DOBRZY, ŹLI I PRZEMĘCZENI. Plakaty do Botoksu, czyli u Vegi bez zmian

Autor: Szymon Pewiński
opublikowano

„W medycynie jak w kinie, wszystko się może zdarzyć”, „Każdy lekarzyk ma swój cmentarzyk” czy „Kobieta chirurg jest jak świnka morska. Ani świnka, ani morska”. Te zaiste „przezabawne” onlinery, jakich tuziny usłyszymy zapewne w najnowszym filmie Patryka Vegi, można znaleźć na plakatach, które właśnie pojawiły się w sieci. Botoks zadebiutuje w kinach 29 września, a już dziś łatwo wróżyć mu frekwencyjny sukces.

Trzeba przyznać, że reżyser i twórca obu serii Pitbulla wie, jak zainteresować polską widownię swoją twórczością. A co jeszcze ważniejsze, wie, jak to zainteresowanie skutecznie podsycać. Wpisy na jego fejsbukowym profilu pojawiają się w zasadzie codziennie. Ostatnio ponad 120 tysięcy jego followersów mogło śledzić przygody ekipy Botoksu w Kenii. Zdjęcia i filmiki z safari, fotki z planu, a nawet filmik prezentujący mieszkańców „najodleglejszych afrykańskich wiosek” próbujących (po polsku, hasłem: „taniej niż w Biedronce!”) sprzedać pamiątki artystom-turystom.

Podgrzewanie atmosfery niesmacznymi plakatami to paliwo dla wiecznie narzekających widzów-pacjentów do jeszcze większego narzekania.

Nigdy nie ukrywałem swojej niechęci do dzieł Patryka Vegi. To reżyser, który stworzył jeden znakomity film i serial, a cała reszta to kino miałkie, wulgarne, utrwalające stereotypy, doprawione humorem rodem spod monopolowego. Tak samo było z ostatnimi, największymi frekwencyjnymi hitami minionych dwóch dekad. Pitbulla. Nowe porządki jeszcze dało się znieść. Jego kontynuacji już nie. Jak na tym tle zaprezentuje się Botoks, reklamowany jako film, który „hardkorowo uderzy w polską służbę zdrowia”?

Gdy patrzę na afisze reklamowe, coraz bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że u Vegi bez zmian. Nawet ekipa (prawie) ta sama. Tomasz Oświeciński, Piotr Stramowski, Agnieszka Dygant, Olga Bołądź, Janusz Chabior, Sebastian Fabijański, Marieta Żukowska, Wojciech Machnicki, Katarzyna Warnke i Grażyna Szapołowska to przecież w dużej mierze aktorzy znani z nowego Pitbulla i Służb specjalnych. Po prostu policjantów i bandytów zastąpili lekarze, ratownicy medyczni, pielęgniarze lub farmaceuci; dobrzy, źli lub/i przemęczeni i niewyspani. Vega – jak zawsze – twierdzi, że jego „bezkompromisowy” scenariusz powstał na podstawie rozmów z przedstawicielami tych zawodów. Ile w nim prawdy, dowiemy się wczesną jesienią.

Dlaczego zatem już dziś mam wątpliwości co do jakości tego dzieła? Ano dlatego, że reklamowanie filmu jako „hardkorowe uderzenie” i podgrzewanie atmosfery niesmacznymi w gruncie rzeczy plakatami to dla widzów-pacjentów wiecznie narzekających na NFZ, korupcję lekarzy i kiepskie wynagrodzenia pielęgniarek czy ratowników (to ostatnie to akurat prawda) paliwo do jeszcze większego narzekania. Zawsze można stwierdzić „po co się czepiać, to tylko kino rozrywkowe?”. Zgoda. Ale w takim razie po co te slogany o prawdziwych, szczerych rozmowach z przedstawicielami służby zdrowia i bezkompromisowym podejściu? Bardzo chciałbym się mylić, ale z daleka czuć, że Botoks to raczej towar, który ma się sprzedać, a nie dogłębna diagnoza.

Niestety, właśnie w ten sposób od dobrych kilku lat Patryk Vega przyciąga do kin widownię. Udowodnił to zwłaszcza w obu częściach Pitbulla. A Botoks pewnie tylko tę tezę potwierdzi. Milion widzów będzie dla niego frekwencyjną porażką. Jestem przekonany, że granica dwóch milionów pęknie dość szybko. Stawiam na to mój miesięczny zapas ibuprofenu i małe opakowanie ketonalu bez recepty. A wy tymczasem cieszcie oczy plakatami Botoksu.

Ostatnio dodane