JEŚLI TO FIOLET, KTOŚ UMRZE - TEORIA KOLORU W FILMIE
 Autor: Patti Bellantoni, tł. Monika Dańczyszyn

Pierwsza w Polsce książka traktująca o wpływie koloru na pracę filmowców.

"Jeśli to fiolet, ktoś umrze - Teoria koloru w filmie" jest przełomową książką, która wyjaśnia, jak kolor wpływa na widownię i narrację, postaci oraz rozwój scen. Bellantoni, która ma za sobą lata badań nad wpływem kolorów na zachowania, zebrała ponad 60 filmów i pogrupowała je w strefy wpływów sześciu głównych kolorów. Za pomocą subtelnych fotosów filmowych i dzieł sztuki wyjaśnia, jak każdy z tych kolorów uruchamia konkretne stany emocjonalne i reakcje widzów, służąc również do wzmocnienia i zwielokrotnienia emocji postaci. Autorka tłumaczy każde dzieło filmowe, wyjaśniając jak, dlaczego i gdzie kolor odzwierciedla i wpływa na emocje, zarówno postaci na ekranie, jak i wśród widowni.


Dyskusje z przyjaciółmi autorki, między innymi z laureatami Oscara, scenografami Henrym Bumsteadem ("Bez przebaczenia"), Robertem Boylem ("Sprawa Thomasa Crowna"), Wynn P. Thomasem ("Piękny umysł") i Larrym Paullem ("Łowca androidów"), jak również uznanymi operatorami Rogerem Deakinsem ("Skazany na Shawshank"), Edwardem Lachmanem ("Daleko od nieba"), Johnem Sealem ("Angielski pacjent") i Amy Vincent ("Rozlewiska uczuć") wyjaśniają, jak kolor przekazuje to, co nie zostało wypowiedziane i okrywają jak i dlaczego rozmówcy dokonali konkretnych wyborów kolorystycznych, zarówno świadomie, jak i instynktownie.

"Jeśli to fiolet, ktoś umrze - Teoria koloru w filmie" to lektura niezbędna dla filmowców, studentów szkół filmowych i wszystkich zainteresowanych kinematografią. Ta wspaniała książka pomaga profesjonalistom dokonywać właściwych wyborów kolorystycznych dla ich filmów i pozwala hobbystom odpowiedzieć na pytanie, dlaczego czują to, co czują, gdy oglądają filmy, które utrzymane są w konkretnych gamach kolorystycznych. Bellantoni wykorzystuje swoje doświadczenie i badania by zademonstrować, jaką moc może mieć kolor i pobudzić naszą świadomość na barwy, które nas otaczają i sprawiają, że czujemy, zachowujemy się i reagujemy w określony sposób.

Patti Bellantoni jest wykładowcą w Conservatory of the American Film Institute w Los Angeles, gdzie prowadzi zajęcia z koloru i narracji wizualnej dla reżyserów, operatorów, scenarzystów i scenografów. Wykładała również w Center for Understanding Media w Nowym Jorku. Udzielała się jako konsultant w Stanowym Departamencie Edukacji w Nowym Jorku. Zajmowała się designem w Kalifornijskim Uniwersytecie Stanowym w Los Angeles. Nauczała o kolorze i komunikacji wizualnej w Szkole Sztuk Wizualnych w Nowym Jorku. Jej fachowe porady wykorzystano przy "The Man on Lincoln's Nose", nominowanym do Oscara dokumencie poświęconym jej mentorowi, czterokrotnie nominowanemu do Oscara Robertowi Boyle'owi.


Więcej informacji na stronie internetowej: www.w-wm.pl

Kontakt: Wydawnictwo Wojciech Marzec, ul. Klimczaka 8/35, 02-797 Warszawa
tel. (22) 550 15 60, fax. (22) 550 15 61, kom. 503 129 345, e-mail: w-wm@w-wm.pl


Recenzja książki: Bolesław Dochuński-Duchoński
Klub Miłośników Filmu

Na wstępie przyznam się do własnej ignorancji: nigdy nie postrzegałem dzieła filmowego przez pryzmat kolorów. Jeśli w trakcie trwania seansu przed moimi oczami nie rozgrywała się jakaś szczególna barwna rewolucja, będąca celowym zabiegiem formalnym, świadomie eksponowanym przez twórcę, pozostawałem w błogiej nieświadomości istnienia tej intrygującej płaszczyzny wizualnej, dla wielu niewidocznej, ale zawsze istotnej. Oglądając nie widziałem, a jeśli analizowałem, czyniłem to jedynie pod kątem standardowych prawideł (scenariusz, gra aktorów, reżyseria, a jeśli scenografia, to jakoś zawsze tak bez akcentu na aspekt kolorystyczny). Krótko mówiąc: byłem ślepy. Czy Patti Bellantoni przywróciła mi wzrok?

