STEPHEN KING RAZY DWA. Zobacz zwiastuny adaptacji produkcji NETFLIXA

Autor: Jakub Piwoński
opublikowano

Jeśli jeszcze nie macie dość filmowych adaptacji Stephena Kinga, to mam dla was dobrą wiadomość. Netflix rozpoczyna bowiem „Kingowską” ofensywę. W niedługim czasie na platformie premierę mieć będą dwa filmy, będące adaptacjami prozy króla horroru. W ten sposób 2017 zamknie się jako rok, w którym na wielki ekran przeniesiono cztery tytuły z jego dorobku (nie licząc dziewiątych (sic!) Dzieci z kukurydzy, które wchodzą na DVD, oraz serialu Mgła). A warto podkreślić, że koniunktura tak dobrze nie sprzyjała autorowi od roku 2007.

Pierwszy film to Gra Geralda, która na Netflixie będzie mieć premierę niedługo, bo już 29 września. Powieść z 1992 o tym samym tytule opowiadała o małżeństwie, które pewnej nocy postanawia przełamać rutynę. Gdy mąż przymocowuje swoją lubą do łóżka przy pomocy kajdanek, ta jeszcze nie wie, że z tej niewinnej małżeńskiej gry niewiele zostanie amorów. Mąż niespodziewanie bowiem umiera, co dla skutej żony oznacza początek walki o przetrwanie. Za kamerą stanął Mike Flanagan, autor wyjątkowo dobrego horror z 2013 – Oculus. W rolach głównych Carla Gugino (Watchmen. Strażnicy) i Bruce Greenwood (Lot). Prawda, że zapowiada się ciekawie?

Drugi film to 1922. Jest to adaptacja opowiadania Kinga, które ukazało się w zbiorze Czarna bezgwiezdna noc z 2010. Fabuła opowiada o typowym amerykańskim farmerze, który za to w bardzo nietypowy sposób postanawia zakończyć konflikt z żoną. Od pewnego czasu małżeństwo dzielą kwestie majątkowe, które wkrótce mogą zagrozić pozycji farmera. Postanawia więc zabić swoją żonę, a w intrygę wtajemnicza własnego syna. Reżyserem filmu jest Zak Hilditch, który dał nam These Final Hours. W rolach głównych Thomas Jane (który wystąpił także w innej adaptacji Kinga – Mgle z 2007) i Molly Parker (serial House of Cards). 1922 będzie mieć premierę 20 października tego roku.

Trudno wskazać faworyta. Osobiście bardziej ciekawi mnie Gra Geralda, gdyż oparta jest na wyjątkowo intrygującym pomyśle. Zwiastuny obu widowisk sugerują jednak realizacyjną rzetelność, dlatego zarówno w pierwszym, jak i drugim przypadku raczej nie przewiduję wtop. Najbardziej jednak zadowolony i tak pozostanie Stephen King, który za sprawą renesansu jego twórczości i wciąż rosnącej popularności najpewniej zbiera właśnie największe tantiemy w całej swojej karierze (za czym przemawia także sukces frekwencyjny Tego). A niech mu będzie, zasłużył sobie przynajmniej pod tym względem, że słowotok ma drań nieporównywalny.

Ostatnio dodane