Krótkie spięcie

GWIEZDNE WOJNY kontra FEMINISTKI kontra FAKTY

Autor: Szymon Skowroński
opublikowano

Kiedy tylko mam okazję, przypominam moim znajomym, żeby starali się każdy internetowy materiał potwierdzić w dwóch źródłach – najlepiej zróżnicowanych ideologicznie. Może się w ten sposób okazać, że lewaccy bojówkarze i adwokaci pedofilów to po prostu matki walczące o prawo do przerwania zagrożonej ciąży, a opresyjne procesje Bożego Ciała to zaledwie niewielki ołtarzyk w publicznym miejscu. W dobie tak zwanych „fake news” wszystko może okazać się przeinaczeniem, nieprawdą lub luźną interpretacją. Poza faktami.

A z faktami stara się walczyć wielu, na różnych frontach. Zrobiła to ostatnio, w brawurowym stylu, Rebbeca Harrison, założycielka Glasgow Feminist Arts Fest. W swoim tweecie uporządkowała filmy z cyklu Gwiezdne wojny (nie wliczając Solo, który był jeszcze przed premierą) według procentowej ilości czasu ekranowego, który otrzymały kobiety w poszczególnych odsłonach. W rezultacie powstała taka lista:

Harrison nazywa ją nowym kanonem. Temat podchwyciła dziennikarka popularnego serwisu Indiewire, Kate Erband i opublikowała artykuł, według którego lista ta odpowiada najlepiej zarabiającym filmom z serii i daje pogląd na to, że kobiece postacie służą serii. Następnie dodała sprostowanie (nie jestem do końca pewien, czy było ono w pierwotnej publikacji, wydaje mi się, że zostało dodane później, ale nie jestem w stu procentach pewien), że chodzi o przychody… nieuwzględniające inflacji. Co to znaczy w praktyce? Że dolary z lat 1977-1983 były warte więcej, niż dolary dzisiejsze. Czyli, że antykobieca, seksistowska, szowinistyczna Nowa nadzieja dystansuje wszelką konkurencję z wynikiem miliarda sześciuset tysięcy dolarów zarobionych w Ameryce. Idąc tokiem myślenia Erband, można równie dobrze stwierdzić, że najlepiej zarabiające filmy z uniwersum Gwiezdnych wojen to najlepiej zarabiające filmy z uniwersum Gwiezdnych wojen.

Ale to nie koniec. Na chwilę odejdę od osoby Kate Erbland, ale jeszcze do niej wrócę. Gwiezdne wojny stały się w ogóle platformą styku różnych światopoglądów i różnych ruchów społecznych, wiec warto przy okazji finansowego niepowodzenia Hana Solo zwrócić uwagę na inny ciekawy pogląd. Mianowicie, pojawiają się głosy, że relatywna porażka filmu Rona Howarda może być związana z tym, że biali mężczyźni jako bohaterowie… odstraszają widownię od ekranów. Jako pierwszy zauważył to Scott Mandelson – dziennikarz Forbesa, który w swoim artykule wychwalał ryzykowne, „feministyczne” wersje Gwiezdnych wojen, a porażki Solo dopatrywał się właśnie w powrocie białego mężczyzny jako głównego bohatera… Tutaj z kolei nie ma faktów (poza faktem słabego wyniku Solo) do obalenia. Jest jedynie opinia wysunięta na argumencie tak słabym i łatwym do podważenia, że aż niemożliwe, że ktoś go w ogóle użył. Nie będę nawet brał pod uwagę najlepiej zarabiających filmów ostatnich kilku lat, gdzie biali mężczyźni wypełniają ekran po brzegi, a ich kontrakty opiewają na dziesiątki milionów. Po prostu sypnę garścią bardziej racjonalnych powodów: ludzie są zmęczeni corocznymi odsłonami nowych Gwiezdnych wojen; Han Solo jest postacią zbyt kultową i nietykalną, żeby widzowie chcieli oglądać jego postać zagraną przez kogoś innego niż Harrison Ford; ludzi po prostu nie obchodzi, co Solo przeżywał przed Nową nadzieją i byli zrażeni do produkcji za sprawą zamieszania ze zwolnieniem reżyserów włącznie. A może zrobiona na szybko i bez pomysłu kampania reklamowa nie zadziałała na wyobraźnię tak bardzo, jak oczekiwał tego Disney? Jeśli Mandelson chce wierzyć, że to biały facet odstraszył ludzi od ekranów, to niech weźmie pod uwagę, że obok Aldena Ehrenreicha, główną postacią filmu (obecną na wszystkich materiałach promocyjnych) była Emilia Clarke – gwiazda osiągającego niebotyczne wyniki serialu Gra o tron, na pewno bardziej znana i kojarzona przez publikę.

Myślę, że producenci, około-hollywoodzkie media i grupy lobbystyczne przeceniają znaczenie płci, rasy i orientacji bohaterów w ramach poszczególnych filmów. Prawdę mówiąc, idąc na Przebudzenie mocy, w ogóle nie myślałem o znaczeniu tego, że bohaterką nowej odsłony jest tym razem kobieta. Liczyła się dla mnie historia, podejście do tematu, kwestie artystyczne i scenariusz filmu. Tak samo nigdy nie zastanawiałem się, dlaczego piloci X-wingów w starej trylogii to tylko mężczyźni, choć to ostatnie wydawało się raczej logiczne, biorąc pod uwagę historię wojen na Ziemi, i było całkiem normalne w kontekście całej galaktyki.

Jeszcze chwilkę o Erbland, do której obiecałem wrócić. Tego samego dnia, co gwiezdnowojenny ranking, pojawił się inny tekst tej autorki. Dziennikarka dowiedziała się o badaniu, według którego „oskarżenia o molestowanie nie zmieniły podejścia publiczności tak bardzo, jak mogłoby się wydawać”. Zacytowała w nim także słowa jakiejś kalifornijskiej ekspert od PR-u, według której „ludzie zapominają, wybaczają albo nawet nie wiedzą (o tych sprawach)”.  I ten artykulik, dostępny również na Indiewire, jest kluczem do zrozumienia tego, czego Erbland i Mandelson nie rozumieją – faktów. A fakty są takie, że WIĘKSZOŚĆ publiczności ma za nic płeć, rasę, orientację seksualną, prywatne życie artystów. I, że oskarżenie kogoś o niewłaściwe zachowanie seksualne naprawdę nie znaczy, że tak właśnie było. I, że Czarna Pantera i Ostatni Jedi zarobiłyby tyle samo, gdyby główne role graliby w nich biali mężczyźni, bo faktem jest, że chodzi tylko marketing wycelowany w odpowiedni target (i odrobinkę szczęścia). I, w końcu, że obecność białych mężczyzn w obsadzie Gwiezdnych wojen wcale nie wynika z  ich ukrytej chęci do dominowania i poniżania kobiet lub czarnoskórych, a stąd, że w nowoczesnych wojnach w większości brali udział biali faceci*. Takie są fakty.

* Prawdę mówiąc, jako biały facet, chętnie zobaczyłbym film, w którym biali faceci są absolutnie pokojowymi istotami, skupiającymi się na utrzymaniu domu i zadowoleniu rodziny, a nienawiścią pałają do siebie azjatyckie lesbijki, panie prezes wielkich korporacji, polityczne działaczki, czarnoskórzy potomkowie niewolników i kosmiczne droidy o nieokreślonej płci.

Ostatnio dodane