Autor: REDAKCJA
opublikowano

NAJLEPSZE SERIALE XXI WIEKU – Top 100

75. Terapia (In Treatment)

 

 


74. Żona idealna (The Good Wife)

Rewelacyjny scenariusz, oryginalne postacie drugoplanowe. [Łukasz Frąckiewicz]

The Good Wife aka Żona idealna to wzorowy przedstawiciel gatunku, łączący w sobie wszystko to, czego mogliby oczekiwać miłośnicy telewizyjnych kancelarii z jednoczesnym częstym wychodzeniem poza ramy gatunkowe w stronę obyczajowej – istotnej tak samo jak prawnicze perypetie – historii. Wszystkie siedem sezonów oferuje równy, niesamowicie wysoki poziom aktorstwa (znakomite pierwszoplanowe postaci, ale i równie mocny drugi plan na czele z Michaelem J. Foxem!) i scenariusza (wiele niespodzianek w trakcie).  Genialny początek, nie mniej rewelacyjny koniec.  [Rafał Oświeciński, w tym fragment recenzji]


73. Futurama

Za doskonałą i celną zgrywę ze współczesności. [Skowron]

Za galaktyczne poczucie humoru i niesztampowych bohaterów. [Barbara Rak-Durkalec]


72. Westworld

Westworld jest kolejnym serialem, który udowadnia, że produkcje małego ekranu wcale nie muszą być gorsze od produkcji dużego ekranu. Westworld sprawia wrażenie jedenastogodzinnego filmu podzielonego na dziesięć odcinków, w niczym sobie nie ustępujących. Historię rozłożono na części, ale jest przemyślana; przepięknym ujęciom nakręconym między innymi w Monument Valley na pograniczy Utah i Arizony towarzyszy podniosła, charakterystyczna muzyka Ramina Djawadiego; widać rozmach i drobiazgowość świata przedstawionego. Chwilami naprawdę można zapomnieć, że to serial, a nie film. [Kornelia Farynowska, fragment recenzji]

Bije na głowę Grę o tron pod każdym względem, wybitne aktorstwo, audiowizualny majstersztyk, genialna, trzymająca się kupy, zaskakująca i unikalna historia. Lepszy z Nolanów daje radę! Ma potencjał na moje TOP 3. [Jakub Marciniak]

Wspaniale wykonany, ciekawy, ze świetną muzyką i aktorami. [Alojzy Bąbel]

Za warsztat, dopieszczony scenariusz i muzykę. [Radosław Żabik]


71. Pacyfik

Miniserial oparty na wspomnieniach Eugena Sledge’a i Roberta Leckiego, ukazujący piekło wojny na wyspach Pacyfiku, teatru wojennego jakże różnego od ukazanej w Kompanii Braci zachodniej Europy. Oprócz aktorów grających główne role na drugim planie wyróżnia się Rami Malek w roli totalnie pokręconego żołnierza. Niestety poziom odcinków jest nierówny i czasami wieje nudą. [Jakub Dąbrowski]


70. Ray Donovan

Po długim czasie w końcu się za to zabrałem i nie mogłem wyjść z podziwu. Ray jest typowym bohaterem każdego faceta z kamienną miną, setką kontaktów i pięknymi kobietami dookoła siebie. Od pierwszego odcinka następuje ostra jazda bez trzymanki, a rola Jona Voighta woła o Oscara, Złoty Glob, Emmy i nawet Nobla. [Bartosz Jankowski]


69. Hoży doktorzy (Scrubs)

Twardziele płaczą, najwięksi wrogowie się zaprzyjaźniają, a serial komediowy pokazuje śmierć człowieka tak, jak gdyby uczył nas życia. Bez pompatycznych tekstów, bez zbędnej nostalgii, ale za to z olbrzymią dozą pozytywnych emocji. Długo jeszcze mógłbym mówić o Hożych doktorach, ale jeśli znacie ten serial – to bez sensu, bo już wiecie, że najlepszym lekiem na wszelkie dolegliwości jest pudło kociąt. Jeśli zaś go nie widzieliście, po prostu powinniście to nadrobić, samemu wyciągając wnioski. [Damian Halik, fragment recenzji]


