Kultowa CONTRA zostanie zekranizowana przez Chińczyków! Kino klasy Z wraca do łask?

Autor: Damian Halik
opublikowano

CONTRA to bez wątpienia jedna z najważniejszych gier w historii, a wśród produkcji firmy Konami jednym tchem wymienia się ją obok tak kultowych tytułów, jak Metal Gear SolidSilent Hill czy Castlevania. Aż dziw bierze, że dopiero trzydzieści lat po jej premierze ktoś w końcu zabrał się za wyprodukowanie na jej podstawie filmu. Co się odwlecze, to nie uciecze?

Pamiętacie te piękne czasy, gdy zarzewiem największych rodzinnych konfliktów były kłótnie z rodzeństwem o to, kto bierze „niebieskiego” a kto „czerwonego”, co oczywiście kończyło się przepinaniem padów, walką wręcz lub pierwszymi doświadczeniami w prowadzeniu wojny psychologicznej – czyli blokowaniem ekranu marszem w przeciwnym kierunku do tego momentu, aż drugi z graczy zgodzi nam się oddać upragnioną postać? Wybór tego, kto będzie szedł górą, a kto dołem, zdaje się przy tym banalnie prosty. Zapewne już wtedy świtało wam, że poza bieganiem i strzelaniem Contra posiada jakąś fabułę – ba, posiadała ich kilka, w zależności od rynku i platformy, na jakiej przyszło wam grać. I pewnie nie zdziwi was, że Chińczycy, którzy postanowili tytuł zekranizować, także stworzyli swoją własną wersję tej historii.

Podejrzewam, że nikt nie będzie się ze mną spierać, gdy stwierdzę, iż fabularna otoczka Contry nie miała najmniejszego znaczenia. Niezależnie od tego, czy Bill i Lance w roku 2633 walczyli na Galudze, położonej nieopodal Nowej Zelandii, czy też u schyłku lat osiemdziesiątych XX wieku trafili do Ameryki Południowej, zamiast imion stosując pseudonimy „Mad Dog” i „Scorpion”. Nie miało też znaczenia, czy złowrogie Red Falcon było organizacją terrorystyczną, która wspierała kosmitów w planach podboju Ziemi, czy też był to przydomek przywódcy najeźdźców z kosmosu. Chodziło tylko o to, by wszystkich ich zatłuc, co przecież idealnie wpisywało się w filmy akcji z tamtego okresu.

Filmowy trop jest zresztą nieprzypadkowy, oficjalnym pochodzeniem nazw postaci – Bill Rizer i Lance Bean – było bowiem nawiązanie do filmu Obcy – decydujące starcie (miks nazwisk aktorów: Paul Reiser, Bill Paxton, Lance Henriksen i Michael Biehn – taki tam rodzaj hołdu), jednak nawet to pozostawało bez najmniejszego znaczenia, bo większość graczy widziała w dwójce bohaterów Contry największych twardzieli kina akcji tamtych lat, czyli Sylvestra Stallone i Arnolda Schwarzeneggera. Lata jednak leciały, herosi się zestarzeli, a pomysły na ekranizację gry przyszły nieco za późno. Oczywiście na fali nostalgicznych powrotów do stylistyki tamtych lat, Contra wielokrotnie przewijała się w propozycjach (głównie fanowskich) do ekranizacji. Był nawet taki czas, gdy w Hollywood brano ten pomysł na poważnie, ale ktoś bardzo szybko poszedł po rozum do głowy – „po co, skoro tę dwójkę (i całą resztę weteranów) mamy w parodystycznej serii Niezniszczalni?”.

Gdy wszyscy zapomnieli już o pomyśle, chińska firma Beijing Starlit Movie and TV Culture ogłosiła, że rusza z produkcją adaptacji. Nie łudźcie się jednak, że powiem wam o niej coś więcej. Tamtejszy rynek filmowy jest miejscem dziwnym, zamkniętym i jakiekolwiek pozycje filmowe niesamowicie rzadko opuszczają Chiny, nie mówiąc już o dokładniejszych informacjach na temat odpowiadających za ich powstawanie spółek (no chyba że chodzi o produkcje pokroju podróbki Mad Max: Na drodze gniewu zwanej Mad Shelia – dziękujcie internetowi).

Oficjalny opis fabuły filmowej Contry nie odbiega zbyt wiele od tego, co znamy z gier i brzmi jak mieszanka wspomnianych wcześniej wersji, wraz z chińskimi dodatkami:

W 1988 roku na niezamieszkałej wyspie leżącej na Morzu Południowochińskim rozbija się meteoryt. Sprawę badają Chen Qiang i Li Zhiyong, jednak niczego tam nie znajdują. Dwadzieścia dziewięć lat później Chen zleca Billowi i Lance’owi misję bojową, której celem ma być organizacja Red Falcon, jednak komandosi szybko uświadamiają sobie, że prawdziwym wrogiem jest tu coś znacznie poważniejszego…

Scenarzystą filmu został Wei Nan, który ma na koncie między innymi utrzymany w stylistyce science fiction Soul Transfer Station z 2012 roku. Mówi się, że jedną z ról ma otrzymać także Jing Tian – wschodząca gwiazda chińskiej kinematografii, którą możecie kojarzyć między innymi z takich produkcji, jak Wielki Mur czy Kong: Wyspa czaszki.

Ciężko powiedzieć, jaki będzie efekt końcowy tego projektu. Wiele wskazuje na to, że Chińczycy wierzą w powrót do łask kina klasy Z – trudno będzie jednak zastąpić Stallone’a i Schwarzeneggera. Z drugiej strony, jeśli nawet Angry Birds zostały przeniesione na wielki ekran, kultowej Contrze najzwyczajniej w świecie się to należy.

Film trafi do kin w roku 2019. Oczywiście szansa, że będzie on emitowany poza Państwem Środka jest nikła, ale kto wie? Potencjalny popyt zdaje się tak duży, że nawet fatalne wykonanie mogłoby nie przeszkodzić w kasowym sukcesie produkcji. Tu jednak pojawia się polityka i napięte stosunki amerykańsko-chińskie.

Jak na razie dostaliśmy tylko ten kilkunastosekundowy teaser:

Ostatnio dodane