku zostawiono ponad 200 milionów dolarów. [Karol Barzowski]

29.

Jestem mordercą

2016, reż. Maciej Pieprzyca

Film Macieja Pieprzycy to oparta na prawdziwej historii „wampira z Zagłębia” (skazanego na śmierć w 1977 roku Zdzisława Marchwickiego) opowieść o seryjnym mordercy ze Śląska. Młody śledczy (Mirosław Haniszewski) staje na czele grupy dochodzeniowej powołanej do wyjaśnienia serii brutalnych zabójstw. Walcząc z licznymi przeciwieństwami, w tym z własnymi wątpliwościami, doprowadza do postawienia w stan oskarżenia Wiesława Kalickiego (w tej roli niemal hipnotyzujący Arkadiusz Jakubik). Pieprzyca, mimo że nie oparł się nostalgicznej pokusie lekkiego wygładzenia realiów PRL-u, stworzył ciekawy, mroczny, trzymający w napięciu film. Film moralizujący, wartościujący, oparty na typowej psychologicznej konfrontacji bohatera i antybohatera, a jednak trzymający w napięciu i momentami zaskakujący. [Agnieszka Stasiowska]

28.

Fatalne zauroczenie

Fatal Attraction, 1987, reż. Adrian Lyne

Stylowy, pełen seksu i erotyzmu mroczny dreszczowiec, obok którego nie sposób przejść obojętnie. Dan Gallagher, portretowany przez świetnego Michaela Douglasa, jest mężczyzną, o którym można powiedzieć, że ma wszystko – piękną i dobrą żonę, milutką córeczkę i psa, w dodatku jest wziętym nowojorskim prawnikiem. Wszystko zmieni się, gdy pozna demoniczną Alex, która pod burzą loków okaże się skrywać twarz cycatego potwora, istnej wampirzycy XX wieku. W kreowanej przez Glenn Close postaci można bez problemu doszukać się znamion zaburzeń borderline. Znudzony rodzinną sielanką Dan spędza z Alex kilka upojnych chwil na kuchennym blacie i w windzie, w pogardzie mając „wierność i uczciwość małżeńską”, za co przychodzi mu zapłacić wysoki rachunek. Kobieta jest nie tyle lekko niestabilną emocjonalnie i egzaltowaną histeryczką, ile psychopatką z piekła rodem, która nie cofnie się przed niczym, aby osiągnąć swój cel. [Patrycja Foszcz, fragment recenzji]

27.

Północ – północny zachód

North by Northwest, 1959, reż. Alfred Hitchcock

Przy North by Northwest Hitchcock zarzucił eksperymenty formalne z długimi ujęciami, koncentrując swój mistrzowski warsztat na bardziej tradycyjnym sposobie obrazowania. Należy jednak pamiętać, że owa „tradycyjność” w przypadku Hitchcocka oznacza tworzenie zasad, będących odtąd żelaznym standardem gatunkowym. Hitchcock swoimi filmami tworzył kanony narracyjne i wizualne, co młodym, nieobeznanym z tego twórczością widzom może wydawać się powielaniem schematów. Ileż to już razy widzieliśmy samotnego bohatera walczącego z całym światem, zdradliwe kobiety na jego drodze, efektowne pościgi w najbardziej nietypowych miejscach czy szarpiący nerwy efekt suspensu, kiedy widz wie o zagrożeniu, o którym nie ma pojęcia ekranowa postać. Te składniki języka filmowego zostały wymyślone lub doprowadzone do krańcowej perfekcji właśnie przez Hitchcocka. [Adrian Szczypiński, fragment artykułu]

26.