68. Ekipa (Entourage)

Prawdziwe guilty pleasure, jednak zawsze lubię wracać do chłopaków i ich życiowych rozterek związanych z przeglądaniem scenariuszy, zaliczaniem kolejnych imprez i lasek oraz spotykaniem kolejnych „realnych” gwiazd. Johnny Drama i Ari Gold rządzą! [Dominik Banach]


67. Gomorra

Familijna historia wprost z ulic i blokowisk Neapolu. [Tomasz Józefowski]

Włoska perełka, najlepszy serial gangsterski, jaki dane mi było obejrzeć. [Kluski]


66. American Crime Story: Sprawa O.J. Simpsona

To prawdziwa sztuka trzymać w napięciu i angażować widza historią, której początek i koniec można przeczytać w Wikipedii. Ale twórcom American Crime Story się to udało. W dodatku nakreślili także wiarygodną paralelę do naszych czasów – zaszczutych poprawnością polityczną. Sprawiedliwości serial nie przywrócił, nie taka była jego rola, ale umiejętnie sprowokował do udzielenia wewnętrznego komentarza. Zostawcie go jednak dla siebie… i tak nikt was nie usłyszy. [Jakub Piwoński, fragment recenzji]


65. Planeta Ziemia

Podzielony na dwie, niezależne od siebie serie (2006 i 2016), przyrodniczy fresk od stacji BBC to prawdziwe widowisko, które potrafi trzymać z napięciu lepiej od niejednego rasowego blockbustera z Hollywood. Na dłuższą metę nie jest to nic wielkiego, bo mamy po prostu obserwację zwierzątek w ich naturalnym środowisku, wraz z komentarzem weterana gatunku, Davida Attenborough, czyli dokument, jakich wiele. Niemniej realizacyjnie jest to prawdziwe mistrzostwo świata, od którego nie sposób oderwać wzroku. [Jacek Lubiński]


64. Legion

Totalna zabawa formą. Świeże kino superbohaterskie. [Radosław Żabik]

Za świeże i niezwykle oryginalne podejście do tematyki superbohaterów, charyzmatycznego Dana Stevensa oraz śliczną Aubrey Plazę. [Wojciech Wieczorek]

Przesycenie absurdem, niepewność tego, co jest prawdą, a co fikcją, oraz dobór towarzyszącej temu muzyki to podstawowe elementy, które dają poczucie, że pierwszy sezon Legionu jest dziełem niemal doskonałym. Balansowanie na granicy między światem rzeczywistym a projekcjami umysłów dwóch potężnych mutantów jest tu tylko pretekstem do stworzenia dzieła, które będzie w stanie zaskoczyć widza nawet i po siódmym sezonie, na przykład wysyłając nas z powrotem do Clockworks, gdzie chory psychicznie David po prostu siedzi wgapiony w ścianę! [Damian Halik, fragment recenzji]


63. Jonathan Strange & Mr Norrell

Kolejne zaskoczenie dla mnie. Książkę czytałem i byłem mocno zmieszany. Momentami genialna, momentami dziwna, momentami nudna. Zerknąłem z ciekawości na serial i było fantastycznie. Zostały wszystkie plusy, a zniknęły minusy. Główni bohaterowie obsadzeni po mistrzowsku, no i fantastyczny „Gentleman with the thistledown hair” jako czarny charakter. Bardzo, bardzo pozytywne zaskoczenie. [Dr Strangelove]


62. Ranczo

Pierwszy udany polski serial od czasów Zmienników, losy mieszkańców wioski ukazane w sposób zabawny, choć i nieraz uronimy łzę. Genialna podwójna rola Cezarego Żaka, pozostali aktorzy też dali radę. Wojciech Adamczyk pokazał, że można nakręcić polski serial bez ponuractwa, umartwiania się i rozwodów co 5 odcinków. Niestety odcinki od 5. serii trochę słabsze. [Jakub Dąbrowski]

