Autor: REDAKCJA
opublikowano

NAJLEPSZE SERIALE XXI WIEKU – Top 100

3. Prawo ulicy (The Wire)

To show niełatwy, w który wchodzimy bez większych emocji i oczekiwań. Z początku niezbyt angażujący, wręcz nudnawy, o powolnym rytmie, pozbawiony twistów i nagłych zawieszeń akcji, rezultatów których można wyczekiwać potem z wypiekami na twarzy. Z postaciami, w których nie od razu się zakochamy, być może do samego końca nie reagując ekscytacją na widok niektórych, niepewnie im kibicując – nawet aktorzy swego czasu się na tym przejechali, przyjmując swoje role bez przekonania. A mimo to The Wire podskórnie fascynuje, z każdym kolejnym odcinkiem coraz bardziej wciąga, jest coraz ciekawsze, coraz głębsze i wypełnia się całą galerią pamiętnych, charakterystycznych postaci, na których autentycznie nam zależy; dialogami i scenami, do których będziemy wracać nieraz – czy to samoistnie, czy też w parze z innymi, w szerszym kontekście. [Jacek Lubiński, fragment artykułu]

Uwielbiam ten serial za fantastyczne przedstawienie głównego bohatera, czyli Baltimore. A poza tym można się dowiedzieć, o co mogą się pokłócić Polacy w USA. [Sławek Tyszko]

Jeden z najlepszych scenariuszy w historii seriali. Serial kompletny. Genialne zakończenie. [Michał Serafin]

Na temat tego serialu wszystko już zostało powiedzianie – a nie lubię się powtarzać. Prawdopobnie najlepsza rzecz, jaka kiedykolwiek pojawiła się w telewizji. Kryminał totalny. Opowieść jednocześnie w skali mikro (Miasto, przez duże M, bo przecież takie jest Baltimore w Prawie ulicy) oraz w skali makro (bo przecież te problemy można odnaleźć wszędzie). Jeden z najgenialniejszych głównych bohaterów (McNulty!), jeden z najgenialniejszych drugoplanowych bohaterów (Omar!) i jeden z najgenialniejszych antagonistów (Stringer Bell!). Realizm serialu powoduje, że po nim ciężko oglądać inne rzeczy bez przymrużenia oka. A scenariusz to czysta perełka. [Tomasz Lisowski]

Obraz miasta, każdy sezon to inna odsłona. [Łukasz Frąckiewicz]

Za zupełnie inny wymiar serialowej rozrywki. Coś, co właściwie nie wygląda, jakby było oparte na scenariuszu, a wciąga bez zahamowania. [Skowron]

 

2. Sześć stóp pod ziemią (Six Feet Under)

Za mądrość przekazu i ostatnie kilka minut. [Skowron]

Serial o życiu, ludziach i ich problemach podany w nietypowej konwencji codziennego obcowania ze śmiercią w związku z zawodem, którym para się rodzina Fisherów. Jeden z seriali, który wpływa na życie widza, zmienia pogląd na stosunki międzyludzkie, na odbiór śmierci, pożegnania z bliskimi, a także swojej egzystencji. Genialna seria. [Dominik Banach]

W tym serialu jest wszystko – ważne tematy, czarny humor, chwile wzruszenia, smutku. Doskonały scenariusz z rewelacyjnym finałem, jednym z najlepszych w historii. [Michał Serafin]

Najlepszy serial obyczajowy, jaki można obejrzeć – świetna tematyka, dobrze dobrane role i odwaga w przełamywaniu tematów tabu. [Marek Łabanowski]

Epickie ostatnie 10 minut, które ukazują prawdziwy sens i istotę życia człowieka, są czystą poezją. Piszę to z dystansu i z pełną tego świadomością, nie pod wpływem chwilowej fascynacji: to bez wątpienia najcudowniejsza rzecz, jaką widziałem zarówno na małym, jak i wielkim ekranie. [Wojciech Staśkiewicz, fragment recenzji]

 

