Czy czeka nas KINOWE UNIWERSUM JAMESA BONDA?

Autor: Filip Pęziński
opublikowano

W kwietniu przyszłego roku minie dziesięć lat od premiery pierwszego Iron Mana – filmu, który rozpoczął Kinowe Uniwersum Marvela i zmienił oblicze współczesnego kina rozrywkowego. Dekadę później, kiedy Marvel Studios odnosi sukces za sukcesem, każde duże studio chce powtórzyć sukces tej sprawdzonej już formuły. Uniwersum Gwiezdnych wojen, Rozszerzone Uniwersum DC, Potwory Universala (zaczęte tegoroczną Mumią), MonsterVerse (Godzilla, Kong i spółka), Świat Transformersów… Stara się wielu, nikt jeszcze nie odniósł miarodajnego sukcesu. Czy do listy kinowych światów dzielonych dołączy oddany agent Jej Królewskiej Mości?

Jeff Sneider podał informację, jakoby Broccoli złapali „uniwersową gorączkę” i chcieliby zbadać inne zakątki świata znanego z filmów o Jamesie Bondzie.

Przerażonych fanów agenta 007 mogę póki co uspokoić – cały news należy traktować jako plotkę, która być może nigdy się nie potwierdzi. Wiadomość, która szybko obiegła portale filmowe, swoje źródło znajduje w postaci Jeffa Sneidera, dziennikarza serwisu The Tracking Broad, który na swoim twitterze podał informację, jakoby Broccoli (rodzina stojąca za filmowym Bondem) złapali „uniwersową gorączkę” i chcieliby zbadać inne zakątki świata znanego z filmów o Jamesie Bondzie.

Zastanówmy się przez chwilę, jakie filmy mogłyby rozszerzyć świat 007. Solowe filmy o Moneypenny, M, Q, innych agentach double o, a może i całym MI6? Obraz sygnowany nazwiskiem Felixa Leitera (komiksowy spin-off już się pojawił)? A może o członkach organizacji Widmo lub licznych kobietach Bonda? W końcu plotki o filmach o Jinx (Halle Berry w Śmierć nadejdzie jutro) czy Camile (Olga Kurylenko w Quantum of Solace) już przewijały się przez internet. Internauci wpadają także na odważniejsze pomysły, jak wspólne filmy z Ethanem Huntem znanym z serii Mission: Impossible czy Jasonem Bourne’em (z którym póki co James Bond dzieli inicjały).

Czas pokaże, czy plotka zamieni się w sprawdzoną informację, ale niezależnie od tego musimy zadać sobie dwa pytania – czy James Bond, główny bohater dwudziestu czterech oficjalnych filmów, naprawdę potrzebuje towarzystwa i czy widzowie będą mieli najmniejszą ochotę to towarzystwo na ekranie oglądać?

Ja twórcom, jak każdym producentom ostrzącym sobie zęby na filmowe uniwersa, dałbym prostą radę – najpierw zróbcie jeden dobry film, potem pomyślcie co dalej. Po Spectre nie mam ochoty na kolejnego Bonda, a co dopiero na obrazy poboczne.

Ostatnio dodane