Bezlitośnie demaskuje ludzkie charaktery. Prawie jak u Fredry. [Fabian Rynkiewicz]


61. Ash kontra martwe zło (Ash vs Evil Dead)

Charakteryzacja opętanych, hektolitry krwi, wymyślne morderstwa w stylistyce gore i nader wszystko powrót do złego domu w środku lasu, który wciąż nie ma sobie równych w tworzeniu wizualnie zachwycających ohydztw – dla starych wyjadaczy będzie to standard, poniżej którego po prostu nie wolno było zejść, dla młodych adeptów horrorowej sztuki może to być natomiast świeżość, jakiej w mainstreamie zazwyczaj nie doświadczają. [Jarosław Kowal, fragment recenzji]


60. Luther

Wchodząc w świat Luthera, można się zatracić. Niebanalne przypadki, bardzo dobrze rozpisane postacie i obraz Londynu, w którym żyje wielu dewiantów, sprawiają, że nie sposób oderwać się od ekranu. [Marcin Cedro, fragment recenzji]

Nierówny, ale 1. i 3. sezon to perełki. Świetny, brytyjski klimat i wyborny Idris Elba. Jeden z moich ulubieńców. [Jakub Marciniak]


59. Chłopaki z baraków (Trailer Park Boys)

Piękna mieszanka absurdów, groteski, prostych zasad życiowych i fajnej zabawy. Z małego projektu powstało coś ponadczasowego. Prawie każdy z bohaterów mógłby dostać swój oddzielny miniserial. Bawi do łez. [Bartosz Jankowski]


58. Układy (Damages)

Błyskotliwy, niepokojący, realistyczny. Podejmujący szereg ciekawych wątków. Opowieść o bezwzględnych graczach, którzy gotowi są na każde ryzyko, byle osiągnąć cel. W rolach głównych Glenn Close i Rose Byrne – jedna i druga pokazała się z jak najlepszej strony. Sezony ułożone na wzór układanki, z każdym kolejnym odcinkiem poznajemy nowe elementy. [Mariusz Czernic]


57. Justified: Bez przebaczenia

Główna postać, to po pierwsze, i oczywiście, Boyd Crowder. Kapitalne dialogi i klimat Kentucky. [Marek Adamczak]

Cieszy mnie fakt, że twórcy przez pierwsze sezony stworzyli pewną spójną sieć fabularną, po której się poruszają i nie wprowadzają niczego ani nikogo z zewnątrz. Kroczymy wyznaczonymi trasami z ludźmi, którzy są silnie związani z Harlan albo prowadzą z nimi od dawna interesy.  Najbardziej zaciekawił mnie wątek, w którym Givens musiał mierzyć się z matką chrzestną Harlan, czyli Mags Bennett. Już na pierwszy rzut oka widzimy w niej silną i inteligentną kobietę. To ona prowadzi interesy swojej rodziny, posługując się mało rozgarniętymi synami, którzy przysporzyli jej dużo problemów. [Marcin Cedro, fragment recenzji]


56. Louie

Zdecydowanie polecam, to chyba najciekawszy serial komediowy, jaki ostatnio widziałem, a nagroda Emmy za scenariusz tylko potwierdza klasę tej opowieści o frustracji i codzienności. Nie obiecuję, że będziecie się śmiać do rozpuku, a nawet jeśli wam się zdarzy, będzie to okraszone refleksją, że w sumie to jest smutno na tym świecie, wiele rzeczy się nie udaje, hemoroidy bolą, każdy kęs pizzy to dodatkowe centymetry w tyłku i tak dalej. Jeśli cierpicie na depresję, Louie nie jest dla was. Obiecuję wam natomiast coś nowego, a to w dobie coraz bardziej startej formuły seriali komediowych już bardzo dużo. [Jakub Koisz, fragment recenzji]


55. Przyjaciele (Friends)

Pierwszy sitcom, który odniósł tak duży sukces na świecie. Trudno się oderwać od przygód paczki, żartów Chandlera, wygłupów i podrywów Joeya, niestabilności Rossa, sutków Rachel i urody Moniki. Phoebe czasem tylko bawiła. [Bartosz Jankowski]

