Trailery filmów

300: Rise of the Empire – pierwszy zwiastun

Autor: Rafał Oświeciński
opublikowano

Po sukcesie „300” Zacka Snydera kontynuacja testosteronowej sieczki była do przewidzenia.

Miłośnicy siłowni, pchnięć włócznią, cięć miecza, uderzeń młotem, krzyku, krwi i starożytnej historii mogą mieć powód do zadowolenia – już w marcu przyszłego roku do kin zawita „Rise of the Empire”, jednocześnie sequel i prequel opowieści o bitwie pod Termopilami. Tym razem fabuła zostanie poprowadzono dwutorowo – głównymi bohaterami będą bowiem Temistokles z Artemizją oraz  znany z „300” Xerxes, czyli modny pan w złotych łańcuszkach. Tłem będzie bitwa pod Artemizjonem. Morska bitwa, dodajmy, więc z racji tak rzadko widzianej atrakcji film z pewnością będzie odpowiednio efektowny, co zresztą pokazuje całkiem udany trailer. Nie jest to co prawda klasa trailera filmu Zacka Snydera, po którym wszyscy wywiesili języki na brody, ale zwiastun daje radę, wyraźnie bawi się efekciarstwem w równie widowiskowy sposób.

Snyder jest tylko producentem, a za kamera postawiono Noama Murro, mającego na koncie raptem jeden film i to do tego komedię romantyczną („Smart people”). W rolach głównych nikt, kto pojawił się w wielu tych, którzy pojawili się w „300”. Zamiast niezwykłego w roli Leonidasa Gerarda Butlera – zupełnie niewyraźny Sullivan Stapleton, kolejny australijski narybek w Hollywood. Obok niego dwie piękne kobiety: Lena Headey i Eva Green. Na drugim planie błąka się David Wenham w roli Diliosa i jest to chyba jedyny obsadowy łącznik z filmem Snydera.

Czy warto czekać? No cóż, wartość „300” czy choćby „Sin City” polegała na wyjątkowości formy przede wszystkim, która zaskoczyła chyba wszystkich, a już na pewno miłośników komiksów Franka Millera (do których, jako umiarkowany fan komiksów w ogóle, się zaliczam). Czy wejście drugi raz do tej samej rzeki zafascynuje równie mocno? Mam co do tego duże obawy, tym bardziej, że pod względem fabuły na nic wybitnego nie mamy co liczyć.

 

 

Ostatnio dodane