"Jeśli to fiolet, ktoś umrze. Teoria Koloru w filmie" to wnikliwa analiza wybiórcza blisko stu filmów, podzielona na sześć barwnych części: czerwoną, żółtą, niebieską, pomarańczową, zieloną i fioletową. Całość opatrzona jest przedmową, zawierającą genezę tytułowej teorii oraz wskazówki Autorki na temat tego, jak najwygodniej poruszać się w obszarze książki, jak ją czytać, jak interpretować jej poszczególne barwne składniki. Co bynajmniej nie oznacza, że Autorka narzuca Czytelnikowi własne zdanie w kwestiach subiektywnych, jakimi w znacznym stopniu są doznania związane z oddziaływaniem barw na odbiorcę. Wręcz przeciwnie: dzieląc się swoją wiedzą i będącymi owocem wieloletnich badań spostrzeżeniami, równocześnie zachęca do indywidualnych poszukiwań własnej ścieżki interpretacyjnej. Jest to zaletą książki, ale jednocześnie wadą samej teorii koloru. Nieograniczona możliwość subiektywnej wykładni tych samych pojęć, zamkniętych w ramach jednego systemu, skutecznie burzy spójny obraz całości. Zalecana przez Autorkę dowolność interpretacyjna stanów emocjonalnych towarzyszących reakcjom na oddziaływanie poszczególnych barw to swoista czarna dziura w tęczy (chyba, że potraktujemy określenie "teoria" czysto potocznie, ograniczając się do stwierdzenia, że teoria swoje, a praktyka swoje).

To, że barwy oddziałują na nas w taki czy inny sposób, wiedzą nie tylko specjaliści od marketingu, aranżujący przestrzenie dla konsumentów, odwiedzających np. domy towarowe czy restauracje, chromoterapeuci, specjalizujący się w leczeniu kolorem, czy też dekoratorzy wnętrz, operujący kolorem w otaczającej nas przestrzeni prywatnej czy zawodowej, w taki sposób, by lepiej się nam mieszkało i pracowało, czyli po prostu żyło. Wiedzą również o tym i świadomie to wykorzystują na filmowym poletku scenografowie, kostiumolodzy czy operatorzy świateł, wespół z reżyserami wyczarowujący dla nas świat często bardziej rzeczywisty niż sama otaczająca nas rzeczywistość. W tej rzeczywistości kolor rzadko dominuje, często tylko po prostu pasuje, dlatego wydaje się nam, że go nie zauważamy, podobnie jak nie zauważamy celowości w kolorystycznych układankach wnętrz kasyn, hoteli czy wielkich centrów handlowych. Kolor nie musi wylewać się z ekranu na podobieństwo krwistej fali z kultowego zwiastuna "Shining", nie musi przykuwać uwagi jak czerwony płaszczyk małej dziewczynki w "Schindler's List", czy opadać na nas miękkim deszczem płatków róży z "American beauty". Nie musimy widzieć koloru, żeby go czuć. Kolor to energia, jaka może wpływać na nasze samopoczucie, na nasze reakcje, na nasze zdrowie (generalnie) oraz na sposób odbioru dzieła filmowego. Ale czy to oznacza, że jeśli określona grupka ludzi zasiądzie w jednej sali kinowej i obejrzy w tej samej chwili ten sam film, to każdy z uczestników seansu poczuje to samo co pozostali jego uczestnicy? A także czy każda osoba z tej samej grupki podczas tego samego seansu jednoznacznie i jednomyślnie przewidzi to, co za chwilę lub parę chwil wydarzy się na ekranie, jako zapowiedź wydarzeń traktując kolorystyczne drogowskazy, pieczołowicie rozmieszczone w filmie przez twórców w jego kluczowych momentach?