Za to, że po ponad 20 latach od premiery wciąż jest sitcomem wszech czasów (tak naprawdę to chyba jedyny sitcom, który autentycznie bawi i nie nudzi). [Roman Tylżanowski]

Przyjaciele nie są jednak fenomenem tylko i wyłącznie z powodu ciekawych, perfekcyjnie obsadzonych postaci. Powiedzmy sobie szczerze – co roku w amerykańskiej telewizji pojawia się cała masa nowych seriali i wiele z nich zapowiada się bardzo dobrze. Niektóre przez dwa-trzy sezony cieszą się nawet ogromną popularnością. Ale żeby stale poprawiać wyniki oglądalności, żeby zbierać coraz lepsze recenzje krytyków i przez 10 lat utrzymywać chemię zaobserwowaną w pierwszych odcinkach… To zdarza się już niezwykle rzadko. Przyjaciołom natomiast udało się to bez problemu. [Karol Barzowski, fragment artykułu]


54. Notatnik śmierci (Death Note)

Pojedynek pomiędzy L a Kirą to jeden z najbardziej efekciarskich rzeczy, jakie widziałem w serialu. Pierwsze kilka odcinków to totalne zaskoczenie dla osoby, która nie siedzi w anime, a zawrotne tempo i nieustanne zwroty akcji sprawiają, że to prawdziwa jazda bez trzymanki. [Kluski]

To anime praktycznie bez wad. Średnio sympatyczny protagonista, mało rozgarnięci gliniarze oraz spora zmiana klimatu w ostatniej 1/3 odcinków nie każdemu muszą przypaść do gustu, ale jak zaznaczyłem już wcześniej – jest to także kwestia indywidualnego podejścia, a powyższe zabiegi miały uzasadnienie dramaturgiczne. Mam czasami nieodparte wrażenie, że wszelkie próby wytykania błędów w Notatniku śmierci są tak naprawdę zwykłym czepialstwem. [Michał Włodarczyk, fragment recenzji]


53. Gotowe na wszystko (Desperate Housewives)

Życie sąsiadów jest ciekawsze niż nasze. [Fabian Rynkiewicz]

Serial oczywiście pełen nieścisłości, naciąganych wątków i telenowelowych rozwiązań, jednak gdzieś pod tym znajdziemy wciągające intrygi, przezabawny humor i znakomitych bohaterów, z którymi trudno się nie zżyć, ale też kołaczącą się gdzieś z tyłu głowy mroczną myśl, że wszyscy mamy niepokojące sekrety. Muszę się do czegoś przyznać – podczas ślubu dwójki z głównych bohaterów uroniłem łzę. Napisałem to. Bez odbioru. [Filip Pęziński]


52. Wielkie kłamstewka (Big Little Lies)

Straszna szkoda, że ten serial to jedynie siedem odcinków i jeden zamknięty sezon. Chciałoby się to oglądać dłużej. Naprawdę zazdroszczę wszystkim tym, którzy Wielkie kłamstewka mają jeszcze przed sobą. Czeka was prawdziwa telewizyjna uczta. [Karol Barzowski, fragment recenzji]


51. Spartakus

Krew CGI i sceny pornograficzne mogą zirytować widza szukającego dobrej fabuły. Ale jeśli przymknie się oko na ten klasyczny zabieg komercyjny, to okaże się, że ten serial ma kapitalnie skonstruowany scenariusz. Intryga jest misternie zbudowana, postacie żywe i przekonujące, dialogi soczyste, a w finale trudno powstrzymać łzy. I wtedy właśnie, gdy następuje nieunikniony i długo wyczekiwany koniec, staje się jasne, że mamy do czynienia z produkcją niemal wybitną. Zaczyna docierać do widza, czym jest niewolnictwo i tyrania. Wolność jest tylko iluzją i dla tej iluzji trzeba poświęcić wiele, by ludzie coś zrozumieli. [Mariusz Czernic]

Ostatnio dodane