Krótkie spięcie

POLAŃSKI I COSBY USUNIĘCI Z AKADEMII. Festiwal hipokryzji trwa w najlepsze

Autor: Szymon Skowroński
opublikowano

Powtórzę jeszcze raz sformułowanie z tytułu: festiwal hipokryzji. Dokładnie tak odbieram to, co od października odbywa się w Hollywood. Nie ma sensu się rozpisywać, bo każdy wie o co chodzi. Zaledwie dwa dni temu mój redakcyjny kolega, Karol Brzozowski, rozpatrywał przypadek Woody’ego Allena, który jest dziś „trędowatym” Hollywoodu (co samo w sobie jest absurdem, o czym pisałem tutaj), a wczoraj gruchnęła wiadomość, że Akademia Sztuki i Wiedzy Filmowej – wszystkowiedzące towarzystwo o najwyższych standardach etyki (ironia) – usuwa ze swoich szeregów Romana Polańskiego i Billa Cosby’ego.

Cosby’ego zostawiam w spokoju. Zarzuty pojawiły się kilka lat temu, sprawy ciągnęły się bardzo długo, zdejmowano je z wokandy i z powrotem na nią przywracano, a finalnie kilka tygodni temu uznano go winnym molestowania i wykorzystania seksualnego kilku kobiet. Co do Polańskiego natomiast, sprawa wygląda tak: Akademia powinna usunąć samą siebie ze swoich szeregów za niespełnianie swoich etycznych standardów.

Nie potrafię, niestety, pisać o tej sprawie bez emocji i obiektywnie. Ale przecież obiektywizm w #MeToo ma znaczenie najmniejsze, dlatego pozwalam sobie krzyczeć na głos: ZACHĘCAM DO BOJKOTU AKADEMII!

Roman Polański jest uznany za winnego przestępstwa seksualnego wobec osoby nieletniej od 1976 roku. Ludzie bardzo chcą wierzyć, że Polański zadrwił sobie z prawa, uciekając do Szwajcarii i uchylając się od wyroku przez cztery dekady. A tak naprawdę to prawo drwi sobie z obywateli całego świata, pozwalając temu cyrkowi trwać od czterdziestu lat. Prawda jest bowiem taka, że Polański powinien odsiedzieć wyrok sądu (który powinien wziąć pod uwagę łagodzące okoliczności, takie jak fakt, że trzynastoletnia Samantha Geimer bywała już na tego typu przyjęciach, a na osławioną imprezę u Nicholsona została przyprowadzona przez matkę). Tylko tyle i aż tyle.

Tak jednak się nie stało. Polański dalej kręcił filmy i brylował na salonach. Akademia w 2003 nagrodziła go Oscarem za reżyserię Pianisty. Nagranie z ceremonii jest dostępne na YouTube. Zobaczcie tę radość na twarzy Meryl Streep. A teraz sprawdźcie sobie listę sygnatariuszy petycji o zwolnienie Polańskiego ze szwajcarskiego aresztu. Znajdziecie tam obrońców moralności, jak Asia Argento czy Natalie Portman. Czy dyrekcji Akademii nie przeszkadzała wtedy wątpliwa moralność Polańskiego? Rozumiem, że wtedy nagrodzenie artysty za jego twórczość, a nie poglądy/przeszłość była standardem, a dziś usuwa się członków właśnie ze względu na te ostatnie?

Nie mam absolutnie żadnych, nawet najmniejszych wątpliwości, że decyzja w sprawie Polańskiego nie zapadłaby, gdyby nie wydarzenia z ostatnich kilku miesięcy. Dlatego też od wczoraj Amerykańska Akademia Filmowa jest w moich oczach ośmieszona i stracona. Nie za to, że robi porządek. Za to, że przestała być instytucją kulturalną, a stała się polityczną marionetką, która ugina się pod każdym silniejszym naciskiem społecznym. Nie uważam również, że nastał koniec zamiatania brudów pod dywan. Ponadto, jestem przekonany, że za jakiś czas filmy „niechcianych” artystów będą symbolicznie niszczone. Dokładnie tak, jak książki w powieści Fahrenheit 451. Bo w każdym antyfaszyście jest przecież faszysta.

Ostatnio dodane