KRÓTKI METRAŻ #9: HANDLARZ. Z Sundance prosto do biblioteki Netflixa

Autor: Damian Halik
opublikowano

Witajcie na gruzińskiej prowincji, gdzie życie płynie własnym rytmem, ludzie nie przejmują się cywilizacyjnym postępem, a walutą pewniejszą od pieniędzy są ziemniaki. Tak w dużym skrócie można streścić sytuację przedstawioną przez Tamtę Gabrichidze w filmie Handlarz (Sovdagari) – najlepszym krótkometrażowym dokumencie ostatniego Sundance Film Festival, który od 9 lutego dostępny jest na Netflixie.

Nazwisko Gabrichidze z pewnością nic wam nie powie (był kiedyś taki tenisista, ale rankingu ATP nie zawojował), lecz to może się zmienić. Jak na razie jego właścicielka musi zadowolić się sukcesami w gruzińskiej branży telewizyjnej, gdzie od niemal dekady zdobywa szlify na różnych stanowiskach związanych z produkcją filmową, nie rezygnując przy tym z marzeń o wielkiej karierze – i poniekąd właśnie o marzeniach opowiada nakręcony przez nią Handlarz, którego doceniono podczas największego festiwalu filmów niezależnych w Stanach Zjednoczonych.

Tytułu najlepszego krótkometrażowego filmu dokumentalnego nie zdobywa się w Sundance ot tak. Gruzinka sięgnęła po tematykę, która musiała poruszyć zachodnią publikę – a to zawsze sprzedaje nazwisko twórcy. Trudno nie odnieść wrażenia, że odwiedzane przez nią wioski przypominają początkowe sceny z filmu Borat: Podpatrzone w Ameryce, aby Kazachstan rósł w siłę, a ludzie żyli dostatniej – z tą różnicą, że nie oglądamy komedii, a opowiadający o trudach życia w postsowieckich republikach dokument.

Zanim Tamta Gabrichidze zabierze nas w ocierającą się o realizm magiczny podróż, poznajemy Gelę – tytułowego handlarza. Na początku towarzyszymy mu podczas wizyty w second-handzie, gdzie poluje na najrozmaitsze przedmioty codziennego użytku i odzież; następnie wraz z nim i jego zaopatrzeniem pakujemy się do mocno wysłużonego dostawczaka i podążamy daleko poza granice Tbilisi. W ten oto sposób mamy okazję zwiedzić peryferie gruzińskiej cywilizacji. Mężczyzna jedzie na wieś, stanowiącą dla niego rynek zbytu, ale i część większej handlowej działalności.

Handlarz zabiera nas w ocierającą się o realizm magiczny podróż po gruzińskiej prowincji.

Realizując Handlarza, gruzińska reżyser sięgnęła po kilka różnych technik narracyjnych. Statyczne (i bardzo piękne) obrazy nawet najbrzydszych budynków mieszkalnych i gospodarczych, na których tle przemieszczają się bohaterowie filmu, mają w sobie coś poruszającego i zdecydowanie podnoszą artystyczny poziom tytułu, ale stanowią rarytas wśród kręconych z ręki, chybotliwych ujęć. Krążenie z kamerą wśród mieszkańców odwiedzanych wiosek, nasłuchiwanie ich dialogów i pozornie bezinwazyjne dokumentowanie transakcji także miesza się z momentami, gdy prości ludzie wyraźnie nie czują się komfortowo, bardziej niż na rozmowie z Gelą, skupiając się na oku kamery. Całość uzupełniają też gadające głowy czy wręcz momenty, w których autorka podpytuje napotkane osoby o ich sytuację, aspiracje i marzenia.

Ten pozorny dysonans rzuca się w oczy zapewne dlatego, że mamy do czynienia krótką formą, przez co diametralne zmiany sposobu narracji są po prostu bardziej widoczne, może nawet sprawiają wrażenie niespójnych, zmontowanych naprędce – ale to właśnie uzyskana za ich pomocą treść stanowi o sile filmu Handlarz.

Wspomnienie o realizmie magicznym nie jest tu ani odrobinę przesadzone – wszyscy ci prości ludzie, których rytm dobowy wyznaczany jest jedynie przez codzienne zajęcia, uprawę roślin i oporządzanie zwierząt hodowlanych, żyją na granicy światów – tu i teraz miesza się z tam i kiedyś. Można nawet odnieść wrażenie, że mimo roli tytułowej w trakcie nieco ponad dwudziestominutowej podróży przez gruzińską prowincję Gela pełni jedynie rolę przewodnika, ustępując miejsca rzeczywistym bohaterom filmu – osobom, które egzystują w warunkach dla wielu niewyobrażalnych, ale są przy tym na swój sposób zadowoleni z życia. Nie wymagają niczego, cieszą się z małych rzeczy, czasem jedynie żałując, że nie wyjechali w młodości czy nie poszli na studia, skazując się na wieczne trwanie w tej zawieszonej w czasie krainie.

Ale choć regularne wizyty tego dziwacznego komiwojażera stanowią dla biednej, zamkniętej społeczności jedyny łącznik z cywilizacją, czy ich życie jest czymś gorszym? Czym właściwie ich ciężka praca na roli różni się od regularnego kursowania Geli między ich wioską, gdzie tandetę wymienia na ziemniaki, a targowiskiem, na którym spienięża „zarobione” produkty rolne?

korekta: Kornelia Farynowska

Ostatnio dodane