GRZECZNIE CZY GRZESZNIE? Wybór należy do ciebie

Autor: Szymon Pewiński
opublikowano

Idiotyczny pomysł na podlizanie się świętoszkom, a może po prostu poszukiwania nisz na rynku i rzeczywiste próby dotarcia do jak największej grupy odbiorców? Sony wprowadza filmy „The Clean Version”. Dzięki niej amerykańscy widzowie mogą obejrzeć dwie wersje kilkudziesięciu tytułów. W tych „wyczyszczonych” nie usłyszymy przekleństw, nie zobaczymy śmierci i ran odnoszonych przez bohaterów. Czy taki pomysł da się w ogóle obronić?

Sth Rogen „błagalnym tonem” skomentował pomysł Sony

Siadając do tego tekstu planowałem wcielić się rolę adwokata diabła. Pomyślałem, że „The Clean Verision” da się jakoś wytłumaczyć chęcią zarobienia przez Sony dodatkowych kilku dolarów. W końcu filmy (od początku do końca pomyślane jako) komercyjne to – z całym szacunkiem dla ich miłośników – towar jak każdy inny. Producenci wydający na nie ciężkie pieniądze mogą z nimi robić, co tylko im się podoba. Ale mój zamysł prysł, gdy tylko przeczytałem pełną listę 24 „grzecznych” filmów proponowanych widzom za pomocą  iTunes, VUDU i FandangoNow. Ręce opadają.

Nie wdając się w szczegóły można ją podzielić na trzy grupy. Do pierwszej trafiłyby: 50 pierwszych randek, trylogia Spider-Mana Sama Raimiego, dwie części Niesamowitego Spider-Mana, Bitwa roku, Łatwa dziewczyna z Emmą StoneGęsia skórka, Duże dzieci i Jeszcze większe dzieci z Adamem Sandlerem, Piksele, Hancock, Bracia przyrodni czy Ricky Bobby – Demon prędkości. Część z nich to po prostu kino rozrywkowe, część – komedie z duża dawką przekleństw, które tych filmów ani wielce nie wzbogacają, ani nie zubażają. Ale znajdziemy również kasowe hity, z których większość i tak otrzymała kategorię PG-13. Ktoś jednak uznał, że nadal są zbyt brutalne jak na rodzinne kino kanapowe. Hmm…

Znacznie mniejszą grupę tworzą: Elizjum Neilla Blomkampa, Moneyball  Bennetta Millera i Inferno Rona Howarda. One trafiły do wersji „clean” chyba tylko dlatego, że nie spełniły pokładanych w nich frekwencyjnych nadziei.

I w końcu mamy trzecią grupę, której obecności na tej liście za diabła nie rozumiem. Jeśli ktoś może mi wyjaśnić, jakie fragmenty oryginalnych Pogromców duchów i Pogromcy duchów 2 trzeba wyciąć, żeby przypadkiem ich obejrzenie nie skrzywiło dziecięcej psychiki – będą zobowiązany. Ale to nie wszystko, bo wygładzono też Przyczajonego tygrysa, ukrytego smoka i Kapitana Phillipsa. A to już mała zbrodnia i ponoć dla jej pomysłodawców istnieje specjalne miejsce w piekle.

Całą usługę, dostępną w cenie zakupu danego filmu, w swoim stylu skomentował Seth Rogen.

– „Jasna cholera, proszę nie róbcie tego naszym filmom. Dzięki!” – napisał na Twitterze współtwórca Wywiadu ze Słońcem Narodu To już jest koniec i Sausage Party.

Praktyka mogąca przecież w przyszłości przerodzić się w pełnoprawną, szeroko promowaną usługę, może kojarzyć się ze zwykłą cenzurą obyczajową. Może też zwyczajnie śmieszyć lub przyprawiać o poczucie zażenowania, jak to miało miejsce w przypadku słynnej już wersji Wilka z Wall Street emitowanej w ubiegłym roku przez Polsat. Film Martina Scorsese zawierający jeden z najwyższych wskaźników liczby przekleństw na centymetr taśmy puszczono kilkanaście minut po godzinie 20.00 – w porze najlepszej oglądalności. Nic dziwnego, że angielskie – i tak już wyciszone! – „faki” zostały zastąpione przez rodzime „motyle nogi”, a widzowie nie mogli podziwiać ani sceny seksu między Jordanem (Leonardo DiCaprio) i Naomi (Margot Robbie), ani orgietki na pokładzie samolotu. Polsat tłumaczył, że taką właśnie wersję filmu otrzymał od dystrybutora. Pytanie, jaką zamówił, pozostało bez odpowiedzi.

Niby nic nowego, bo bardzo często istnieje kilka wersji filmów. To umożliwia ich rozpowszechnianie w krajach, w których przepisy są bardziej restrykcyjne. Pomysł Sony to jednak pewna nowość, bo to widzowie zdecydują którą wersję  wolą. Sony uważa, że dzięki temu filmy będą wspólnie oglądać całe rodziny. Ale po jakiego grzyba oglądać z dzieciakami choćby ugrzecznionego Kapitana Phillipsa?

A tak „The Clean Version” wygląda w praktyce:

Ostatnio dodane