Krótki metraż #6: GODZINA POLICYJNA

Autor: Szymon Skowroński
opublikowano

Rzadko który filmowiec ma szansę rozwinąć swój pomysł z krótkiego do długiego metrażu. Taką możliwość otrzymał Shawn Christensen. W 2012 roku świat zachwyciła jego Godzina policyjna, którą samodzielnie napisał, wyreżyserował i w której zagrał główną role. Krótka, zabawna i mądra opowieść znalazła uznanie w oczach widzów i krytyków, a także Akademii Filmowej, która nagrodziła obraz Oscarem dla najlepszego aktorskiego filmu krótkometrażowego. Po dwóch latach Christensten zrealizował Zanim zniknę, które nie powtórzyło żadnego z sukcesów pierwowzoru.

Godzinę policyjną otwiera ujęcie starego telefonu, z obrotową tarcza i słuchawką na sprężynowym przewodzie. To widok praktycznie już zapomniany, relikt przeszłości – podobnie jak główny bohater, Richie. Telefon wydaje z siebie charakterystyczny dzwonek, zakrwawiona ręka z podciętą żyłą pojawia się w kadrze, by podnieść słuchawkę, a Richie zostaje postawiony w sytuacji, której nigdy by nie przewidział: jego siostra prosi go o pomoc w opiece nad swoją dziewięcioletnią córką. Nie byłoby w tym nic dziwnego, ale jest: ponieważ mężczyzna jest narkomanem, a przed wieloma laty niemal zabił Sophie – swoją siostrzenicę – upuszczając ją przypadkiem na podłogę. Jak łatwo się domyślić, dla bohatera jest to szansa na naprawienie błędów z przeszłości. Ale czy tylko dla niego?

 

Christensen opanował filmowy warsztat wyśmienicie i opowiada swoją historię nie tylko za pomocą słów, ale – przede wszystkim – obrazów. Zresztą wyraz umiłowania do ruchomego obrazu daje w samej fabule – główny bohater w młodości tworzył historyjki w rogach kartek zeszytów, które, odpowiednio szybko kartkowane, sprawiały wrażenie ruchu. To właśnie te „animacje” stały się podstawą porozumienia między Richiem a Sophie. Ruch symbolizuje tu zresztą życie i czerpanie z niego radości – kiedy dziewczynka oddaje się radosnemu tańcowi w środku kręgielni, w tle widzimy plakaty z wyróżniającym się słowem „alive”. Christensen, aranżując i inscenizując poszczególne sceny, każdorazowo dba, aby jak najwięcej wyrazić kinetyką. Nawet w momentach, kiedy żaden z bohaterów się nie rusza – robi to kamera. W kluczowej scenie, kiedy zarówno Richie, jak i Sophie siedzą nieruchomo w pociągu, kamera filmuje ich ze statywu, między bohaterami pojawia się nic porozumienia, a w ciągłym ruchu jest… tło, widziane przez okno pojazdu.

Prosta, ale świetnie opowiedziana historia i zaangażowane, naturalne aktorstwo (młoda Fatima Ptacek jest tu iście mistrzowska!) to wystarczająco dużo, aby uznać krótki metraż za film ze wszech miar dobry. Niestety, większa swoboda i wolność twórcza, którą zyskał reżyser przy dłuższej wersji, nie przełożyły się ani na poziom, ani odbiór tej historii. Jeśli zatem macie do wyboru jedną z wersji – obejrzyjcie tę krótszą. Jest w niej wszystko, co trzeba.

Ostatnio dodane