Krótkie spięcie

Anthony Hopkins: „Michael Bay to geniusz na miarę Spielberga!”

Autor: Damian Halik
opublikowano

Jakoś tak to w życiu jest, że bardzo w coś wierzymy, a potem nagle przychodzi ktoś mądrzejszy, kto uświadamia nam, że przez cały czas byliśmy w błędzie… No chyba że akurat ten ktoś ma interes w mówieniu rzeczy nie będących prawdą. Tak czy inaczej – od kilku dni Michael Bay jest geniuszem, a przynajmniej w ten sposób opisał go sir Anthony Hopkins.

Jak na 52-latka z ponad dwudziestoletnim stażem w Hollywood, Michael Bay ma zaskakująco słabe portfolio. Poza całkiem zabawnym Bad Boys czy wyznaczającym nowe trendy w kinie katastroficznym Armageddonem, próżno szukać tam filmów, które nie byłyby ucieleśnieniem przerostu formy nad treścią, w dodatku w bardzo banalnym wydaniu, zobrazowanym drętwą grą aktorską. W sumie pierwsza część Transformersów też nie była najgorsza, ale może to dlatego, że tak długo czekaliśmy na długometrażową adaptację kultowej historii? Tak czy inaczej, reżyser od niemal dekady nie ma dobrej prasy. Na dodatek krytyka, którą w tym czasie zbierał, spływa po nim jak po kaczce i zupełnie nie motywuje go do nakręcenia czegoś ambitniejszego. Oczywiście nie zamierzam tu jakoś szczególnie objeżdżać jego twórczości – znam słabsze filmy – ale ciężko też bronić człowieka, który z uporem maniaka wysadza wszystko, zamiast choć raz wywalić z ekipy miernych scenarzystów i zatrudnić kogoś, kto rzeczywiście da sensowny powód do ciągłych eksplozji.

Trwająca obecnie akcja promocyjna najnowszej – miejmy nadzieję ostatniej – części sagi o wielkich, zmieniających kształty robotach, przynosi jednak ciekawe informacje. Co prawda od samego filmu zapewne nie możemy oczekiwać zbyt wiele, ale w obsadzie znalazł się między innymi sir Anthony Hopkins. Nic więc dziwnego, że laureat Oscara sprzed 25 lat jest jednym z najczęściej zagadywanych o współpracę z Bayem aktorów. I jak się okazuje – aktor bardzo ją sobie ceni! Tak bardzo, że oprócz dość standardowej w branży laurki, zwyczajowo wystawianej współpracownikom, w wywiadzie dla Yahoo pan Antoni poszedł jeszcze dalej, porównując Baya z tuzami reżyserii:

Pomyślałem sobie: „Ten facet jest naprawdę genialny”. On jest tym samym typem człowieka, co Oliver Stone, Steven Spielberg czy Martin Scorsese. Wspaniali. Erudyci. On [Bay] jest wybitny. Jego filmy są wspaniałe, stworzone przez geniusza!

W pierwszej chwili nie połączyłem faktów. Przyszło mi na myśl, że może to jakiś cyber-klon doktora Roberta Forda, któremu ktoś grzebał w kodzie. Miałem wrażenie, że to element promocji kolejnego sezonu Westworld, a za chwilę zza kulis wyjdzie „prawdziwy” Ford vel Anthony Hopkins i po prostu go wyłączy… ale nie. To nie promocja jesiennego hitu HBO, tylko Transformers: Ostatni Rycerz, piątej części sagi, do której premiery zostało nieco ponad dwa miesiące.

Gdy już odrzuciłem myśl o popsutym robocie, musiałem pogodzić się z faktem, że możliwości są trzy: pieniądze, demencja starcza bądź błąd w matrixie. O ile demencję można raczej wykluczyć, bo choć sir Hopkins skończy w tym roku 80 lat, nie wydaje się w najmniejszym choćby stopniu odchodzić od formy psychicznej, dwie pozostałe opcje zdają się równie prawdopodobne.

Wzięcie pokaźnej sumki za parę miłych słów nie byłoby w tej branży niczym nowym, jednak jakoś nie pasuje mi to do na wskroś brytyjskiego dżentelmena, natomiast uznanie dla warsztatu Baya – choć zdaje się niedorzeczne – można przynajmniej jakoś wytłumaczyć. W końcu my, zwykli śmiertelnicy, nie mieliśmy okazji zobaczyć go przy pracy. Nie wiemy, jak wielkie wizje snuje na temat swych filmów. Może rzeczywiście ostatnie produkcje kulały przede wszystkim przez scenariusze i aktorów? Nie wiemy, jak dużą wolność Bay otrzymał od producentów…

Takie pytania można mnożyć, a jedynym sposobem na ich sprawdzenie będzie prawdopodobnie kolejny film Baya. Może po odejściu z transformerskiej franczyzy reżyser w końcu zdecyduje się pokazać nam swój jakże głęboko skrywany kunszt?

Ostatnio dodane