Krótkie spięcie

DARK WEB – bracia Coen o mrocznej stronie internetu

Autor: Paweł Kuraś
opublikowano

W przestrzeni internetowej znajdują się miejsca, o których przeciętny oglądacz filmów ze śmiesznymi kotkami, a nawet co bardziej ogarnięty poszukiwacz wartościowej informacji nie ma bladego pojęcia. Właśnie w Dark Webie – miejscu dostępnym jedynie za pośrednictwem anonimowej sieci Tor – ulokowany był głośny serwis Silk Road, o którego historii opowiadał będzie film, do którego tworzenia zostali zatrudnieni bracia Coen.

Wytwórnia filmowa 20th Century Fox zaangażowała tych dwóch oscarowych twórców do prac nad scenariuszem dla produkowanego przez Chernin Entertainment filmu, wcześniej znanego w roboczych planach studia jako „Silk Road”. Projekt ten oparty jest na dwuczęściowym artykule magazynu „Wired”, pt. Rise and Fall of Silk Road autorstwa Joshuaha Bearmana i prace nad nim rozpoczęły się już w 2013, a przewodził im Dennis Lehane, autor takich powieści jak Rzeka tajemnic czy Wyspa skazańców. Prawdziwa historia (którą rozwinę za chwilę) koncentruje się na dwudziestodziewięcioletnim idealiście o nazwisku Ulbricht, który zbudował największą internetową platformę do handlu narkotykami, zwaną „Silk Road” (czyli jedwabnym szlakiem), w międzyczasie przeobrażając się w morderczego i bezwzględnego barona tego niewdzięcznego rynku. Opowieść ta z jej zwrotami akcji opisana była kiedyś przez jeden z większych magazynów technologicznych jako niewiarygodnie podobna do… filmu Fargo, czyli zdobywcy Oscara braci Coen.

To uzdolnione rodzeństwo (których ostatnim filmowym kąskiem była komedia Ave, Cezar!) wraz z wytwórnią Fox nie są jednak pierwszymi, którzy podjęli się przeniesienia na duży ekran historii internetowego Pablo Escobara. W ubiegłym roku uczynił to Alex Winters w głośnym dokumencie o tytule (a jakże) Deep Web, opowiadającym losy Rossa Ulbrichta z lektorskim komentarzem Keanu Reevesa. Dlatego w oczekiwaniu na premierę filmu fabularnego przypomnijmy sobie historię powstania i upadku narkotykowego imperium.

Kadr z filmu „Deep Web” w reżyserii Alexa Wintersa

Historia ma swój początek w 2011 roku. Ross William Ulbricht (w ciemno-internetowej społeczności znany jako Straszliwy Pirat Roberts), dwudziestosześcioletni wówczas student fizyki o anemicznej budowie ciała, na zaproszenie swojego kolegi przeniósł się z Austin w Teksasie na zachodnie wybrzeże, do San Francisco. Jego umysł od zawsze wypełniały marzenia o zmienianiu świata – choć jednocześnie przemawiała przez niego chęć dobrego zarobku na takiej zmianie. Od zawsze przeszkadzała mu ingerencja państwa w każdą niemal dziedzinę życia, co zresztą dobitnie pokazuje jego wpis z pewnego forum internetowego:

Mówimy tutaj o potężnej zmianie w strukturach władzy na świecie. Dzisiaj to zwyczajni ludzie mogą kontrolować przepływ zarówno informacji, jak i pieniędzy. Sektor po sektorze państwa są wyrzucane z tego równania, a władza powraca do jednostek.

Taka ideologia stała za powstaniem okrytego mroczną sławą Jedwabnego Szlaku – internetowej tablicy ogłoszeń, w założeniach podobnego do światowego eBaya czy rodzimego Allegro. W sklepie tym można było nabyć i sprzedać niemal wszystko: narzędzia do hackingu, przeróżne rodzaje broni, fałszywe dokumenty, pakiety danych do kart kredytowych czy ukradzione dane dostępowe skradzione z baz danych banków, jednak głównym towarem, którym obracano, były przeróżnej maści narkotyki. Jedynymi zakazanymi na tym rynku (i co ciekawsze, bezwzględnie banowanymi) „produktami” były broń masowego rażenia i oferty płatnych zabójstw.

Serwis po swoim starcie odniósł niemal natychmiastowy sukces. W dwa lata po premierze przeprowadzono na niej blisko jeden i pół miliona transakcji o wartości przekraczającej miliard dolarów. Straszliwy Pirat Roberts stał się bossem narkotykowego świata – od każdej transakcji przeprowadzonej w serwisie pobierał odpowiedni procent, który dostarczony w wirtualnej kryptowalucie Bitcoin przepuszczał przez skomplikowaną sekwencję anonimowych przelewów między różnymi kontami (zwanych w nomenklaturze portfelami). Takie wybiegi pozwoliły mu przez względnie długi czas pozostać poza rękami wymiaru sprawiedliwości.

Zrzut ekranu przedstawiający serwis Silk Road

Oczywiście nic nigdy nie trwa wiecznie. Już w końcówce 2011 roku Federalne Biuro Śledcze wraz z antynarkotykową jednostką DEA (doskonale znaną za sprawą serialu Breaking Bad) połączyły siły w walce z serwisem Ulbrichta i oczywiście samym jego twórcą. Ten jednak nie był łatwym celem do namierzenia – mnogość skomplikowanych zabezpieczeń szyfrujących i pokręconych transakcji wirtualnym pieniądzem w pewnym momencie dała służbom znak, że droga do odnalezienia właściciela mrocznego targowiska wiedzie zupełnie gdzie indziej. Przebieg wydarzeń sprawił jednał, że paranoja „Dread Pirate Robertsa”, podsycana głównie przez konkurencję, stopniowo ułatwiała pracę wymiarowi sprawiedliwości.