1. Breaking Bad

Oczywiścio oprócz chwytów typowo postmodernistycznych, takich jak właśnie cytaty kulturowe, częste zaburzanie chronologii narracji, mieszanie konwencji i tonacji, widzowie pokochali Breaking Bad również z innych powodów. Przede wszystkim jest to historia opowiedziana bezbłędnie, pełna napięć, nieoczekiwanych zwrotów akcji, a przy tym wszystkim realistyczna i dopracowana w najdrobniejszym szczególe. Jej bohater – Walter White – w genialnej interpretacji Bryana Cranstona (no właśnie – w ogóle aktorstwo jest żelazną stroną całego serialu), to człowiek taki jak my wszyscy. Pragnie być zauważonym – po prostu być w czymś najlepszym, prawdziwym mistrzem (nawet jeśli miałaby to być produkcja mety i zarządzanie imperium narkotykowym). Ważna jest też w Breaking Bad praca kamery, kwestia bez znaczenia i całkowicie przezroczysta w większości seriali, a także montaż i idealnie dobrana muzyka. Cały czas mam w pamięci znakomite ujęcia, stanowiące swego rodzaju symboliczną granicę – tutaj kończy się Walt, a zaczyna Heisenberg – gdy główny bohater zakłada swój kapelusz z okrągłym rondem, przy czym kamera znajduje się za nim i śledzi go, podąża za nim jak cień. [Miłosz Drewniak, fragment recenzji]

Gdyby kilka starszych tytułów (Prawo ulicy, Sześć stóp pod ziemią) nie wyszło wcześniej, to byłby zdecydowanie numer jeden. Jeżeli ktoś pyta, co w TV w przeciągu ostatnich 10 lat było najlepsze – to Breaking Bad nie ma konkurencji. Wszystkie inne świeże seriale nawet nie są blisko tego poziomu.[Marek Łabanowski]

Z sentymentu, ogromna popularność w pełni zasłużona. [Marek Adamczak]

Na chwilę obecną to już nieśmiertelna historia, budowana przez pięć sezonów, z perfekcyjnie umotywowanymi postaciami i bezbłędnym scenariuszem. [Tomasz Lisowski]

Fascynująca podróż w odmęty zła i bezprawia. Bryan Cranston fenomenalnie portretuje upadek człowieka początkowo kierującego się dobrymi intencjami. Interesujące ukazanie świata dilerów i narkomanów, pierwszorzędna reżyseria i galeria zapadających w pamięć postaci. [Mikołaj Lewalski]

Ciężko znaleźć serial, który trzymałby dobry poziom przez wszystkie sezony. Takim serialem jest Breaking Bad. Przez pięć sezonów widzimy ogromne przemiany charakterów Waltera White’a i Jessego Pinkmana, nauczyciela i ucznia nie tylko w szkole, ale i w produkcji mety. Często ci bohaterowie robią rzeczy, których nie możemy pochwalić, ale i tak nie da się ich nie lubić. [Krzysztof Mysiewicz]

Uwielbiam Waltera White’a, od tego serialu oglądam wszystko, gdzie pojawi się Bryan Cranston, ponieważ aktor pozamiatał tą rolą. Sama fabuła jest lekko absurdalna, nauczyciel, który staje się baronem narkotykowym, wydawał się pomysłem na jeden krótki sezon (i szybką kulką dla protagonisty). Jednak twórcy świetnie rozwinęli historię, a przygody Heisenberga i Jessego ogląda się z wypiekami na twarzy. A tekst: „Say my name” – „Heisenberg” – „You’re Goddamn Right” wszedł u mnie do kanonu epy. [Dominik Banach]

Niezwykle interesujący portret człowieka, który przechodzi efektowną metamorfozę – od zwyczajnego męża i ojca po rasowego przestępcę. Serial z każdym kolejnym rokiem był coraz lepszy, a ostatni sezon to już majstersztyk pozbawiony zbędnych, nic nie wnoszących odcinków. [Mariusz Czernic]

korekta: Kornelia Farynowska

Ostatnio dodane