FILMOWCY
 Stowarzyszenie Filmowców Polskich

Już 2 października w księgarniach dostępna będzie książka pt. "FILMOWCY", wydana z okazji jubileuszu czterdziestolecia powstania Stowarzyszenia Filmowców Polskich. Książka ta, słowami twórców polskiego kina, dokumentuje powstanie fenomenu Zespołów Filmowych, Szkoły Filmowej, a także pokazuje, jak doszło do powstania najlepszej kinematografii w tej części Europy i co spowodowało jej zmierzch.

W publikacji zarysowane zostały również dzieje jednej z największych polskich organizacji twórczych, we władzach której zasiadali m.in. Andrzej Wajda, Jerzy Kawalerowicz, Janusz Majewski. Historia SFP to w dużym stopniu właśnie historia polskiego kina. Ukazuje szaleństwo roku 1968, narodziny kina moralnego niepokoju, karnawał Solidarności i dzisiejsze poszukiwanie tożsamości, zwłaszcza przez młodych twórców.

Autorami są sami filmowcy: reżyserzy, operatorzy, aktorzy, kierownicy produkcji, scenarzyści. To oni opowiadają historię rodzimej kinematografii. Ksiązka nie jest więc kolejną pozycją wydawniczą z serii książek filmoznawczych. Jest ona w 100% subiektywna, emocjonalna, żywa, a sprawy wielkiej wagi przeplatają barwne anegdoty z planów filmowych. Ze wspomnień, anegdot i opowieści wyłoniła się historia powojennych filmowców, taka, jaką była ona w rzeczywistości. Autorzy książki w minimalny sposób poddali wywiady redakcji, tak, aby pozostawić indywidualny styl wypowiedzi filmowców. Książka pozwala czytelnikowi wniknąć w środowisko filmowe i obejrzeć burzliwe dzieje Eroiki, Kanału, Noża w wodzie, Przesłuchania, Człowieka z marmuru.

Książka jest bogato ilustrowana zdjęciami z planów filmowych, zdjęciami prywatnymi, reprodukcjami dokumentów, pism, pamiątek, nagród festiwalowych. Bezcenne ilustracje, jak rękopis Aleksandra Forda - napisany tuż przed jego samobójstwem, japońska wersja plakatu do filmu "Krzyżacy", nakazy cenzorskie do "Człowieka z żelaza", indeksy, m.in. Romana Polańskiego i Andrzeja Wajdy, pochodzą. z najważniejszych archiwów filmowych w Polsce i archiwów prywatnych.

Pracami zespołu autorów kierowała Anna Romanowska, do 2005 roku rzecznik Stowarzyszenia Filmowców Polskich, a obecnie rzecznik Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej, główna autorka książki "A statek płynie..." - historii Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych (2005 r.).

Książkę przygotował kilkuosobowy zespół młodych ludzi, dziennikarzy, filmowców i archiwistów z Warszawy i Łodzi. Publikacja powstała pod opieką wybitnych znawców powojennej kinematografii oraz pod kierunkiem obecnego prezesa SFP Jacka Bromskiego.

Przedpremiera książki odbędzie się 11.09.2006 na XXXI Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni.


Kontakt: Małgorzata Kwaśniewska
Stowarzyszenie Filmowców Polskich
tel. +48 0 510 196 633, e-mail: m.kwasniewska@sfp.org.pl

Zobacz wyniki konkursu - szczegóły po kliknięciu na niniejszy link


Recenzja książki: Paweł Marczewski - Shandor
Klub Miłośników Filmu

Dwie rzeczy mogą niestety zniechęcić do "Filmowców" potencjalnego czytelnika. Niestety, bowiem jest to nie tylko wartościowy przyczynek do historii polskiego kina, ale przede wszystkim interesująca książka. Pierwszy zgrzyt to naprawdę szkaradna okładka. Można odnieść wrażenie, że autor, Andrzej Dudziński - skądinąd znamienity grafik - projektował ją na kolanie. Tu głowa Cybulskiego grającego w "Rękopisie znalezionym w Saragossie", tam ręka z jabłkiem. Gdzieś w tle mikroskopijnych rozmiarów postacie z "Ziemi obiecanej", których stopy, nie wiedzieć czemu, zasłania jakaś czerwona linia. Zamysł był zapewne taki, aby pokazać akcenty z wybitnych polskich filmów. Co w takim razie robi na pierwszym planie ni to teczka, ni to kufer, który kojarzyć się może co najwyżej z IPN-em?

