Spielberg, Streep, Hanks. Najlepsi z najlepszych razem w „The Post”

Autor: Szymon Pewiński
opublikowano

Steven Spielberg, Meryl Streep i Tom Hanks we wspólnym projekcie! Ta wiadomość wywołuje dreszcze emocji kinomanów na całym świecie. Jeśli dodać do tego tematykę The Post i nastroje panujące w USA, to szykuje się murowany hit oraz garść oscarowych nominacji. Być może nieco za wcześnie na takie spekulacje, ale warto pamiętać, że wspomniana trójka ma w sumie na koncie aż dziewięć nagród Akademii i 41 nominacji. Pytanie tylko, czy filmowy samograj zrealizowany przez „najlepszych z najlepszych, z najlepszych” zawsze oznacza artystyczny sukces?

Odpowiedź jest prosta: nie, nie zawsze. Wystarczy wspomnieć choćby Spielbergowskiego Lincolna z Danielem Day-Lewisem (wtedy dwukrotnym zdobywcą Oscara za Moją lewą stopę i Aż poleje się krew), Tommym Lee Jonesem (nagrodzonym za Ściganego), Sally Field (statuetki za Normę Rae i Miejsca w sercu). O ile Day-Lewis nie zawiódł i oscarową galę opuszczał z trzecim Oscarem w ręku (drugą dla Lincolna zdobyli Jim Erickson i Rick Carter za scenografię), o tyle sam film rozczarował. Monumentalne dzieło opowiadające o jednym z najważniejszych momentów w historii Stanów Zjednoczonych okazało się po prostu nudne.

Rozczarował też inny filmowy samograj ze znakomitą obsadą i świetnym reżyserem. Mowa o Sullym Clinta Eastwooda. Historia kapitana Chesleya Sullenbergera, który dzięki awaryjnemu lądowaniu na rzece Hudson uratował życie ponad 150 osób, a później musiał tłumaczyć się przed komisją śledczą, aż prosiła się o przeniesienie na ekran. Niestety, wyszło z tego jedynie dobrze zrealizowane, poprawne kino. Mimo że Tom Hanks (aktor z dwoma Oscarami na koncie) swoją aktorską pracę wykonał całkiem nieźle, to dzieło Eastwooda (mającego na koncie statuetki za reżyserię Bez przebaczenia i Za wszelką cenę, uznanych też najlepszymi filmami w 1993 i 2005 roku) pozostawiło spory niedosyt.

Podobnie jak Aleksander Olivera Stone’a. Porażka okazała się bardzo dotkliwa, a i walory artystyczne Aleksandra budzą wątpliwości. Mówiąc delikatnie.  Stone, odbierający wcześniej oscarowe laury za reżyserię Plutonu i Urodzonego 4 lipca i scenariusz Midnight Express, tym razem zasmakował goryczy porażki w postaci nominacji do Złotych Malin i finansowej klapy swojego dzieła.

Jeśli do tych trzech przykładów dodamy filmowe średniaki i totalne porażki, w których wystąpili  ulubieńcy Akademii, to okaże się, że nawet cenione nazwiska nie zagwarantują sukcesu. Bo co dobrego można powiedzieć o: Choć goni nas czas (Jack Nicholson i Morgan Freeman), Poznaj moich rodziców (Robert De Niro, Dustin Hoffman, Barbara Streisand), Wielkie wesele (znów De Niro, a do tego Diane Keaton, Susan Sarandon i Robin Williams). O ostatniej żenadzie De Niro w Co ty wiesz o swoim dziadku? lepiej nie wspominać.

Jaki los czeka The Post, traktujący o jednej z największych afer początku lat 70.? Amerykańskie wojska toczyły wojnę w Wietnamie już dziewiąty rok. Krajem rządził Richard Nixon, który zastąpił na tym stanowisku Lyndona Johnsona. I wtedy, latem 1971 roku, w prasie (najpierw w „The New York Times”, a potem w „The Washington Post”) pojawiły się tzw. papiery Pentagonu, stanowiące fragmenty z 7 tysięcy stron tajnych dokumentów przygotowanych w 1967 roku na zlecenie ówczesnego sekretarza obrony Roberta McNamary. Do prasy dostarczył je jeden z wojskowych analityków Daniel Ellsberg, który z miejsca stał się dla Białego Domu wrogiem nr 1. Nie dziwota, bo z dokumentów jasno wynikało, że władzom nie tylko nie zależało na wycofaniu wojsk, ale kolejne administracje Johnsona i Nixona podsycały konflikt, dążąc do jego eskalacji, okłamując przy tym opinię publiczną i Kongres. Sprawa trafiła w końcu do Sądu Najwyższego. Ten stanął po stronie wydawców, uznając, że prawo do informacji nie może być ograniczane hasłem bezpieczeństwa narodowego. Po dwóch latach umorzono też postępowanie wobec Ellsberga, któremu za kradzież tajnych dokumentów groziło 115 lat więzienia.

Film Spielberga, realizowany na podstawie scenariusza Liz Hannah, ma skupić się na batalii toczonej przez „The Washington Post”. Hanks zagra Bena Bradlee – redaktora naczelnego gazety, a Streep – wydawczynię Katharine Graham. Miejmy nadzieję, że tym razem uda się stworzyć godnego następcę Wszystkich ludzi prezydenta lub chociaż dorównać Spotlight.

Spielberg i Hanks pracowali razem już przy kilku filmach: Szeregowiec Ryan, Terminal, Złap mnie, jeśli potrafisz, a ostatnio także Most szpiegów. Meryl Streep użyczyła swojego głosu jednej z postaci w A.I. Sztucznej inteligencji.

Jeśli wierzyć nieoficjalnym doniesieniom, reżyser chce rozpocząć pracę nad The Post jeszcze w tym roku. Tym bardziej, że atmosfera panująca w USA po wyborze Donalda Trumpa sprzyja promocji filmu. To z kolei może oznaczać, że piąta część przygód Indiany Jonesa, której premierę zapowiedziano na lipiec 2019, będzie musiała nieco poczekać.

Ostatnio dodane