Trailery filmów

Dallas Buyers Club – pierwszy zwiastun

Autor: Rafał Oświeciński
opublikowano

I oto przed Wami kolejny z serii tytułów, które obowiązkowo zachwycą w tym roku Akademię, co przełoży się na wiele nominacji i z pewnością kilka Oscarów. „Dallas Buyers Club” dumnie pręży pierś i wraz z „The Butler” idzie ramię w ramię po pozłacanych rycerzyków. Do tej dwójki co rusz dorzucane są kolejne tytuły („Foxcatcher” z przemienionym Stevem Carrelem, „Saving Mr Banks” o Walcie Disneyu, „12 Years a Slave” o niewolnictwie), których premiera dopiero przed nami. Co z obiecanek-cacanek wyjdzie i gdzie jest miejsce „Dallas Buyers Club”?

Dramat o homofobicznym kowboju chorym na AIDS nawracającym się na dobrą stronę mocy? Do tego w oparciu o prawdziwą historię? Z poświęconymi dla swych ról z odchudzonym niebezpiecznie Matthew McConaugheyem i przebranym w kobiece ciuszki Jaredem Leto, który już wywołuje piski wśród nastolatek z 30 Seconds To Mars na uszach? Reżyseruje Kanadyjczyk, Jean-Marc Vallee, pan od ambitniejszego kina (Cafe de Flore, CRAZY), dla którego to wejście do głębszej rzeki  wypełnionej znanymi aktorami i oczekiwaniami co do jakości popełnionego dzieła.

Już pierwsze zdjęcia z planu podpowiadały, że McConaughey celuje w najważniejszą nagrodę przemysłu filmowego – nic tak przecież nie zmiękcza Akademików jak widoczne gołym okiem poświęcenie dla roli, choroba, wielka historia w tle. Ten skądinąd bardzo dobry aktor ma znakomity okres w zawodowym życiu – od kilku lat dobiera sobie świetne projekty, w których pokazuje się od jak najlepszej strony, trzymając się kurczowo raczej kina niezależnego. „The Lincoln Lawyer”, „Mud”, „The Paperboy”, „Killer Joe”, „Bernie”, „Magic Mike” były filmami, w których McConaughey był typowym McConaugheyem, czyli twardym, lecz uroczym człowiekiem Południa. To że wciąż gra na podobnej nucie nie umniejsza jakości ról, wszak Gibson, Pacino czy Cruise też jadą na tym samym biegu od lat, ale jest to jazda charakterystyczna, jedyna w swoim rodzaju, doskonała taka, jaka jest. Podobną ścieżkę obrał zdaje się Matthew, a charakteryzacja tylko mu pomaga. Szczęścia więc życzyć mu wypada, tym bardziej, że facet pojawi się za chwilę na drugim planie „The Wolf of Wall Street” Scorsese, a za chwilę w głównej roli w „Interstellar” od Nolana oraz serialu „True detective” od HBO. Rośnie nam gwiazda pierwszego formatu.

Wracając jednak „Dallas Buyers Club”. Mimo moich utyskiwań i czytelnych aspiracji twórców to może być niezły film, o ile nie pójdzie we łzawe, sentymentalne rejony zarezerwowane dla „Filadelfii” i innych tego typu wzruszających dramacików. Ma szansę być czymś na kształt „Człowieka z blizną”, choć zdaje się, że… w tym momencie przesadziłem z życzeniowym myśleniem. Zapowiada się dość przewidywalnie. Zresztą, sami zobaczcie.

 

Ostatnio dodane