NOLAN MARZY O 007. Plotki to, czy „najprawdziwsza prawda”?

Autor: Szymon Pewiński
opublikowano

Jeszcze niedawno spekulowano, że reżyserii jubileuszowego, 25. filmu o Jamesie Bondzie może podjąć się twórca nie do końca związany z hollywoodzką fabryką snów. Wspominano między innymi nazwisko Paula McGuigana. Aż tu nagle… Christopher Nolan? Jeśli twórca Dunkierki, która właśnie czeka na premierę, rzeczywiście zasiądzie w fotelu reżysera cyklu o przygodach 007, otrzymamy zapewne film tyleż wizjonerski, co bezpieczny i dość przewidywalny, a więc – przynajmniej dla producentów – idealny. Dlaczego? Bo widzowie twórczość Nolana kochają miłością bezwarunkową.  

Ten wpis narobił sporo zamieszania

Ale od początku. Skąd w ogóle nazwisko twórcy Incepcji na giełdzie wokół 007? Ano stąd, że – jak informuje Indiewire, na serwisie IMDb i podstronie poświęconej wytwórni Syncopy (założonej przez Nolana i jego żonę Emmę Thomas) znalazła się informacja o współpracy przy przygodach agenta Jej Królewskiej Mości. Gdy zaczęto nalegać na jej sprecyzowanie, nikt ani nie potwierdzał, ani nie zaprzeczał. IMDb po prostu wpis usunęło. Spekulacje, plotki?

Nolan nigdy nie ukrywał swojej miłości do cyklu filmów o Bondzie. - Kochałem je odkąd byłem dzieckiem. Dają nieskończone możliwości kreowania światów. Chciałbym zrobić Bonda – mówił w jednym w wywiadów dla BBC.

Jeśli jednak plotka zacznie przybierać kształty „faktu autentycznego”, zarówno fani Bonda jak i Nolana i jego wizji Batmana chyba oszaleją ze szczęścia. Reżyser Interstellar zdaje się wiedzieć, jak ożywić temat, którego – wydawać by się mogło – ożywić już się nie da. Mimo wszystko, przy całym szacunku dla znakomitej roboty twórcy trylogii Mrocznego Rycerza, trochę na jego wizję narzekam. Jak mawia mój dobry kolega, mimo pozornej głębi psychologicznej postaci, to wciąż filmy o facecie, który nocą przebiera się za nietoperza; to znakomita wizualnie, wyborna rozrywka ze sztucznie dopisanymi moralnymi i etycznymi dylematami.

Z tego właśnie powodu Batman według Nolana niewiele tak naprawdę różni się od Bonda według Sama Mendesa. Skyfall i Spectre ogląda się wybornie (nawet popijając Heinekena zamiast martini z wódką), ale w psychologię serwowaną przez Daniela Craiga bynajmniej nie wierzę. Wierzą za to rzesze publiczności, a wyniki finansowe dwóch ostatnich filmów serii świadczą o tym dobitnie. Razem zarobiły niemal dwa miliardy dolarów, czyli niemal tyle samo co dwa ostatnie filmy trylogii z Christianem Bale’em.

Jeśli przy Bondzie nr 25 pojawia się nazwisko Christophera Nolana, to musi wrócić również nazwisko Toma Hardy’ego, wymienianego wśród kandydatów do roli 007. Tu jednak lekko wciśnijmy hamulec. Mimo wyraźnego zmęczenia rolą, Craig ponoć dał się przekonać i negocjuje szczegóły swojego kontraktu.

Za zmianą warty w Bondzie przemawia jeszcze coś. Skyfall zarobiło grubo ponad miliard dolarów, a Spectre musiało zadowolić się „tylko” 880 milionami. Publika szybko się nudzi i potrzebuje nowinek. Dlatego, jeżeli Nolan podpisze umowę na kilka filmów, to wtedy nie Bond nr 25 z Craigiem, a właśnie kolejny film cyklu z Nolanem – reżyserem i (daj boże) Hardym – agentem 007, rozbije box-office’owy bank.

Ostatnio dodane