Nicolas Cage znowu wariuje na ekranie

Autor: Grzegorz Fortuna
opublikowano

Nicolas Cage nie przestaje zadziwiać. Co najmniej od dekady ten ceniony niegdyś odtwórca jest – obok Johna Travolty – słownikowym przykładem aktorskiego upadku. W każdym kolejnym filmie jego sposób uczesania i liczba scen, w których bez powodu krzyczy na innych bohaterów, są coraz bardziej absurdalne, ale sam aktor dawno wypadł z pierwszej ligi i tuła się teraz po planach filmów, które mało kto ma ochotę oglądać. Bo czy mieliście świadomość, że tylko w tym roku Cage zagrał w aż pięciu filmach? Nie? Ja też nie, bo większość z nich albo trafia prosto na VOD i nośniki cyfrowe, albo do bardzo ograniczonej dystrybucji.

Najnowszy projekt Cage’a, Army of One (skojarzenia z tytułem piosenki najgorszego zespołu świata są, mam nadzieję, zupełnie przypadkowe), też nie wejdzie do kin, premierę będzie miał 4 listopada na VOD, ale zapowiada się jakoś ciekawiej. Spaniel nie gra w nim bowiem dzielnego detektywa ani bezwzględnego policjanta, ale lekko stukniętego faceta po pięćdziesiątce, który po spotkaniu z Bogiem postanawia, że zapoluje na Osamę bin Ladena. Jeśli dodamy do tego fakt, że Boga gra Russell Brand, a za kamerą stoi reżyser Borata, to możemy spodziewać się filmu może niezbyt mądrego, ale pozytywnie szalonego.

army-of-one-poster

Ostatnio dodane