FILMY MOJEGO ŻYCIA
 Autor: Alberto Fuguet

Beltrán Soler, wybitny sejsmolog, wyrusza do Japonii, by rozpocząć wykłady na jednym z uniwersytetów. W samolocie spotyka intrygującą kobietę, która inspiruje go do przerwania podróży i oddania się czynności z pozoru bezsensownej - stworzenia listy filmów jego życia.

Bo przecież każdy seans - od "Dumbo" do "Bliskich spotkań trzeciego stopnia" - to cała masa wspomnień. W ten sposób Beltrán musi wreszcie zmierzyć się ze swoją przeszłością: z dzieciństwem w słonecznej Kalifornii i dojrzewaniem w surowym Chile Pinocheta, z trzęsieniami ziemi - tymi prawdziwymi, które niszczą całe miasta, i emocjonalnymi, które pustoszą ludzkie dusze. Życie Solera pękło na pół jak skorupa ziemska na tektonicznym uskoku: między Stanami a Chile, językiem angielskim a hiszpańskim, barwnym Hollywood a rygorystycznym liceum w Santiago - gdzieś po drodze rozpada się rodzina, gubi się sens i cel.

"Filmy mojego życia" to najgłośniejsza powieść Alberta Fugueta, czołowego przedstawiciela "pokolenia McOndo", w której fascynacja kinem i popkulturą splatają się z celna obserwacja i dynamicznym realizmem.

Siła Fugueta kryje się w umiejętności przywoływania radości, traum, lęków i nadziei dzieciństwa oraz młodości, a to, jak się wydaje, przekracza wszelkie narodowe granice.
          Michael Dirda, "The Washington Post Book World"

Błyskotliwy pomysł rozwinięty z ciepłem i humorem: niezwykle wciągająca historia.
          "Kirkus Reviews"

Informacje techniczne
  • tłumaczenie: Marcin Sarna
  • ISBN: 978-83-924645-3-2
  • format: 125 x 205 mm
  • oprawa: miękka ze skrzydełkami
  • liczba stron: 336

    O Autorze
    Alberto Fuguet (Santiago de Chile, 1964) dzieciństwo spędził w Kalifornii i dopiero jako trzynastolatek wrócił do Chile. Na początku lat 90. zadebiutował tomem opowiadań Sobredosis (Przedawkowanie), a rozgłos zdobył jako gorący przeciwnik realizmu magicznego ("gadające tukany i fruwające staruszki"): wspólnie z Sergio Gómezem zredagowali antologię młodej prozy latynoskiej McOndo. Literacką renomę zyskał powieścią "Mala onda" (Niehalo), później wydał jeszcze kilka książek. Jest także aktywnym filmowcem - pisze scenariusze, produkuje i reżyseruje filmy.

    O serii postm@condo
    W serii postm@condo prezentujemy nowe pokolenie autorów z hiszpańsko- i portugalskojęzycznej Ameryki, stawiających na prozę ambitną, poszukującą i błyskotliwą. Nie proponujemy opowieści o magicznych miasteczkach, nieśmiertelnych dyktatorach i domach nawiedzanych przez duchy. Przedstawiamy fascynujące historie pokazujące współczesną Amerykę Łacińską, a także znakomite książki latynoamerykańskich pisarzy, które z ich rodzimym kontynentem nie mają wiele wspólnego'

    Już w księgarniach
  • Edmundo Paz Soldán: "Śmierć na ulicy Unzueta"
  • Jaime Bayly: "Noc jest dziewicą"
  • Rodrigo Fresán: "Ogrody Kensington"


    Więcej informacji na stronie internetowej: www.muchaniesiada.com

    Zobacz wyniki konkursu - szczegóły po kliknięciu na niniejszy link


    Recenzja książki: Dariusz Kuźma
    Klub Miłośników Filmu

    "Pierwszych dwieście filmów obejrzałem po kryjomu, na wagarach,
    wchodząc na salę kinową bez biletu, przez drzwi ewakuacyjne albo okno w ubikacji".