Kolor w filmie oddziałuje na dwa równoległe światy: ekranowy i ten nas otaczający. Nasze odczucia to jedno, konsekwencje użycia koloru w filmie w samym filmie - to drugie. Patrzymy i czujemy, a czując przeczuwamy. Ale czy na pewno to samo? Nasz punkt widzenia to jedno, konsekwencja lub brak konsekwencji twórców w kreowaniu roli określonego koloru - to drugie. Czy jeśli to fiolet - na pewno ktoś umrze? Miłośnik serialu "Dexter" wykrzyknie: bzdura! Jeśli przez ekran przewinie się motyw czerwieni - to wtedy na pewno ktoś umrze! Kolor żółty w generalnym i uśrednionym znaczeniu to intelekt, kolor czerwony - pożądanie. Kolor niebieski - duchowość. Kolor zielony - harmonia. Kolor pomarańczowy - ambicja. Kolor fioletowy - dostojeństwo. W teorii koloru wg Patti Bellantoni wygląda to trochę inaczej. Kolor żółty: zaprzeczenie. Kolor czerwony: moc, energia, prowokacja. Kolor niebieski: bezwolność, pasywność, melancholia. Kolor pomarańczowy: romantyzm, naiwność. Kolor zielony: z jednej strony zdrowie, z drugiej - trucizna. I wreszcie kolor fioletowy: iluzoryczność, mistycyzm, śmierć (niekoniecznie fizyczna). Skoncentrujmy się na chwilę na kolorze niebieskim. Odnosząc go do klanu Kapuletich ("Romeo + Juliet" w ekranizacji Baza Luhrmann'a), Autorka stwierdza, że chociaż jest on lodowaty, to jednak wydaje się gorący. To dosyć pokrętna interpretacja (jedna z wielu zawartych w książce), niemniej uzmysławiająca nam, co następuje: znaczenie koloru nierozerwalnie wiąże się z kontekstem, w jakim został on użyty, co dotyczy nie tylko teorii koloru w samym filmie. To z kolei otwiera nowe możliwości interpretacyjne, praktycznie nieograniczone, a co za tym idzie - znowu wracamy do pojęcia czarnej dziury w tęczy...

Tezy oczywiste bronią się same, tezy kontrowersyjne wymagają obrony. Przykładem tezy oczywistej niech będzie w/w zdanie, przykładem tezy kontrowersyjnej niech będzie stwierdzenie: "Jeśli to fiolet, ktoś umrze". Ta teza nie broni się sama, chyba, że potraktujemy ją jako wyjątek potwierdzający regułę zależności barwno-przyczynowo-skutkowej. Tezy kontrowersyjne mają jedną niezaprzeczalną zaletę: są niejednoznaczne, więc ich obrona, chociaż konieczna, zazwyczaj jest stosunkowo łatwa. Ich domeną jest bowiem racja częściowa, tworząca platformę bezpiecznej retoryki zarówno dla obrońców tezy, jak i jej przeciwników. Ci, którzy posiadają argumenty na obronę tezy - mają rację; ci, którzy posiadają kontrargumenty - również mają rację. I właśnie w takim bezpiecznym obszarze porusza się Patti Bellantoni, sama zresztą będąca tego faktu świadoma, o czym wyraźnie daje nam od czasu do czasu do zrozumienia. Oczywiście w niczym nie umniejsza to wartości samej książki! Abstrahując bowiem od tego, czy zgadzamy się z Autorką, czy nie, "Jeśli to fiolet, ktoś umrze. Teoria koloru w filmie" to fascynująca podróż w ten rejon świata kina, jakiego albo nie znamy, albo nie zauważamy, ale jaki zawsze na swój indywidualny sposób odczuwamy. Nie warto więc szukać dziury w całym. Lepiej po prostu podążyć za Autorką, by na końcu tęczy znaleźć wiedzę, jaka pozwoli nam widzieć, a nie tylko oglądać. Bo chociaż czujemy, powinniśmy też zobaczyć, głównie po to, by pełniej doświadczyć tego, co zwykliśmy nazywać magią kina.


POWRÓT DO WYBORU | STRONA GŁÓWNA