Azyl

Panic Room, 2002, reż. David Fincher

Umówmy się – Azyl nie jest największym dokonaniem w karierze Davida Finchera. Ale nawet obok tych nieco słabszych pozycji w jego filmografii trudno przejść obojętnie. Jak na Finchera, historia jest tu dość prosta. Po rozwodzie 30-kilkuletnia Meg wraz z córką wprowadza się do nowego domu. Na jego wyposażeniu znajduje się tzw. „azyl”, czyli wyjątkowy pokój, w którym można się schować na wypadek włamania. Okazuje się, że trzeba będzie go wykorzystać bardzo szybko. Pech polega na tym, że to, czego szukają napastnicy, znajduje się właśnie w azylu… Wszystko rozgrywa się podczas jednej nocy, a kamera prawie nie wychodzi poza mury budynku, w którym mieszka Meg. Choć to dość „skromny” thriller, bardzo, ale to bardzo wciąga. A na ekranie pierwszorzędna obsada – zdobywcy Oscarów Jodie Foster, Jared Leto, Forest Whitaker oraz dwunastoletnia Kristen Stewart, jeszcze zanim zaczęła wzdychać do pewnego przystojnego wampira. [Karol Barzowski]

25.

Zawrót głowy

Vertigo, 1958, reż. Alfred Hitchcock

Nie da się ukryć, że Zawrót głowy jest filmem kultowym. Wymienia się go często wśród dzieł, które należy znać, wymienia się go jako jednego z tych najlepszych hitchcocków i wymienia się go jako film, który dostarcza sporo materiału do solidnej analizy pod każdym względem. Hitchcock zadbał bowiem także o odpowiednią dawkę symboliki i dwuznaczności. [Kornelia Farynowska, fragment recenzji]

24.

Pojedynek na szosie

Duel, 1971, reż. Steven Spielberg

W sposób przynależny horrorom, Spielberg potraktował brudną ciężarówkę jak żywego, dyszącego bezsensowną wendettą potwora, usiłującego zgładzić niewinną ofiarę. Kierowca ciężarówki nie posiada twarzy, kilka razy widzimy tylko jego ręce (oraz nogi w kowbojkach). Nie ma mowy o jakiejkolwiek próbie dogadania się prześladowcy z prześladowanym. Niczym Terminator, kierowca ciężarówki ma tylko jeden cel. [Adrian Szczypiński, fragment recenzji]

23.

Maratończyk

Marathon Man, 1976, reż. John Schlesinger

Dustin Hoffman biega i usiłuje poderwać wyższą od niego o głowę Marthe Keller. Roy Scheider po przeżyciu spotkania z krwiożerczym rekinem znów usiłuje utrzymać się przy życiu, co wychodzi mu różnie. A wielki Laurence Olivier gra bad guya, który tak bardzo lubi grzebać innym w zębach, że jego obecność na ekranie momentami przeraża bardziej, niż niejeden żarłacz biały. A w tle mamy jeszcze aferę diamentową, echa Holocaustu, pościgi, strzelaniny i mordobicia oraz jedną z najbardziej emocjonujących łazienkowych scen kinowych. Pierwszorzędny thriller, polecany zresztą przez Polskie Towarzystwo Stomatologiczne. [Jacek Lubiński]

22.

Skóra, w której żyję

La piel que habito, 2011, reż. Pedro Almodóvar

Po obejrzeniu Skóry, w której żyję ciarki mieli nawet ci, którym się wydawało, że widzieli już wszystko. Nie chodzi nawet o samą ideę, na której opiera się scenariusz, ani o to, że w filmie jest dużo scen drastycznych (bo nie ma), ale o to, jak głęboko zarówno reżyser, jak i grający u niego aktorzy weszli pod skórę (nomen omen) swoich bohaterów. [Michał Bleja, fragment recenzji]

21.

Autor widmo

The Ghost Writer aka The Ghost, 2010, reż. Roman Polański

Stopniowanie napięcia, podrzucanie kolejnych elementów układanki dokładających się do obrazu całości to bodaj najmocniejsza strona filmu – reżyser precyzyjnie dozuje widzowi kolejne poszlaki, budując klimat niepewności i narastającego zagrożenia. Polański nie jest reżyserem celującym ani w bombastycznych efektach, ani specjalnie szybkiej narracji – bardziej interesują go bohaterowie niż rwąca do przodu akcja. Tutaj te właśnie cechy jego stylu znalazły doskonałe zastosowanie – akcja i rysunek bohaterów znajdują się w idealnej równowadze, dzięki czemu nie mamy wątpliwości co do psychologicznego prawdopodobieństwa podejmowanych przez nich decyzji. [Edward Kelley, fragment recenzji]

Ostatnio dodane