Krótki metraż #3: RISE. Roboty przejmują kontrolę

Autor: Jakub Piwoński
opublikowano

Właśnie spłynęła informacja, że krótkometrażowy film pt. Rise, który miał swoją premierę w ubiegłym roku, zostanie zamieniony na film pełnometrażowy. Prawa do jego realizacji wykupił producent Brian Oliver, ostatnio odpowiedzialny za Przełęcz ocalonych. Jest więc to dobra okazja do tego, by obraz sobie przypomnieć i ewentualnie zastanowić się, czy faktycznie zawiera w sobie potencjał na coś większego. 

Rise miał swoją premierę w marcu 2016. Film krótkometrażowy, bo trwający ok. 5 min,  został nakręcony przez Davida Karlaka, specjalistę od efektów specjalnych w horrorach The Collector i The Collection. Warto nadmienić, ze główną rolę w filmie zagrał tragicznie zmarły (w czerwcu ubiegłego roku) aktor Anton Yelchin. Za scenariusz do filmu odpowiadali panowie Marcus Dunstan i Patrick Melton, którzy wraz z reżyserem pracowali przy dwóch wspomnianych horrorach, ale tworzyli także podstawy fabularne do kilku części Piły. Choć mamy do czynienia z twórcami mało wyrafinowanymi, to jednak krótkometrażówka, którą stworzyli, pozostanie z pewnością jasnym punktem na mapie ich filmografii. Fabuła opiera się na mocno już wyeksploatowanym w kinie SF motywie konfliktu ludzi z maszynami. Eksperyment ze sztuczną inteligencją wymyka się spod kontroli, przez co w 2043 roku dochodzi do otwartej wojny między twórcami a ich samoświadomymi, acz syntetycznymi dziełami.

Film od strony wizualnej zachwyca. Co nie dziwi, jeśli podkreślimy fakt, że zabrał się za niego specjalista od efektów specjalnych. Ale to nie jego potencjał widowiskowy mógł przekonać producentów. Dostrzegam bowiem jedną ważną cechę fabuły tej krótkometrażówki, która mogła zainspirować producentów do rozciągnięcia jej do ram większego obrazu. Da się dostrzec bowiem, iż wykluczone społecznie inteligentne maszyny mogą pełnić rolę metafory innych mniejszości, które systematycznie nie mogą odnaleźć swojego miejsca w rzeczywistości, zwłaszcza tej dzisiejszej. Nie tyle więc o technologiczne zagrożenie w tym wypadku chodzi, a raczej o stworzenie czytelnej analogii do teraźniejszego problemu wykluczeń.

Czyżby zatem następował etap, w którym science fiction wraz ze swym najbardziej szlagierowym motywem stało się wdzięcznym narzędziem poprawności politycznej? Z tym bym nie przesadzał, aczkolwiek takie wrażenie może się w widzu narodzić. Wypada jedna brać pod uwagę, że praktykowanie tej metafory w sci-fi nie jest zjawiskiem nowym.

Na koniec warto dodać, iż przerabianie atrakcyjnych krótkometrażówek na pełnometrażowy film to w Hollywood również praktyka powszechna. Co jest najważniejszym uzasadnieniem dla ponownej, pełniejszej realizacji Rise. Dość wspomnieć, że innymi słynnymi filmami (także z zaplecza fantastyki), które bazowały na wcześniejszym krótkometrażowym tworze, były m.in: Dwanaście małp, Mama, 9, oraz oczywiście Dystrykt 9.

Ostatnio dodane