Krótkie spięcie

POMIDORY SZKODZĄ? Filmowcy boją się zgnilizny jak ognia

Autor: Jakub Piwoński
opublikowano

Mamy rundę drugą pojedynku hollywoodzkich twórców z krytykami zrzeszonymi w serwisie Rotten Tomatoes. Po raz kolejny za finansowe klapy widowisk – w tym wypadku Piratów z Karaibów: Zemsty Salazara oraz Baywatch – obwiniani są recenzenci, a dokładniej to, że ich szybko ukazujące się w internecie oceny wpływają na decyzję widza o pójściu do kina. Czy pretensje są słuszne, czy też mamy w tym wypadku do czynienia z klasycznym żalem, określanym w Internecie jako ból… czterech liter?

Pierwszy film to kolejna odsłona serii o piratach, którą nikt już nie jest zainteresowany, z gwiazdorem na pierwszym planie, którego nikt już nie chce oglądać. Drugi film to komedia o umięśnionych ratownikach, tanio żerująca na sentymencie kultowego serialu i przekraczająca granice dobrego smaku już w zwiastunie. Obie te produkcje podczas pierwszego weekendy wyświetlania w kinach zaliczyły dość znaczące klapy. Piąta część Piratów z Karaibów, przy budżecie 230 mln dolarów, w pierwszy weekend zarobiła 63 mln – studio Disneya przewidywało jednak, że do kasy wpadnie aż 100 mln.  Z kolei Baywatch przy budżecie 69 mln dolarów zarobił w weekend 23 mln, a przewidywano, że zarobi ok. 50 mln. Amerykański Memorial Day nie przyniósł tak słabych wyników z kinowych kas od 20 lat.

Jaka jest przyczyna tego niepowodzenia? Rozsądek wskazuje, że coś musi być nie tak z samymi widowiskami. Ale dla filmowców sprawa nie jest tak oczywista. Według informatorów pracujących dla wielkich studiów, przyczyn klapy szuka się zazwyczaj w Rotten Tomatoes, serwisie, który umożliwia internautom wgląd w procentową ocenę filmu, będącą wynikiem zbioru recenzji. Filmowcy jasno sugerują, a do ich głosu dołączył sam Dwayne Johnson, gwiazda Baywatch, że krytycy często działają z premedytacją, wręcz z wytęsknieniem czekając na moment, gdy wielkie, wypatrywane widowisko będzie możliwe do obsmarowania. To samo mówił także Brett Ratner, określając Rotten Tomatoes „najgorszą rzeczą, jaką mamy w dzisiejszej kulturze”.

Cóż, mnie zawsze w tej dyskusji zastanawia jedno. Dlaczego studia i ich analitycy nie biorą pod uwagę, że film mógł się po prostu nie spodobać? Dlaczego tak trudno jest się przyznać do porażki, uderzyć w pierś i oznajmić, że coś jednak poszło nie tak i ktoś minął się z przewidywaniami? Najlepszym przykładem filmu, który funkcjonował na odwrotnej zasadzie, zadając jednocześnie kłam teoriom studiów o skuteczności wywierania wpływu pomidorowego serwisu, jest film Obcy: Przymierze. Wysokie noty na Rotten Tomatoes nie przełożyły się w żaden sposób na wynik w kasach kinowych, a co za tym idzie, zadowolenie publiczności. Tego nikt nie zauważa.

Racja jest jednak w tym, że jeśli wszystko idzie dobrze, to wówczas sukces ma wielu ojców. Z kolei porażka w tym przemyśle jest zawsze sierotą.

Ostatnio dodane