Trailery filmów

Mniejszości łączą siły w walce z systemem – zwiastun When We Rise!

Autor: Jakub Piwoński
opublikowano

Za sprawą obecnej we współczesnym języku poprawności politycznej (która powoli staje się najbardziej wyświechtanym pojęciem współczesnego języka), tocząca się w mediach walka o prawa wszelkich marginalizowanych w życiu społecznym mniejszości przybiera coraz bardziej absurdalne kształty. I zaprawdę, trzeba być ślepym, by tego nie widzieć.

Jej świeżym wyrazem jest będący właśnie w postprodukcji miniserial ABC o wymownym tytule When We Rise. Głównymi twórcami tego filmowego manifestu są Dustin Lance Black oraz Gus Van Sant – czyli ci sami artyści, którzy w 2010 roku dali nam Obywatela Milka, wykorzystując de facto to samo podłoże tematyczne. Z kolei na ekranie zobaczyć będziemy mogli takie gwiazdy jak Guy Pearce, Mary Louise-Parker czy też powracająca z niebytu Whoopi Goldberg. I naprawdę szkoda mi ich wysiłku. Intencje może i szczytne, ale obrana forma woła o pomstę do nieba… Jeśli chcecie wiedzieć, co według tej ekipy stanie się, gdy pod wpływem wieloletniej frustracji przedstawiciele różnych mniejszości w końcu powstaną, by we wspólnej walce przeciwstawić się wrogiemu systemowi, musicie zobaczyć pierwszy zwiastun produkcji o tym opowiadającej.

Uwaga – zwiastun tyko dla ludzi o mocnych nerwach!

Choć fundamentalnym prawem człowieka jest wolność, w tym także wolność myśli i sposobu jej wyrażania, to jednak często zapominamy, że nawet to prawo ma swoje granice – granice tolerancji rzecz jasna. Ponieważ gdy pod szyldem słusznej i ważnej społecznie sprawy sztuka formułuje swoje tezy tak, by sterować przekonaniami, a przede wszystkim emocjami innych, mamy wówczas do czynienia z nieczystością intencji – innymi słowy, propagandą. A to nie jest fajne, oj, nie jest. Zwiastun When We Rise wygląda właśnie w taki sposób. Jest nachalny w swym przekazie i przede wszystkim niesprawiedliwy w ukazywaniu rzeczywistości. Daje do zrozumienia, że dzisiejsza Ameryka, a także i świat, to miejsce, w którym mniejszości na każdym kroku są zaszczuwane. A mnie trudno jest zgodzić się z takim postawieniem sprawy.

Nie twierdzę, że problem tolerancji w ogóle nie istnieje. Jednakże w przeważającej większości przypadków filmowe wątki, podejmujące problemy społecznych marginesów świata, połączone są jednym wspólnym mianownikiem – rozpaczliwym wołaniem o uwagę. Moją uwagę. W ten sposób łatwo wykorzystywać koniunkturę do stanowienia nowej słusznej prawdy, całkowicie lekceważącej fakt, iż świat nie składa się z czerni i bieli, a z odcieni szarości. Daję sobie rękę uciąć, że jeżeli pierwsze recenzje When We Rise będą wysoce nieprzychylne, krytycy zostaną oskarżeni o rasizm. A jeśli tak, to pozostaje mi zadać pytanie – na jakim świecie my żyjemy?

Z nostalgią wspominam takie filmy jak Filadelfia. Filmy, które nie musiały wywoływać burzy w szklance wody, nie musiały też epatować sztuczną podniosłością. Nie musiały uciekać się do jakichkolwiek specjalnych środków wyrazu, by móc głęboko wzruszyć mnie losem „tego obcego”, wiecznie odrzucanego i nierozumianego.

Ostatnio dodane