Drugi problem z "Filmowcami" polega na tym, że po pobieżnym przekartkowaniu można odnieść wrażenie, iż na zawartość składają się w większej mierze wypisy z innych publikacji, na przykład autobiografii Andrzeja Wajdy czy Romana Polańskiego. Wrażenie to potęguje fakt, iż książkę zaopatrzono w osobowy indeks wypowiedzi, nie zamieszczono w niej jednak spisu rozdziałów, który od razu sygnalizowałby wysiłek autorów wyboru na rzecz zilustrowania wypowiedziami twórców szeregu istotnych zagadnień z historii polskiego kina. A wysiłek ten, trzeba zaznaczyć, jest całkiem niebagatelny i przyniósł interesujące rezultaty.

Rozpoczynamy zatem od lat powojennych. Chór pierwszych absolwentów łódzkiej "Filmówki" opisuje pionierskie, niezwykle trudne lata raczkującej rodzimej kinematografii drugiej połowy lat czterdziestych. I tak już będzie przez całą książkę - każde wydarzenie przełomowe dla polskiego filmu zostaje przedstawione z wielu punków widzenia. Ta "polifoniczność" ma szczególne znaczenie przy fragmentach dotyczących momentów wyjątkowo trudnych, takich jak rok 1968, kiedy to antysemicka nagonka zmusiła wielu wybitnych filmowców do emigracji. Wielość punktów widzenia czyni całą opowieść bardziej wiarygodną i pozwala samemu ocenić, czy rację miał Wojciech Has kręcąc "Sanatorium pod klepsydrą", czy też Bohdan Poręba robiąc "Hubala".

Autorzy wyboru nie unikają trudnych zagadnień. Twórcy polskiego kina mówią na kartach książki nie tylko o roku 1968, ale i o zaangażowaniu filmowców w komunizm, wreszcie o trudnościach, jakie film miał z odnalezieniem się w nowej, rynkowej rzeczywistości. Odbicie w "Filmowcach" znajdują wszystkie środowiskowe podziały, zarówno towarzyskie, jak ideowe.

Książka stanowi jednak przede wszystkim prawdziwą kopalnię anegdot. Dowiemy się na przykład o osobliwym zakładzie Kieślowskiego. Poznamy też kulisy kręcenia "Noża w wodzie" - cud, że ekipa dokończyła realizację w komplecie. Zwracają też uwagę arcyciekawe zdjęcia i plakaty ilustrujące tekst. Możemy na przykład zerknąć na indeksy Andrzeja Wajdy i Romana Polańskiego czy obejrzeć japoński plakat "Krzyżaków".

Zawartość "Filmowców" jest zatem naprawdę interesująca. Zewsząd dobiegają dziś narzekania na kondycję polskiego kina. Jubileuszowy tom Stowarzyszenia Filmowców Polskich szczęśliwie nie jest jednak laurką czy nostalgicznym wypracowaniem o dawnych czasach, gdy krajowe filmy podbijały najważniejsze festiwale. Autorzy wyboru nie starają się przekonywać, że nasze kino ma się świetnie, skoro frekwencja na polskich filmach boleśnie udowadnia, iż jest zupełnie inaczej. Warto jednak zastanowić się nad perspektywami zmiany tego stanu rzeczy. A skoro chcemy zmian warto rozważyć, do jakich doświadczeń rodzimego filmu sięgnąć, aby tego dokonać. Ukazując możliwie bezstronnie historię polskiego kina "Filmowcy" stanowią ważny głos w tej dyskusji. Miejmy nadzieję, że mimo pewnych niedociągnięć edytorskich głos ten zostanie usłyszany przez wszystkich zainteresowanych.

POWRÓT DO WYBORU | STRONA GŁÓWNA