    Francois Truffaut

    Choć pewnie nie powinienem zaczynać recenzji książki od słów, które w tejże książce zostały użyte jako rodzaj bonusu pomiędzy rozdziałami, nie potrafię znaleźć lepszego motta dla po części auto-biograficznej powieści Alberto Fugueta, chilijskiego pisarza, producenta, scenarzysty, reżysera oraz krytyka filmowego, człowieka zafascynowanego, zauroczonego kinem. A słowa Truffaut, również niereformowalnego fascynata kina, oddają sedno przesłania Fugueta - raz pokochane, kino na zawsze stanie się częścią życia. Nie trzeba jednak być obeznanym w filmach i historii X muzy, żeby zabrać się za powieść Chilijczyka. Nie trzeba być miłośnikiem kina, żeby zrozumieć, o czym pisze, co chciał przekazać.

    "Filmy mojego życia" to powieść, niech nikt nie da się zwieść niedookreślonemu tytułowi i nie spodziewa się zbioru krytycznych recenzji, analiz i esejów o filmach, które autor, w końcu krytyk, uważa za wybitne, wspaniałe i porywające. Choć częściowo przypominająca biografię Fugueta, z pewnością wielce osobista, historia zawarta w "Filmach mojego życia" jest zgoła fikcyjna. Głównym bohaterem jest sejsmolog Beltrán Soler, człowiek dwóch narodowości, dwóch języków, dwóch sposobów myślenia. Urodził się w Kalifornii, w Encino, dzielnicy Los Angeles, jego rodzice byli pochodzenia chilijskiego. Dzieciństwo spędził w Ameryce, ale został wyrwany z tego świata przez przeprowadzkę do Chile, która, niczym trzęsienie ziemi o stopniu 9.5 w skali Richtera, zniszczyła wszystko, do czego doszedł. Wydawało mu się, że zostawił te wydarzenia za sobą, że jakoś sobie z tym wszystkim poradził, ale dopiero patrząc z dystansu, będąc uznanym fachowcem w swojej dziedzinie, spostrzegł, że tak naprawdę nigdy się nie otrząsnął.

    Soler właśnie zmierza do Tokio, gdzie ma wykładać na uniwersytecie, lecz splot okoliczności powoduje, że zaczyna znowu myśleć o dawno nie widzianej rodzinie, która w pewnym momencie zaczęła ulegać procesowi powolnej dezintegracji. W samolocie nawiązuje rozmowę z pewną kobietą, która prowokuje go do refleksji, opowiadając o człowieku, który napisał książkę o filmach swojego życia. Soler pośród chaosu życia w Chile za reżimu Pinocheta zatracił w sobie pasję filmową i nie chodził do kina od lat, żyje na tzw. pół gwizdka; jego rodziną są badania i zajęcia, kochanką trzęsienia ziemi, a narkotykiem bezcelowe podróże po świecie. Ziarnko, które zasiewa w jego wrażliwym na wstrząsy umyśle kobieta, przeradza się w chęć powrotu do szczęśliwych młodzieńczych lat, kiedy filmy stanowiły osobny świat, enklawę spokoju, wobec której wszystko inne blakło.

    Soler nie wsiada na pokład samolotu do Tokio, podczas międzylądowania w Los Angeles dezerteruje i melduje się w przylotniskowym hotelu. Siada przed laptopem i zaczyna tworzyć swoją listę. Jednakże to, co początkowo miało być szybkim, nostalgicznym powrotem, przeradza się w odkrywczą podróż do dawno zapomnianych radości i traum, swego rodzaju egzorcyzmem odprawianym na wspomnieniach. Z początku sucha, lista zamienia się w spis filmów, które sejsmolog nie tyle uważa za znakomite - czasem wręcz mu się nie podobają - co takie, które w jakiś sposób wpłynęły na jego życie. Soler tworzy coś na wzór niezwykle osobistego pamiętnika, w którym filmy czasem funkcjonują jedynie na zasadzie pobocznego wątku przypominającego o ważnym dla niego wydarzeniu; pamiętnika będącego zarówno spowiedzią, jak i inicjacją nowego etapu w życiu. Ważne jednak jest to, że to właśnie kino pełni rolę magazyniera wspomnień, towarzysza życiowej podróży; że to wszelkiej maści i sortu filmy stworzyły go takim, jaki jest.

