NIXON, pani Terminator w Nowym Jorku?

Autor: Szymon Pewiński
opublikowano

Arnoldowi się udało, a jest tylko mięśniakiem z Austrii i bywa Terminatorem. Ona ma „prezydenckie” – choć niezbyt dobrze kojarzone – nazwisko i jest jedną z gwiazd jednego na najbardziej nowojorskich seriali. Cynthia Nixon zamierza ubiegać się o stanowisko gubernatora Nowego Jorku. Tego trochę „innego” Nowego Jorku.

Plotki o jej kandydaturze, podobnie jak te o starcie Oprah Winfrey w wyborach prezydenckich, pojawiały się od pewnego czasu. W poniedziałek, 19 marca, aktorka napisała na Twitterze: „Kocham Nowy Jork i oficjalnie ogłaszam, że zamierzam kandydować na stanowisko gubernatora”. Brzmi to niczym bajka o nieco szalonym Kopciuszku, zwłaszcza że w Seksie w wielkim mieście jej bohaterka bodaj najmniej pasowała do swoich przyjaciółek. Nigdy nie należałem do wielbicieli tego serialu (filmu nie tknąłbym kijem), ale z dwóch czy trzech obejrzanych odcinków to właśnie Mirandę zapamiętałem najlepiej i polubiłem najbardziej. Ot, taka trochę Phoebe z Przyjaciół.

I nagle ta lekko postrzelona bohaterka może zostać gubernatorem stanu? Inna sprawa, że – jeśli wygra – będzie urzędowała w Albany, bo właśnie to miasto, a nie Wielkiej Jabłko (New Jork City), jest siedzibą władz stanowych. Razem z wpisem Nixon można znaleźć dwuminutowy film promujący jej kandydaturę.

„Nowy Jork to mój dom. Nigdy nie mieszkałam nigdzie indziej (…), dorastałam w Nowym Jorku, moje dzieci też tu dorastają, jestem dumną absolwentką szkoły publicznej (…) W naszym stanie mamy największe rozwarstwienie społeczne w całym kraju (…) Połowa dzieci w północnych miastach naszego stanu żyje poniżej granicy ubóstwa (…) Jak mogliśmy do tego dopuścić? (…) Kocham Nowy Jork! Ale coś musi się zmienić… (…)”

I nagle ta lekko postrzelona bohaterka może zostać gubernatorem stanu?

I tak dalej, i tak dalej. Nasza bohaterka jeździ metrem i podmiejskim pociągiem, chadza po ulicach z herbatą / kawą w papierowym kubku, przemawia na kongresach i na ulicznych spotkaniach z mieszkańcami, podczas tych spotkań zaś towarzyszy jej tłumaczka języka migowego. W tle widzimy transparenty z tęczową flagą, a na końcu słyszymy, że „razem możemy wygrać tę walkę”. No cóż.

Ale skoro Janusz Rewiński i Krzysztof Ibisz  mogli zostać posłami, Arnold Schwarzenegger – który do dziś ma delikatne kłopoty z amerykańskim akcentem – rządził Kalifornią, a przeciętny hollywoodzki aktor – największym światowym mocarstwem, to dlaczego aktorka z popularnego serialu, posiadająca kapitał w postaci zbieżności nazwisk  i dobrych chęci, nie może zostać gubernatorem? Co może pójść nie tak, no co?

Ostatnio dodane