TAKI SOBIE ZWIASTUN. Ale plakaty mother! intrygują

Autor: Szymon Pewiński
opublikowano

Szczątkowy opis fabuły, tajemnica roztoczona wokół tego projektu, rewelacyjne plakaty i nieco sztampowy zwiastun, który, mimo wszystko, nie umniejsza oczekiwania na najnowszy film Darrena Aronofsky’ego. mother! wciąż może okazać się albo jednym z największych wydarzeń i hitów, albo największych rozczarowań filmowej jesieni 2017.

Twarz Jennifer Lawrence jak figura Matki Boskiej

Pierwszy plakat mother! z Jennifer Lawrence (autorstwa James’a Jeana) pozostaje niezwykle intrygujący, a jeśli byłby obrazem jego tytuł brzmiałby zapewne „Kobieta z sercem na dłoni”. Mało tego. Można na nim znaleźć wiele intrygujących detali. A to pudełko schowane wśród liści, a to zapalniczka i, wsunięte w rośliny, czarno-białe zdjęcie z portretem… no właśnie – kogo? Męża głównej bohaterki? Świetnie prezentuje się również plakat z Bardemem trzymającym w rękach wielkanocne jajo, w którym odbija się zniekształcona (kobieca?) postać. W wszystko wśród płomieni skrywających twarze. Tu również, przy ułamanym fragmencie krzesła można dostrzec zapalniczkę.

Bardzo podoba mi się plakat z twarzą odtwórczyni głównej roli stylizowaną na rzeźbioną w drewnie, malowaną figurę Matki Boskiej. Można pomyśleć, że Aronofsky – po wpadce z Noem: wybranym przez Boga (choć pozytywne recenzje też się zdarzały) znów planuje zaprezentować kino mniej lub bardziej czerpiące z religii oraz religijnej sztuki i tradycji.

Trailer zdaje się nieco te zapędy ukracać i przynosi małe rozczarowanie. Na początku otrzymujemy krzyk, kilka szybkich migawek i promujące film hasło. Niestety, z kolejnych dwóch minut wyłania się obraz  – muszę to napisać – sztampowego horroru: ona, on i dom (raczej na wsi), do którego trafiają tajemniczy goście. I jak to w horrorach bywa, krok po kroku pojawia się i narasta atmosfera niepewności i wzajemnej nieufności. Całość kończą średnie efekty specjalne, lejąca się ze ścian, sufitów i żarówek krew oraz (no tak!) donośne „nooooołłł!!!” w wykonaniu głównej bohaterki.

Na szczęście to tylko, podkręcony niepokojącymi smyczkami, zwiastun mający zapewne na celu przyciągnąć do kin publiczność, która po prostu lubi się w kinie od czasu do czasu wystraszyć, a nazwiska Aronofsky’ego kojarzyć nie musi (no, chyba że z Czarnego łabędzia). Miłośnicy twórcy Pi i tak się do kin wybiorą, a takie trailery im niepotrzebne. Ja po prostu liczę, że horror Aronofsky’ego klimatem bardziej będzie przypominał znakomite plakaty niż ten, zaledwie poprawny, zwiastun. Po tych dwóch minutach o fabule wciąż wiemy niewiele. I dobrze, bo po co psuć sobie zabawę. Pewnie mąż/partner głównej bohaterki nie do końca okaże się kochający, a ona sama będzie się zastanawiała czy to, co widzi to prawda, czy wytwór jej (chorej?) wyobraźni. Schemat goni schemat. Niby tak, ale coś czuję, że Aronofsky nas zaskoczy.

Miłośnicy twórcy Pi i tak się do kin wybiorą, a takie trailery im niepotrzebne.

Trochę szkoda, że trailer odbiega klimatem od innych materiałów promujących mother! Z drugiej strony nie ma się co zżymać – producenci liczą na zwrot swoich ciężko wypracowanych dolarów, więc trzeba skusić jak najszerszą publikę. Nie zawsze ciekawe plakaty i jeszcze ciekawsze nazwiska w obsadzie wystarczają. Choć te w mother! na pewno nie zaszkodzą. Jennifer Lawrence, Javier Bardem, Ed Harris i – mam nadzieję – wracająca do pierwszej ligi Michelle Pfeiffer to w końcu bardzo solidny zestaw.

Czy najnowszy film Darrena Aronofsky’ego ma szansę stanąć w jednym szeregu z Dzieckiem Rosemary i Lśnieniem lub chociaż z Sierocińcem J.A. Bayona czy Innymi Alejandro Amenábara?  Kim są tajemniczy goście i biegnący nocą tłum? Jaką tajemnicę skrywa para głównych bohaterów? Co lub kto kryje się za piwnicznym murem? Widzowie tegorocznego festiwalu w Wenecji dowiedzą się już za kilkanaście dni, amerykańscy – za nieco ponad miesiąc. My poczekamy do 7 listopada.

 

Ostatnio dodane