Po atakach hakerskich na serwis, w maju 2013 Ulbricht zaczął powoli tracić swoje idealistyczne podejście do biznesu, jaki przyszło mu prowadzić. Bo jak inaczej wytłumaczyć wiadomość o treści:

Pobijcie gościa i zmuście, aby oddał wszystko, co ukradł.

Takie zlecenie w prywatnym komunikacie Ross wysłał do jednego z użytkowników, który wcześniej zasygnalizował, że może podjąć się każdego typu zlecenia. Okrutny los miał spotkać jednego z byłych pracowników „Silk Road”, który zdaniem właściciela wyprowadzał firmowy majątek. Następnego dnia, wobec obawy, że może on pójść na policję i zdemaskować twórcę, jego ideały legły w gruzach ostatecznie:

Czy jest możliwe zmienienie mojego polecenia z pobicia na wyrok śmierci? Nigdy nie przyszło mi nikogo zabić, ale w tym wypadku nie ma innego wyjścia.

W taki sposób człowiek, który jeszcze kilkanaście tygodni temu chwalił się tym, że dzięki jego pomysłowi na anonimową sprzedaż dóbr klienci dilerów nie muszą bać się przemocy z ich strony, sam zlecił zabójstwo. Ale nie zlecił go byle komu. Po drugiej stronie w rzeczywistości stał podstawiony agent FBI, umożliwiając agencji rozpoczęcie „igrania” z narkotykowym bossem. Po przelaniu osiemdziesięciu tysięcy dolarów Ulbricht otrzymał w zamian sfabrykowane zdjęcia rzekomej ofiary.

Jestem na siebie cholernie wściekły, że musiałem go zabić. Niestety, nie wszyscy mają zasady.

Zlecenia kolejnych zabójstw pojawiały się z jego strony coraz częściej. Ross robił się coraz bardziej niebezpieczny – jego paranoja i mania prześladowcza powiększały się w zastraszającym tempie. Zastraszyło to także służby – rozpoczęli więc poszukiwanie klasycznymi metodami. Policja zaczęła przeszukiwać Internet w poszukiwaniu ludzi, którzy jako pierwsi zaczęli wspominać o serwisie – musiały to być bowiem osoby będące bardzo blisko twórców, a być może nawet sami twórcy. Nawet nie wiedzieli, jakie smakowite kąski mieli tuż pod nosami.

Ulbricht, mistrz umykania służbom, budujący skomplikowane mechanizmy zabezpieczające swoją twierdzę przed zdobyciem, zachował się tak, jakby nie znał podstawowych zasad bezpieczeństwa. Na forum poświęconym kryptowalucie Bitcoin dodał ogłoszenie o poszukiwaniu programistów znających się na mechanice działania wirtualnego pieniądza. Odpowiedzi prosił jednak przesyłać na swój prywatny e-mail – pod adres rossulbricht@gmail.com

Stąd sprawy potoczyły się szybko – znaleziono kolejne wpisy z różnych stron internetowych, które idealnie pokrywały się z tematyką serwisu – a były to głównie pytania o podpowiedź w rozwiązaniu problemu z wklejonym fragmentem skryptu wprost ze szkieletu „Silk Road”. Kulminacyjnym dowodem przemawiającym za tym, że Ross Ulbricht to Straszliwy Pirat Roberts, była paczka zaadresowana do niego, a zawierająca fałszywe dowody tożsamości. Przechwycony podczas rutynowej kontroli celnej pakunek dał służbom możliwość zatrzymania Ulbrichta i rozpoczęcia przesłuchań. Podczas ich trwania uparcie twierdził, że został w to wrobiony. Niestety – w ramach „obrony”, jak gdyby nigdy nic, zaczął opowiadać o łatwości zamawiania takich dowodów czy narkotyków za pośrednictwem Jedwabnego Szlaku.

I takim sposobem dochodzimy do końca bytowania Ulbrichta w świecie bez krat – 2 października 2013 roku, w jednej z bibliotek w San Francisco, Ross jak zwykły czytelnik udał się do działu z powieściami SF i wyciągnął laptopa. Nie zwracał niczyjej uwagi – może z wyjątkiem wszystkich pozostałych użytkowników biblioteki, będących w rzeczywistości grupą agentów federalnych, którzy w krótkim momencie obezwładnili dwudziestodziewięciolatka, kończąc tym samym planowaną od miesięcy akcję pojmania internetowego Pablo Escobara.

Pozostaje więc tylko czekać, w jaki sposób ta zawierająca jeszcze wiele wątków pobocznych i niedopowiedzianych kwestii historia człowieka, który chciał w swoim stylu zmieniać świat, zostanie przedstawiona w nadchodzącym dziele. Oby udział braci Coen w produkcji nie był tylko pustym wybiegiem marketingowym i przyniósł wymierne efekty w postaci – co tutaj dużo mówić – po prostu dobrego i nietuzinkowego filmu.

korekta: Kornelia Farynowska

Ostatnio dodane