Krótkie spięcie

Joss Whedon nie lubi oglądać seriali jednym ciągiem. A ty lubisz?

Autor: Jakub Piwoński
opublikowano

Czasy, gdy w każdym tygodniu wyczekiwaliśmy na emisję jednego nowego odcinka ulubionego serialu, powoli odchodzą do lamusa. Dziś coraz bardziej popularne jest zjawisko tzw. binge-watching.

Jest to nowa forma obcowania z serialami, która polega na oglądaniu kilku odcinków naraz, jednym ciągiem, pod wpływem kompulsywnego wrażenia. Odbywa się to np. za pomocą serwisów VOD czy też mediów strumieniowych, dających możliwość oglądania konkretnych seriali całymi sezonami.

Ostatnio o zjawisku binge-watching wypowiedział się Joss Whedon. Zanim stał się królem blockbusterów za sprawą dwóch części Avengers, Whedon pracował głównie dla telewizji. Stworzył takie seriale jak Buffy: Postrach wampirów, Firefly i Dollhouse. Jego zdanie na temat popularnego dziś trendu jest jednak przepełnione niepokojem.

Wolałbym, żeby ludzie wracali co tydzień i mieli doświadczenie równoczesnego oglądania odcinków.

Mówił reżyser w wywiadzie dla „The Hollywood Reporter”, udzielonego z okazji jubileuszy Buffy.

Oczywiście Netflix produkuje mnóstwo świetnych rzeczy. Gdyby przyszli do mnie i powiedzieli „masz pieniądze, rób co chcesz”, powiedziałbym „wypuście to, jak tylko macie ochotę, cześć”. Ale preferuję starą metodę. Staranie twórców o to, by każdy odcinek jakoś się odróżniał, jest korzystne dla widza. A także dla scenarzystów. „W tym tygodniu mówimy o tym”. Mieć 6, 10, 13 godzin bez chwili na oddech, sytuacja typu „o, to część siódma z dziesięciu”, wysysa emocje z efektu końcowego. Martwi mnie w naszej kulturze zjawisko momentalnego dostępu do wszystkiego. Z drugiej strony, jeśli tego chcą ludzie, wciąż będę pracował równie ciężko. Przystosuję się.

Prawda jest jednak taka, że zjawisko binge-watching będzie coraz bardziej powszechne. Netflix wyczuł koniunkturę i wyznaczył nowe standardy. Dziś coraz mniej osób  przejmuję się tym, jaką ramówkę na konkretny tydzień zaproponuje nam dana stacja. To my sami decydujemy o tym, co chcemy oglądać, kiedy i w jakiej liczbie. Tego nauczył nas internet.

Oczywiście gubi się w tym wszystkim aspekt opowieści, której poszczególne rozdziały są dla nas tajemnicą do momentu, gdy narrator, sterowany przez twórcę, odkryje przed nami kolejne karty. Według binge-watching wszytko jest dostępne od razu, na poczekaniu. Ulatnia się w tym także możliwość odpowiedniego przeżycia konkretnego epizodu i przygotowania się na kolejny. Producentom daje to z kolei możliwość tworzenia seriali w sposób masowy, aby móc gonić nieustannie rosnący apetyt widowni. I tak też tworzy się serialowy przesyt (szerzej o nim pisałem tutaj), w którym trudno się dziś odnaleźć.

Czy tego chcemy czy nie, zjawisko binge-watchingu zmienia obliczę telewizji. Należy się mu przyglądać i traktować je z rozwagą. To głos przyszłości. Głos, w którym to my, odbiorcy, decydujemy o intensywności wrażeń dostarczanych przez kulturę popularną oraz samym sposobie ich dostarczania. A twórcy się z tym głosem liczą. Pozostaje zatem zadać pytanie: jaki będzie kolejny krok? Może jednoczesna premiera filmu w kinie i telewizji? To już się dzieje, ale jest to temat na osobny wpis.

A co wy myślicie o oglądaniu seriali jednym ciągiem? Zdarza się wam? Widzicie w tym sens, czy pozostajecie tradycjonalistami, czekającymi na kolejny emitowany raz w tygodniu odcinek z wypiekami na twarzy?

 

Ostatnio dodane