Praktyki u Bessona, czyli studenci na planie filmu VALERIAN I MIASTO TYSIĄCA PLANET

Autor: Damian Halik
opublikowano

Valerian i Miasto Tysiąca Planet doczekał się w ubiegłym tygodniu kinowej premiery (jak na razie tylko w kilku krajach, przez co wynik finansowy nie powala), zarabiając w samych Stanach Zjednoczonych podczas weekendu otwarcia marne 17 milionów dolarów, ale Luc Besson jest spokojny. Mimo charakterystycznego dla jego twórczości infantylizmu, nie jest on typowym jeźdźcem bez głowy – w biznesie radzi sobie na tyle dobrze, że warto pochylić się nad jego działalnością. Może się bowiem okazać, że już niebawem filmowy świat zaleje francuska fala, wywołana właśnie przez Bessona.

Luc Besson na każdym kroku podkreśla swoją niechęć do tradycyjnych szkół filmowych, które nastawione są na zupełnie nieżyciowe podejście do kinematografii, przez co każdego roku wypuszczają w świat tabuny miernot z dyplomami, bez szans na sukces w branży. Ta zadra tkwi w nim od późnych lat 70., kiedy to nastoletni Luc próbował dostać się na państwową filmówkę, gdzie niemal z marszu został odprawiony z kwitkiem. Jak wspomina, jego rozmowa kwalifikacyjna trwała jakieś trzydzieści sekund i zakończyła się po odpowiedzi na pierwsze pytanie: „Kto cię inspiruje? Podaj trzech ulubionych reżyserów”. Już wtedy przylgnęła do niego łatka twórcy „zbyt amerykańskiego”. Bez chwili zastanowienia podał bowiem Spielberga, Coppolę i Scorsese. Kolejną dekadę walczył więc z systemem, próbując wybić się na własną rękę, co udało się dopiero w 1988 roku, za sprawą Wielkiego błękitu, po którym przyszły kolejne sukcesy: NikitaLeon zawodowiecPiąty element. Te produkcje dały podwaliny do założonej u schyłku ubiegłego wieku firmy EuropaCorp. Spółka produkuje i dystrybuuje filmy oraz seriale, posiada też własne kina oraz ulokowany w podparyskim Saint-Denis kompleks La Cité du Cinéma, zaprojektowany przez reżysera. To właśnie on stanowi serce filmowego świata Bessona, a oczkiem w jego głowie jest założona w roku 2012 szkoła filmowa École de la Cité, także ulokowana przy 20 rue Ampère. Znając podejście Francuza do tradycyjnego, nazbyt opartego na teorii szkolnictwa oraz wiedząc, że posiada on własne studio filmowe i ulokowany na jego terenie kampus akademicki, trudno nie domyślić się, dokąd to wszystko zmierza…

Grzechem byłoby nie wykorzystać możliwości, jakie daje Bessonowi La Cité du Cinéma. Tym bardziej, że założeniu szkoły przyświecała idea ofiarowania młodym ludziom tego, na co reżyser sam nie mógł liczyć w młodości: szansy. W École de la Cité zatrudnia on wykładowców-praktyków, którzy wiedzę teoretyczną przekazują w sposób możliwie jak najatrakcyjniejszy, nie szczędząc też czasu na zajęcia odbywające się na pobliskim planie filmowym. Każdego roku na École de la Cité aplikuje przeszło 9000 osób, które przesiewane są bardzo starannie – ostatecznie wybierane jest raptem 0,7% z nich, czyli 60 osób, które w trakcie rekrutacji wykazały się szczególnym zaangażowaniem, wytrwałością i charakterem, co pozwoli im zawojować filmowy świat. Na najlepszych absolwentów czekają oczywiście ciepłe posadki w EuropaCorp.

O tym, jak wielkim wyróżnieniem jest przynależność do tej bądź co bądź elitarnej jednostki, niech świadczy fakt, iż wspomniane zajęcia na planie nie dotyczą jedynie mniejszych produkcji, ale i tych największych, na czele z najnowszą z nich. O zaangażowaniu studentów przy filmie Valerian i Miasto Tysiąca Planet wspomina sam Besson. I mówi o nich w samych superlatywach! Brzmi to niedorzecznie, ale na planie najdroższego europejskiego filmu wszech czasów (210 milionów dolarów), rola uczniaków nie ograniczała się do patrzenia. Wręcz przeciwnie, ich świeże podejście pozwoliło ekipie filmowej zrozumieć zawiły świat przedstawiony w Valerianie. Jako przykład reżyser przywołuje sekwencję na niewidzialnym targu (The Big Market), która na papierze zdawała się zupełnie nie trafiać do członków zespołu. Besson zebrał więc swoich studentów, wraz z nimi wykonał przeszło sześćset ujęć, które następnie zmontowano i pokazano ekipie zamiast skomplikowanego storyboardu.

Bazująca na bestsellerowych francuskich komiksach produkcja z Danem DeHaanem (Niesamowity Spider-Man 2, Lekarstwo na życie) i Carą Delevingne (Papierowe miasta, Legion samobójców) w rolach głównych, zbiera jak na razie umiarkowanie pozytywne recenzje, jednak to akurat najmniejszy problem Bessona. Po raz kolejny stworzył on bowiem film, z którego sam jest zadowolony, a i wynik finansowy powinien ulec znaczącej poprawie, gdy Valerian i Miasto Tysiąca Planet zagości na ekranach europejskich kin. Niedawno reżyser zapowiedział też, że w najbliższych latach EuropaCorp zamierza skupić się na większej liczbie wysokobudżetowych produkcji (głównie science fiction), wśród których z pewnością znajdzie się miejsce dla kolejnych przygód Valeriana i Laureline. Natomiast młodym adeptom sztuki filmowej z pewnością nie zaszkodzi udział w tym przedsięwzięciu. Pozostaje tylko czekać, aż absolwenci École de la Cité zaczną wypływać na szerokie wody, a ich kariery nabiorą rozpędu.

Ostatnio dodane