NA CO DO KINA. Marzec 2018

Autor: Damian Halik
opublikowano

Fajnie było, ale się skończyło – po trwającej około dwóch miesięcy serii premier głośnych, a niejednokrotnie także ambitnych tytułów, które w tym roku walczą o najważniejsze wyróżnienia, nadszedł ten ostatni, przez wielu wyczekiwany z wypiekami na twarzy weekend, gdy poznamy oscarowe rozstrzygnięcia i powoli zaczniemy wypatrywać przyszłorocznych kandydatów. Niestety na tym tle marzec zapowiada się dość ubogo – najwyraźniej dystrybutorzy potrzebują chwili oddechu, zanim przeprowadzą blockbusterowy szturm na kina.

2 marca

Zanim 4 marca gwiazdy rozbłysną na czerwonym dywanie przed Dolby Theatre w Hollywood, do polskich kin dotrą ostatnie maruderki – Lady Bird oraz Jestem najlepsza. Ja, Tonya. Mam wrażenie, że mimo bardzo ciekawych kreacji ani Saoirse Ronan, ani Margot Robbie nie mają większych szans w starciu z Frances McDormand (gwiazda Trzech billboardów za Ebbing, Missouri) o miano najlepszej aktorki pierwszoplanowej, ale kto wie, może w innych kategoriach? Samodzielny debiut reżyserski Grety Gerwig, w którym pochodząca z Sacramento artystka wyraźnie stara się rozprawić z własną przeszłością, poruszył krytyków i nieźle poradził sobie w walce o Złote Globy (wygrane w kategoriach najlepsza komedia lub musical oraz najlepsza aktorka pierwszoplanowa), choć zupełnie przepadł podczas ceremonii wręczenia nagród BAFTA. W oscarową noc Lady Bird może zdobyć statuetkę Złotego Rycerza w aż pięciu kategoriach, ale będzie o to bardzo trudno. Niemniej ta pozornie banalna historia o trudach dojrzewania zbuntowanej uczennicy katolickiego liceum, której marzy się kariera pisarska z dala od nudnego domu rodzinnego, to propozycja warta uwagi choćby z tego względu, że trafia właściwie do każdego.

W oscarowym wyścigu jeszcze słabsza zdaje się pozycja biograficznego dramatu o Tonyi Harding – łyżwiarce figurowej, która słynęła z trudnego charakteru i wzbudzała wiele kontrowersji. Myliłby się jednak ten, kto skreśli Jestem najlepsza. Ja, Tonya z powodu braku zainteresowania sportem czy łyżwiarstwem samym w sobie – zmagania na tafli stanowią bowiem zaledwie punkt wyjścia do wysnucia wciągającej historii o kobiecie, która wiele potrafiła zrobić, by osiągnąć swój cel. Jeśli wierzyć najważniejszym z rozdanych dotąd nagród, wśród trzech nominacji do Oscara najbliżej zwycięstwa może być Allison Janney (drugoplanowa rola żeńska).

Kobiety będą rządzić w pierwszy weekend marca. Topowe trio dopełnia Jennifer Lawrence, którą ostatnio mogliśmy oglądać w filmie mother! Darrena Aronofsky’ego. J.Law gra tytułową rolę w thrillerze Czerwona jaskółka, podczas kręcenia którego miała okazję ponownie spotkać się na planie z Francisem Lawrence’em (reżyser trylogii o Igrzyskach śmierci). Znów celem ich współpracy jest zaadaptowanie popularnej książki – tym razem padło jednak na literaturę szpiegowską pióra Jasona Matthewsa. Mnie osobiście zarys fabuły przypomina historię żywcem wyjętą z biografii Natashy Romanoff (Czarna Wdowa z ekipy Avengersów), z domieszką umiejącej załatwić każdego Lorraine Broughton (Atomic Blonde), a recenzje płynące z Zachodu też nie wieją optymizmem, ale może miłośnicy gatunku dostrzegą coś więcej w filmie o wróblu, który dla polskich tłumaczy stał się jaskółką.

I to by było tyle, jeśli chodzi o duże premiery – stawkę uzupełniają bardzo specyficzna, serbsko-chorwacka komedia Dziennik maszynisty, której bohaterem jest niejaki Ilija – tytułowy maszynista bijący rekordy, jeśli chodzi o liczbę  zabitych na torach osób, który mimo wszystko stara się być dobrym ojcem (całkiem zabawny, często zaskakujący zwrotami akcji film); nakręcone na podstawie poczytnej młodzieżowej powieści Każdego dnia o dziwacznym romansie 16-letniej dziewczyny z chłopakiem, który każdego dnia budzi się w ciele innego człowieka; dramat biograficzny Moja miłość, w którym postanowiono połączyć bardzo osobistą historię jednej z uczennic Columbine High School ze strzelaniną, do jakich doszło w tej placówce w kwietniu 1999 – główna bohaterka była pierwszą ofiarą tych tragicznych wydarzeń; dokument Maria Callas o prywatnym życiu uwielbianej przez wielu śpiewaczki operowej, w przeciwieństwie do kariery wcale nie tak kolorowym; oraz Niewidzialny chłopiec, czyli odrobina włoskiej fantastyki, której dotarcie do Polski zajęło sporo ponad trzy lata.

Ostatnio dodane