„BUNGA BUNGA” SFILMOWANE? Paolo Sorrentino opowie o Berlusconim

Autor: Szymon Pewiński
opublikowano

Giulio Andreotti, papież, a teraz Silvio Berlusconi. Paolo Sorrentino nareszcie nakręci film o jednym z najbardziej rozpoznawalnych i ekstrawaganckich polityków ostatnich dekad. W roli byłego włoskiego premiera wystąpi długoletni współpracownik Sorrentino, Toni Servillo. Czy reżyser Wielkiego piękna i Młodości znajdzie klucz do absurdalnego świata Berlusconiego i współczesnej polityki?

Paolo Sorrentino i Toni Servillo dzierżą Oscara za „Wielkie piękno”

Wyczyny Silvio Berlusconiego to niemal gotowy materiał na film. Potentat medialny – z majątkiem niegdyś szacowanym na niemal 9,5 miliarda dolarów, prezes klubu AC Milan, trzykrotny premier Włoch (w latach 1994–1995, 2001–2006 i 2008–2011) wielokrotnie stawał przed sądem. Już w 1985 roku oskarżano go o korupcję. „Wpadł” dopiero trzy dekady później.

Swoich politycznych przeciwników nazywał fiutami, a w internecie do dziś można znaleźć filmik, na którym z uśmiechem na twarzy udaje seks z funkcjonariuszką wypisującą właśnie mandat.

Sądy uniewinniały go niemal za każdym razem. Wykpił się między innymi od zarzutu nadużywania władzy. Zdaniem prokuratury dopuścił się tego pięć lat wcześniej, gdy zadzwonił do szefa mediolańskiej policji z „prośbą” o uwolnienie niejakiej Karimy el Mahroug. Oskarżona o kradzież dziewczyna miała trafić do ośrodka dla nieletnich. Berlusconi zapewniał, że chciał uniknąć dyplomatycznego skandalu, ponieważ Karima to rzekomo krewna Husniego Mubaraka – ówczesnego prezydenta Egiptu. Nawet prokurator Eduardo Scardaccione stwierdził, że tłumaczenia premiera przypominały raczej komedie Mela Brooksa niż prawdę zeznawaną pod przysięgą.

Bo Karima to nie żadna „krewna Mubaraka”, ale słynna „Ruby” – tancerka z nocnego klubu i jedna z uczestniczek „bunga bunga”, której Berlusconi miał płacić za seks podczas orgii organizowanych w jego posiadłości. Od tego zarzutu również się wymigał. Teraz o byłego premiera, skazanego ostatecznie za oszustwa podatkowe i pozbawionego mandatu senatora, upomina się kino.

Bardzo lubię, gdy Sorrentino bierze się za włoską politykę. Nie jestem specjalistą od jej historii, ale gdy przyjrzeć się, choćby pobieżnie, można zauważyć, że Włosi mają słabość do ekstrawaganckich przywódców. Potrafią im wybaczyć znacznie więcej niż obywatele innych krajów (w końcu Clinton o mały włos nie stracił urzędu prezydenta).

Przykładem – kariera Giulio Andreottiego, któremu Sorrentino poświęcił Boskiego, mocno przy tym odrealniając swojego bohatera. Ale ten zabieg nie musi sprawdzić się w przypadku „Loro”. Przy wszystkich swoich grzechach Andreotti do dziś wzbudza podziw. Tymczasem co zrobić z Berlusconim, który wywołuje raczej politowanie, pobłażanie lub śmiech. Nawet w Polsce powstał fejsbukowy profil pod nazwą „Chcę, żeby to Silvio Berlusconi organizował mój wieczór kawalerski”…

Ciekawą kwestią pozostaje znaczenie tytułu nowego filmu Sorrentino. „Loro” można przetłumaczyć na „ich”. Ale ten włoski wyraz posiada też homonim. „L’oro” może oznaczać też… złoto. Film o Berlusconim miał powstać znacznie wcześniej. W 2016 roku prace wstrzymano. Teraz wiadomo, że zdjęcia ruszą latem. Premiera mogłaby odbyć się podczas przyszłorocznego festiwalu w Cannes. A tam czeka przecież Złota Palma.

 

 

Ostatnio dodane