    Filmów jest pięćdziesiąt, w większości amerykańskie, ponieważ Soler - tak jak Fuguet - pierwsze 13 lat swojego życia spędził w Kalifornii, ale pojawiają się również tytuły europejskie, a nawet jeden chilijski. Opowiadają okres od 1966 do 1980 roku, czyli odpowiednio dzieciństwo, dojrzewanie i przedwczesną dorosłość urodzonego - tak jak Fuguet - w 1964 roku Solera. Każdy tytuł przywodzi nowe wspomnienia, które zaczynają się ze sobą zazębiać, łączyć w szersze struktury pamięci. Ułożone chronologicznie, według tego, kiedy Chilijczyk obejrzał dany obraz, nie przedstawiają linearnej fabuły, pełne są nagłych przeskoków z jednego wydarzenia do drugiego, które nagle wyzwoliło się z okowów pamięci, zaskakujących dygresji dopowiadających jeszcze nie przywołane sytuacje, docierania do emocji i uczuć, o które sam Soler się nie podejrzewał. Jednak całość jest niezwykle przejrzysta, a wszystkie wydarzenia i koneksje rodzinne czytelne. Jedne wspomnienia uruchamiają kolejne, a cały proces, choć nieco chaotyczny, opisuje w piękny sposób tragikomiczną historię życia Beltrána Solera i jego rodziny. Jednak słodko-gorzka opowieść, która wyłania się z poszczególnych kawałków ma jeszcze jedną właściwość, tę w założeniu najważniejszą - przedstawia miłość do kina pozwalającą Solerowi odzyskać tożsamość.

    Pod zastosowaną przez Fugueta formą opowieści kryje się uwielbienie dla tego jednego jedynego medium, które przekracza wszystkie bariery i przeszkody - kiedy światło na sali zgaśnie, wszyscy jesteśmy tacy sami. W kinie znajduje on, tak jak Beltrán Soler, coś stałego, do czego można się przywiązać bez obawy, że nagle zniknie niczym dom pochłonięty przez ziemię; odnajduje schronienie przed przytłaczającym zgiełkiem codziennego życia. Fuguet nie każe kochać filmów, nie wciska nikomu na siłę swojej fascynacji kinem, ale stara się zademonstrować, jak wielką rolę odgrywają - czy potrafią odegrać - one w naszym życiu. I nie chodzi tu o sens stricte rozrywkowy, bowiem w tym aspekcie filmy mogą być zastąpione dziesiątkami innych rzeczy. Fuguet stara się zaznaczyć rolę kina w przechowywaniu oraz uzupełnianiu ważnych momentów życia, w inspirowaniu, zmuszaniu do refleksji. Znakomicie skonstruowana, napisana z pasją i polotem powieść, która powinna zadowolić nawet najbardziej wybrednych czytelników. A dla miłośników kina to rzecz wręcz obowiązkowa!

    "Może utraciłem dotychczasowe życie, kontekst, język, ale przynajmniej miałem swoją enklawę. Kino było pogrążone w ciemnościach, wszystkie puszczane filmy były amerykańskie, w kinie wszyscy mówili po angielsku, mogłem płakać i nikt tego nie widział".

    Alberto Fuguet pod postacią Beltrána Solera

    P.S. A może by tak stworzyć własną listę...?


    Wywiad z autorem książki
    Autor wywiadu: Dariusz Kuźma, Klub Miłośników Filmu

    Odwiedził Pan Polskę kilka lat temu, podczas
    Warszawskiego Festiwalu Filmowego. Co Pan sądzi o tym kraju?


