Krótkie spięcie

Szokowanie obrzydliwością – „kino dla ekskremistów”

Autor: Berenika Kochan
opublikowano

Nie pamiętam, na jakim filmie wykrzywiłam się z obrzydzenia po raz pierwszy. Czy odrazę wywołały wiadra spermy w jednej z części American Pie? Czy może odchody wpływające do gardła dryfującego po morzu jednego z bohaterów Chłopaków na Ibizie? Pamiętam za to, że widziałam te filmy jako gimnazjalistka. I przez pewien czas wydawało mi się, że po tego typu dzieła sięgają tylko nastolatki.

Kilka lat później zobaczyłam zapowiedź Wilgotnych miejsc, dramatu o rozkochanej w swoich miejscach intymnych Helen, która żałość po rozwodzie rodziców próbuje zagłuszyć cielesnymi eksperymentami. Nie do końca takimi, jak w Nimfomance von Triera… Helen dogłębnie analizuje swoją i przyjaciółki krew menstruacyjną, brudne deski sedesowe publicznych toalet i rozmaite fizyczne wydzieliny. Jestem łasa na obietnice nowości w kinie, dlatego uwierzyłam, że coś z tego może wyjść. Film z przesłaniem, po które sięgnąć trzeba do kibla – to byłoby coś. Wyszło wielkie „g”. Do umiarkowanie szokujących i obrzydliwych scen doklejono przewidywalną, ciągnącą się jak papier toaletowy fabułę.

Dlatego na (mimo że festiwalowe, premierę miało na tegorocznym SXSW Film Festival) Assholes nie dam się nabrać, zwłaszcza że David Ehrlich z Indiewire ocenił je dość nisko.

Historia jest prosta. Adah i Aaron, para nałogowców usiłujących zachować trzeźwość, poznają się w poczekalni u psychoanalityka. Zakochują się w sobie… I Peter Vack (aktor ról pobocznych, znany z komedii Praktykant czy serialu Mozart in the Jungle, wcześniej nakręcił tylko jeden nagrodzony na festiwalu SXSW krótki metraż) mógłby właściwie na tym skończyć. Jednak opis dystrybucyjny filmu zawiera jeszcze jedno istotne zdanie:” … i zostają największymi dupami w Nowym Jorku”. Dosłownie. Z towarzyszącą fontanną ekskrementów.

Po co kreować pozory głębszych treści tam, gdzie ich nie ma i pod tym pretekstem filmy wypuszczać na festiwalach? Czy nie lepiej schować te dzieła w otchłani Internetu, by cieszyły nieliczne (właśnie, a może liczne?) grono pasjonatów dziwacznych treści?

Co do przesłania, tu nie chodzi o żadne głębsze rzeczy. Jelita mają latać, odgryzione penisy śpiewać sopranem, a widz powinien spaść z krzesła powalony wyobraźnią twórców. – Jakub Pelczar, znawca gatunku, twórca serwisu Na trzeźwo nie warto.

Okazuje się, że kino klasy Z ma się bardzo dobrze. Jakub Pelczar, recenzent tego typu filmów, twierdzi, że ludziom, którzy je oglądają, po prostu znudziło się „sztampowe podejście do mocnych rzeczy”, w kinie szukają czegoś nieschematycznego, nietypowego. Ponoć niewiele osób robi takie filmy dla pieniędzy, ale w przypadku wielu obrazów inwestycja się zwraca, a nawet staje się opłacalna.

Czy filmy o anusach zagrzeją miejsca w festiwalowych line-up’ach, a później wkroczą do mainstreamu? Nieprzychylne recenzje krytyków to jedno, zadowolenie masowej publiki – niekiedy co innego. Co zatem sądzicie o „kinie dla ekskremistów”?

Ostatnio dodane