Krótkie spięcie

Bond na sądowych deskach. MGM pozwane przez fankę

Autor: Jacek Lubiński
opublikowano

Jak niedawno ogłoszono, kolejne przygody 007 – ponownie z Danielem Craigiem na pokładzie – są już we wstępnej fazie prac. James Bond numer 25 wyląduje w kinach w 2019 roku. Czy będzie hitem na miarę Skyfall? Odpowiedzialne za jego produkcję studio MGM z pewnością tego by chciało – zwłaszcza, że do wysokich kosztów tego i innych projektów właśnie doszły im dodatkowe wydatki… procesu sądowego.

O co konkretnie chodzi? Ano o fanowskie fanaberie – niestety bynajmniej nie skierowane w stronę kiepskiego Spectre, jak podpowiada logika. Cała sprawa rozbija się o… wszystkie poprzednie odsłony brytyjskiego agenta. A dokładnie o wydany pięć lat temu (!) zestaw blu-ray o wspólnej nazwie Bond 50. Wypuszczony właśnie na pięćdziesięciolecie angielskiego szpiona box – obecny również na rynku polskim – reklamowany był bowiem hasełkiem:

Wszystkie filmy o Bondzie zebrane razem po raz pierwszy.

Teraz, wedle doniesień The Hollywood Reporter, niejaka Mary Johnson wniosła sądowy pozew przeciwko firmie MGM i współodpowiedzialnemu za dystrybucję 20th Century Fox, najwyraźniej rozczarowana tym, że w środku nie znalazła takich kamieni milowych serii, jak pochodzące z 1967 roku Casino Royale i Nigdy nie mów nigdy (1983), które przywróciło Seana Connery’ego z Bondowskiej emerytury. Co ciekawe, sąd przyznał jej częściowo rację, czego owocem trwający właśnie proces.

Takich absurdów nie da się wymyślić.

Jakkolwiek samo hasełko można uznać de facto za wprowadzające w bon… ekhm błąd (szczególnie że w języku angielskim pada w nim nie tylko słowo „wszystkie”, ale i „każdy”), to powoływanie się na wyżej wymienione tytuły zakrawa już na kuriozum. Żaden z nich nie należy wszak do oficjalnej serii, co każdy fan wiedzieć powinien. Pierwsza wersja Casino Royale to czystej maści zgrywa powstała pod szyldem Columbii (która odpowiedzialna jest również za dystrybucję jeszcze wcześniejszej, telewizyjnej wersji o tym samym tytule z 1954 roku). Zagrał z niej m.in. Woody Allen, ale nawet jego udział nie sprawia, że jest to udana parodia czy nawet komedia per se. Nigdy nie mów nigdy to z kolei swoisty remake Operacji Piorun, który nakręciła konkurencja, Warner Bros. Nawet przy odrobinie dobrej woli wydanie wszystkich tych filmów razem byłoby zatem niemożliwe już ze względu na same prawa własności (które, wskutek wcześniejszej, trwającej od lat sprawy sądowej, wróciły do MGM dopiero jakiś czas po wydaniu całości).

Rzeczone wydanie

Jednak nawet gdyby ktoś miał wątpliwości względem potencjalnej zawartości boksu, można przecież sprawdzić – czy to bezpośrednio na opakowaniu, czy też w internecie. Zatem nie ma wątpliwości co do sensu takiego pozwu? A jednak.

Po pierwsze Mary Johnson zakupiła ów „komplet” przez Amazon, który – czy tego chcemy, czy nie – znany jest z zamieszczanie niepełnych bądź wręcz mylących informacji. Fakt ten jednak nie jest zależny od MGM, bowiem jest to zakup od tak zwanej „drugiej osoby”, na który firma nie mogła mieć wpływu. Zresztą według sędziego pozwani nie zdołali do tej pory jednoznacznie odeprzeć zarzutów, a i nawet po dogłębnym zbadaniu całego boxu klient wiedziałby jedynie, które filmy zostały zamieszczone, a nie których brakuje (co generalnie na jedno wychodzi, ale co ja tam wiem).

A ponieważ takich absurdów nie da się wymyślić, teraz cała sprawa toczyła się będzie o to, czy MGM powinien zapewnić stosowną informację przy reklamie produktu oraz czy było z ich strony rozsądne zamieszczać w tejże taki a nie inny dobór słów. Rozsądek wydaje się być tutaj jednak ostatnią rzeczą braną pod uwagę, zatem wynik całej szopki może jeszcze zaskoczyć. Zwłaszcza że wspomniany sędzia, niejaki Ricardo Martinez, głównie zabawiał obie strony kolejnymi nawiązaniami do agenta Jej Królewskiej Mości, pokroju (nieprzetłumaczalnych niestety):

„At this time, the Court will Live and Let Die.”

„From the Defendant’s perspective, this claim will have to Die Another Day.”

czy w końcu

„This claim may Only Live Twice.”

Wisienką na torcie całego zamieszania jest fakt, że cała sprawa rozgrywa się w sercu amerykańskiej demokracji – Waszyngtonie. Oczywiście wszystko rozbija się tam także znacznie bardziej o biurokrację (jak ktoś ma czas i zdrowie, może poczytać sobie oficjalne dokumenty w sprawie – tylko dla oczu wszystkich), lecz jedno nie podlega wątpliwości: jeśli Johnson jakimś cudem wygrałaby swój pozew (lub jego część), to MGM może spodziewać się kolejnych roszczeń od zdesperowanych fanatyków – wszak przez te pięć lat trochę się tych wydań rozeszło. A jak wiadomo tam, gdzie dla jednych Diamenty są wieczne, tam dla innych Świat to za mało

Ostatnio dodane