    Bardzo mi się podobało. Nie udało mi się zwiedzić zbyt wiele, ale byłem bardzo mile zaskoczony Warszawą; nie była 'stara' czy 'fajna' czy 'turystyczna', ale po prostu prawdziwa. Wszędzie czuć zmianę, podoba mi się to. A budynek, w którym pokazywane są filmy festiwalowe (Kinoteka, przyp. Beo), jest niesłychanie dziwaczny!

    "Filmy mojego życia" to częściowo autobiograficzna powieść.
    Jak wiele z Pana jest w postaci Beltrána Solera?


    Mniej niż wszystkim się wydaje, ale to prawda, że w wielu aspektach oparłem się na swoich doświadczeniach. Ale po części chciałem też poigrać z samym gatunkiem: napisać powieść, która wydaje się autobiograficzna. Wychowałem się w Stanach, i ta informacja pojawia się wszędzie, łącznie z okładkami książek. Chciałem więc wyprowadzić akcję powieści właśnie z tego punktu. Wiele tu mojej inwencji, ale zostało też sporo faktów z mojego życia, w szczególności cała 'podstawa': Encino i California, powrót do Chile w czasach dyktatury itd. Nie wszystko dokładnie tak się wydarzyło, ale to świat, który znam. Oba światy.

    W jaki sposób złapał Pan filmowego bakcyla?

    Od samego początku, od Los Angeles i Encino. To była 'część życia', lecz, tak jak w powieści, prawdziwa obsesja zaczęła się dopiero w Chile. Filmy stanowiły moją więź z językiem angielskim, ale również moją ucieczkę. Uzależniłem się. Oglądając filmy czułem się odprężony i bezpieczny. To znakomity sposób, aby uciec, ale również, ażeby wkroczyć do zupełnie nowego świata.

    Miał Pan trudne życie. Dwa kraje. Dwa style życia. Dwa języki. Dwie tożsamości.
    To dlatego odpycha Pana realizm magiczny w literaturze? Uznaje Pan go w filmach?


    Nie miałem aż tak źle. Wielu miało zdecydowanie gorzej. Ja po prostu zmieniłem kraj i kulturę. Obecnie wiele osób przez to przechodzi. Nie dlatego nienawidzę realizmu magicznego. Po prostu nie jestem tym zainteresowany, tak jak nie interesują mnie filmy karate, musicale czy soft porno. Najbardziej nie podoba mi się to, że ta formuła się zestarzała, a dodatkowo - że ludzie zza granicy myślą, że Ameryka Łacińska jest jak Macondo: pełna małych, magicznych wiosek wyjętych prosto z pocztówek. A to nie rzeczywistość, to bajka. Nie żeby było coś złego w bajkach, ale to znieważające wyobrażać sobie np. Nową Zelandię jak krainę z "Władcy Pierścieni". Filmy posługujące się realizmem magicznym są jeszcze gorsze od książek, ponieważ ładną otoczką zasłaniają żałosne 'wnętrze'. "Przepiórki w płatkach róży", "Spacer w chmurach" czy "Dom dusz" to czysty kicz.

    Jednym z głównych wątków "Filmów mojego życia", jeśli nie najważniejszym,
    jest rola kina w życiu człowieka: jako magazyniera wspomnień i medium, które inspiruje.
    Zgadza się Pan z taką recenzją? Czy mógłby Pan powiedzieć, co Pan kocha w filmach?


    Tak, absolutnie się zgadzam. Właśnie o tym jest powieść: jak fałszywe wspomnienia (filmy) wyzwalają własne. W filmach kocham wiele rzeczy, od plakatów po ciekawostki, ale najbardziej fascynuje mnie to, w jaki sposób ludzie je zapamiętują, oraz w jaki sposób film potrafi uruchomić u widza jakieś wspomnienia.

    Oprócz bycia pisarzem i krytykiem filmowym jest Pan również reżyserem.
    Jak się Pan w tym sprawdza? Jak się Pan z tym czuje - tworząc własne kino?


