THE HOUSE THAT JACK BUILT. Co wiemy o najnowszym projekcie Larsa von Triera?

Autor: Damian Halik
opublikowano

Każdy twórca filmowy zapowiada, że jego wizja danego tematu – nawet w przypadku najbardziej oklepanych zagadnień – będzie tą „wyjątkową”, która rzuci na sprawę nowe światło. Oczywiście najczęściej z zapewnień nie wynika zupełnie nic, a film jedynie powiela schematy… Jest jednak ktoś, kto schematami brzydzi się do tego stopnia, że byłby w stanie stworzyć o nich filmy – tylko po to, by wywrócić ich pojmowanie do górny nogami: Lars von Trier.

Dla jednych geniusz, mistrz współczesnej kinematografii, dla drugich spec od robienia wielkiego medialnego szumu wokół gównianych filmów – konflikt jak trwał, tak trwać będzie jeszcze przez lata, a obu stronom należy jedynie współczuć. Drugim, bo przez przypadek wdali się w komentowanie kina artystycznego, choć na co dzień specjalizują się raczej w produkcjach z Adamem Sandlerem. Pierwszym, bo każdy nowy film Duńczyka to wiele godzin spędzonych na analizach tego, co reżyser chciał przekazać. No i wreszcie do sedna: jedni i drudzy powinni szykować działa, bo von Trier właśnie rusza z produkcją The House that Jack Built.

Projekt siedział w głowie duńskiego reżysera już od kilku lat. Pierwsze informacje o The House that Jack Built pojawiły się już w roku 2014, a wedle pierwotnych założeń, tytuł miał być ośmioczęściowym serialem. Po premierze doskonale przyjętej przez krytykę Nimfomanki (grudzień 2013), von Trier postanowił się udać na zasłużony odpoczynek do… kliniki odwykowej. Po jej opuszczeniu mówił, że nie jest pewien, czy potrafi jeszcze robić filmy. Ale to zrozumiałe wątpliwości, biorąc pod uwagę anegdoty na temat związku między wódką a trybem pracy reżysera. Ponoć LvT starał się ograniczać alkohol już podczas pisania scenariusza do wspomnianej Nimfomanki, co wydłużyło proces jego powstawania do półtora roku. Z kolei pisane po hemingwayowsku („pisz na rauszu, poprawiaj na trzeźwo”) Dogville powstało w ciągu zaledwie dwóch tygodni! W przypadku Jacka, który będzie bohaterem nowego filmu von Triera, scenariusz nadal nie nabrał ostatecznej formy. Jak jednak zapowiada producentka, Louise Vesth, niemal wszystko jest gotowe, a poprawki zostaną naniesione w przerwie między dwoma okresami zdjęciowymi. Pierwszy z nich (w szwedzkim Trollhättan) zacznie się jeszcze w marcu. Następnie, po kilku tygodniach przerwy, ekipa wejdzie na plan zdjęciowy w Kopenhadze.

Kadr z filmu Wampir (1932) Carla T. Dreyera, fot. Tobis Filmkunst   |   Lars von Trier, fot. Zentropa

The House that Jack Built to historia seryjnego mordercy, którego odegra Matt Dillon (Miasto gniewu, Miasteczko Wayward Pines). Wydarzenia, jakie zobaczymy na ekranie, będą rozciągać się na przestrzeni dwunastu lat. Dillonowi towarzyszyć będzie Bruno Ganz (Upadek, Obywatel roku), który wcieli się w tajemniczego Verge’a. O ile o męskiej części obsady informowano już pod koniec zeszłego roku, o tyle więcej informacji otrzymaliśmy dopiero w zeszłym miesiącu, podczas Berlinale. W rolach ofiar Jacka zobaczymy: Sofie Gråbøl (Fortitude), Riley Keough (Mad Max: Na drodze gniewu, American Honey) oraz ogłoszone wczoraj Siobhan Fallon Hogan (DogvilleMiasteczko Wayward Pines) i Umę Thurman. I tu pojawia się pytanie: gdzie jest Charlotte Gainsbourg? Wspomniane sześć osób jest opisywana jako „główne role”, więc Francuzka może się jeszcze pojawić, ale raczej w roli epizodycznej.

Dodatkowo Von Trier zaprezentował wówczas także swoje zdjęcie, stylizowane na jedno z ujęć klasycznego niemieckiego horroru Wampir z 1932 roku. Nie wiadomo, czy możemy odczytywać to jako podpowiedź co do inspiracji reżysera przy pracy nad The House that Jack Built, czy raczej jako puszczenie oka do niemieckiej publiczności. Nie obyło się także bez małej kontrowersji. Reżyser w taki sposób wypowiedział się o założeniach nowego filmu:

Pomysł opiera się na złu i bezduszności, którymi przepełnione jest życie, czego dowodem jest niedawny wzrost popularności postaw w stylu „Homo Trumpus”.

Na pierwszy rzut oka The House that Jack Built nie pasuje do filmowego profilu von Triera. Co prawda Duńczyk uśmiercił w swych filmach wiele osób, ale historie seryjnych zabójców to raczej działka Finchera. Niemniej jednak właśnie to może być znakiem, że rzeczywiście czeka nas świeże podejście do tematu. Świeże, a przy tym oczywiście kontrowersyjne! Ciężko bowiem oczekiwać, że opowiadając historię seryjnego mordercy z jego własnej perspektywy, LvT po prostu zaprezentuje zabójcę i wymierzy mu za to karę.

Tak (w wolnym [nawet bardzo] tłumaczeniu) brzmi oficjalny opis filmu:

Akcja „The House that Jack Built” będzie rozgrywać się w latach siedemdziesiątych, w Stanach Zjednoczonych. Tytułowy Jack jest piekielnie inteligentnym, acz dysfunkcyjnym mężczyzną, który dopuścił się pięciu morderstw. Ich szczegóły poznajemy podczas rozmów z równie tajemniczym, co groteskowym panem Verge’em, który z niemal dziecięcą ciekawością będzie dopytywać głównego bohatera o jego poczynania. W ten oto sposób otrzymamy wyraźną wizję wydarzeń, obserwowanych z perspektywy głównego bohatera. Seryjny morderca da się poznać nie jako zabójca, a raczej artysta w tym fachu, stąpającym po kruchym lodzie i podejmującym coraz większy ryzyko, by ukończyć swe „dzieło”. Każda chwila będzie przybliżać go do nieuniknionej konfrontacji z policją, jednocześnie (wbrew wszelkiej logice) dając mu nowe możliwości wywinięcia się z opresji.

Narracja pierwszoosobowa, przedstawiana w formie rozmowy dwóch osób, jest niczym innym, jak kontynuacją sprawdzonej w Nimfomance formuły. Możemy więc spodziewać się wielu dygresji czy nagłych cięć akcji, za które odpowiedzialny będzie Verge – rozmówca tytułowego bohatera. Biorąc jednak pod uwagę sposób, w jaki o ludzkich słabościach i moralności opowiada zazwyczaj von Trier, nie powinniśmy się raczej spodziewać prostych wyjaśnień. Ciężko uznać, by wyraźnie dysfunkcyjna postać Jacka miała nam się objawić jako bohater pozytywny, ale… kto wie?

The House that Jack Built trafi do kin najprawdopodobniej w roku 2018.

Ostatnio dodane