Krótkie spięcie

Świeży czy zgniły? Rotten Tomatoes psuje branżę filmową?

Autor: Jakub Piwoński
opublikowano

Internetowy serwis Rotten Tomatoes już od blisko dwóch dekad działa jako nieocenione źródło opinii i recenzji filmowych. Niejednemu widzowi pomógł zarówno w wyborze filmu na seans, jak i ocenie jego jakości. Nie wszyscy jednak zadowoleni są z funkcjonalności tego narzędzia. Wątpliwości mają przede wszystkim, a jakże, filmowi twórcy.

Głos w sprawie zabrał Brett Rattner, reżyser trylogii Godziny szczytu. Twórca ostatnio częściej zajmuje się produkcją. Liczenie zysków i strat przyczyniało się do dostrzeżenia istotnej zależności, o której opowiedział w jednym z wywiadów:

Najgorszą rzeczą, jaką mamy w dzisiejszej kulturze, jest Rotten Tomatoes. Myślę, że to niszczenie naszej działalności. Mam szacunek dla filmowej krytyki. Kiedy dorastałem, krytyka filmowa była prawdziwą sztuką. Zawierała w sobie bowiem intelekt. (…). Teraz chodzi głównie o liczbę. Liczbę będącą sprzężeniem opinii pozytywnych z tymi negatywnymi.

Twórca w kolejnych słowach wskazuje, że często jest tak, iż to przedwczesna negatywna aura unosząca się nad danym projektem, będąca wynikiem zbioru niepochlebnych recenzji, przekłada się na wynik finansowy filmu. Za przykład podał widowisko Batman v Superman: Świt Sprawiedliwości, które było współfinansowane przez RatPac Entertainment, firmę należącą do reżysera.

Brett Rattner

Cóż, trudno nie dostrzegać w słowach Rattnera dozy żalu i rozpaczy, jednocześnie wydaje się jednak ślepy na fakt, iż negatywna opinia wystosowana w kierunku danego dzieła zazwyczaj jest pokłosiem krzywizn i niedoskonałości występujących w tego dzieła obrębie. Innymi słowy, doszukiwanie się w funkcjonalności Rotten Tomatoes przyczyn niskich wpływów filmu jest co najmniej chybione, gdyż brakuje w tym refleksji nad samym filmem, nad jego jakością, sposobem oddziaływania. To zatem nic innego, jak kolejny głos w odwiecznym konflikcie krytyków z twórcami.

Przykład Batmana v Supermana… jest w tym wypadku przykładem trafnym – sam należałem do grona zwolenników filmu, aż do momentu powtórnego seansu, który mnie najzwyczajniej w świecie wynudził. Choć wciąż uważam, że wizja Snydera się broni, to jednocześnie dociera już do mnie, że krytyka filmu nie brała się znikąd. To też sygnalizowały recenzje zamieszczane na Rotten Tomatoes, co przełożyło się na wyjątkowo niskie 25 procent pozytywnych recenzji filmu. Ciekawe tylko, dlaczego Rattner nie bierze pod uwagę, że film, jak by nie patrzeć, sukces frekwencyjny osiągnął – wszak prawie 900 mln dolarów światowego zysku to wynik daleki od klapy.

Ale ta sprawa ma też drugą stronę. Bo Rattner może mieć jednak trochę racji wskazując, że Rotten Tomatoes zbierając wyniki recenzji i traktując je zero-jedynkowo, często generuje albo zaniżoną, albo zawyżoną ocenę filmu. Użytkownicy, widząc zgniłego pomidora, często nie biorą pod uwagę, że choć w tym zbiorze recenzji więcej znalazło się opinii negatywnych, to jest tam także jakiś procent opinii pozytywnych, które oni mogą akurat podzielać. To może, choć wcale nie musi, wpływać na opinię widzów, co, jak mniemam, nastręcza problemów twórcom.

Sam jestem użytkownikiem serwisu i często, zanim zdecyduję się na seans danego filmu, zerkam, jaki jest procent jego pozytywnych ocen. I nieraz zdarzyło mi się, że wynik ten w żaden sposób nie był współmierny do faktycznej, uznanej przeze mnie jakości dzieła, ani też nie pokrywał się z opinią znajomych. Jako dowód na to pozwolę sobie wymienić tytuły filmów, które nie załapały się na świeżego pomidora, a przecież przez wielu z nas są uznawane za synonim kultowości i wielu pozytywnych filmowych wrażeń:

Willow – 48 %
Hook – 30 %
Kevin sam w domu 2 – 24 %
Top Gun – 55 %
Ukryty wymiar – 24 %
Bohater ostatniej akcji – 37 %
Święci z Bostonu – 20%

i wiele, wiele innych.

Według mnie, rozwiązaniem problemu jest uzbrojenie się po prostu we własny krytycyzm, a także… zdrowy dystans do procentowego wyniku, bez traktowania go jako prawdy objawionej. I polecałbym to zarówno twórcom, jak i widzom. Przyroda na szczęście działa w taki sposób, że jeżeli coś ma w niej zadziałać i przynieść wymierne efekty, to znajdzie w końcu sposób, by tego dokonać. Żadne tabelki, wykresy i procenty tego procesu nie wstrzymają.

Ostatnio dodane