    Byłem krytykiem, obecnie raz na jakiś czas napiszę coś o filmach, ale nie uważam się już za krytyka. Niedawno mój film został zaakceptowany przez Festiwal w Rotterdamie. Bardzo się cieszę z tego, że mogę tworzyć własne kino, to niesamowite uczucie. Ale kocham również pisać scenariusze do tych filmów, ponieważ wtedy czuję, że wyrażam przez nie siebie.

    Jakie było główne założenie napisania tej powieści?
    Czy jest dokładnie taka, jaką Pan chciał, czy może miała być czymś zupełnie innym?


    Tak naprawdę założenie było inne, bardziej 'fanowskie'. Miały być 'lepsze' filmy, a całość traktować raczej o dvd, kolekcjonerach i filmach artystycznych. Czyli tak bardziej o mnie samym. Lub o mojej dorosłości. Jednak zdecydowałem się rozpocząć pisanie od pierwszych filmów głównej postaci - Beltrana - i wszystko się zmieniło. Zrozumiałem, że filmy, które najbardziej wpływają na człowieka, jako dziecko, jako nastolatka, to te, których się NIE wybiera. Kocham Malle'a, Antonioniego czy Truffaut, ale prawda jest taka, że nie ogląda się tych filmów dopóki się nie pójdzie na studia. A kiedy zaczynasz dokonywać wyborów, stajesz się zupełnie innym kinomanem. Nie chciałem pisać książki tylko dla zagorzałych fanów, lecz zdałem sobie sprawę, że ta powieść musi traktować o filmach złych albo chociaż o tych, których się nie wybiera. Prawdziwe filmy życia, te wpływające na człowieka, to te, które się ogląda w dzieciństwie, będąc nastolatkiem, przed pójściem na studia; te, których się nie wybiera. Może kiedyś napiszę zbiór esejów o filmach mojego prawdziwego życia, wypunktuje moje ulubione filmy, jednak to będzie zupełnie inna lista niż ta w powieści.

    I książki, i filmy, potrafią inspirować, każde na swój własny sposób.
    Który sposób jest Panu bliższy?


    Oba. Funkcjonują na innych zasadach, lecz inspirują podobnie. Książki inspirują, by pisać, filmy, by kręcić. Choć prawdą jest, że widziałem zdecydowanie więcej filmów niż przeczytałem książek.

    A jakie są filmy i reżyserzy Pana życia?

    Jest ich tak wielu... I jednak nieustannie się zmieniają. Ale uważam, że jestem lepszym człowiekiem poprzez filmy, które widziałem. Woody Allen znalazłby się na szczycie listy; Truffaut, Scorsese, Linklater, Mallick, Malle, tak wielu... Lubię również kino azjatyckie. No i Gus Van Sant. Sam już nie wiem!

    Czytałem, że pracuje Pan zarówno nad nowym filmem, jak i powieścią.
    Jak wyglądają Pana plany na przyszłość?


    Obecnie promuję pewien eksperyment: napisałem autobiografię Andrésa Caicedo, kolumbijskiego maniaka filmowego i krytyka, który popełnił samobójstwo w wieku 25 lat, w 1977. To jak dokument, tylko że złożony ze słów, z setek stron i listów, które po sobie zostawił. Tytuł to "My Body is a Cage" ("Moje ciało jest klatką", przyp. tłum.), jak ta piosenka The Arcade Fire. Zacząłem również pisać coś w stylu literatury faktu: o poszukiwaniach zaginionego człowieka. Tytuł to "Missing" ("Zaginiony", przyp. tłum.). Niedługo zacznę również kręcić niskobudżetowy projekt pt. "Velódromo" - o facecie, który nocami jeździ na rowerze.

    Kilka słów do polskich czytelników na koniec?

    Nie lubię za bardzo żadnych przesłań czy wiadomości. Chciałbym Was po prostu zaprosić do przeczytania książki i sprawdzenia, czy na Was 'działa'. Mam nadzieję, że tak! I chciałbym zostać jeszcze kiedyś zaproszony na jakiś polski festiwal. Albo do Krakowa...

  • POWRÓT DO WYBORU | STRONA GŁÓWNA