JOJO RABBIT. Waititi zagra „dobrego” Hitlera

Autor: Berenika Kochan
opublikowano

Oto wiadomość, którą można się ekscytować, a do kalendarza kinomana na 2019 (tak podejrzewam) wpisać intrygująco brzmiący tytuł: Jojo Rabbit. W maju br. Taika Waititi rusza z produkcją nowego filmu. To historia rozgrywająca się w nazistowskich Niemczech, a nowozelandzki aktor i reżyser zagra w niej… samego Führera.

Co ciekawe, ukazanego w pozytywnym świetle. Reżyser o smagłej cerze (ironia nr 1), żydowskiego pochodzenia (ironia nr 2), ma wcielić się w postać Adolfa Hitlera, jakim widzi go 10-letni chłopiec. Otoczony propagandą Niemca jako przykładu rasy najczystszej, Hitlera w roli ojca wielkiego narodu (młodzieńcowi niezwykle brakuje taty), wyobraża go sobie jako mężczyznę miłego, dobrodusznego, aż gapowatego, rodzicielską figurę. Chłopiec w trakcie II wojny światowej pragnie zasilić szeregi jego wielkiej armii. Przypadkiem dowiaduje się jednak, że jego dom służy za schronienie…. żydowskiemu chłopcu.

Łatwo oczami Waititiego wyobrazić sobie tę scenę, a nowozelandzka perspektywa na wydarzenia rozgrywające się 80 lat temu w centralnej Europie może być odświeżająca – tym bardziej, że media zapowiadają film jako satyrę.

W odniesieniu do koszmaru wojny „odświeżający” to nie jest zbyt fortunne słowo. Wątpię też, żeby intencją barwnego reżysera było podejście do tematu z nadmierną popkulturową lekkością. Filmy Waititiego są mądre i wielowymiarowe, liczę więc na historię okraszoną jego oryginalnym poczuciem humoru, atrakcyjną wizualnie, familijną, ale i skłaniającą do refleksji.

Po głowie kołacze mi się skojarzenie z literatury: chłopca, który siedział w szafie. Wychodził niekiedy, wyglądał przez okno – podglądał dzieci bawiące się w wojnę i rozmyślał: „co ze mną nie tak?”. Za zabawki w trakcie długich dni służyły mu kolorowe kulki. Po Jojo Rabbit spodziewam się infantylizacji symboli nazistowskiej propagandy, rozebrania jej aż do rozbrojenia i podróży w głąb uczuć bez opuszczania przez bohaterów czterech ścian. W niepowtarzalnym stylu.

Temat chłopców jak wody potrzebujących męskiego wzorca nie jest reżyserowi obcy. Relacje ojcowsko-synowskie w interesujący sposób ukazał w Boyu, a w ostatnich Dzikich łowach zagubionemu nastolatkowi z nadwagą zesłał przyszywanego wuja i urządził im szkołę przetrwania w dżungli.

Pewne jest, że Taika Waititi to będzie najsympatyczniejszy ekranowy Hitler.

Ostatnio dodane