Szklana pułapka: jak miała pierwotnie wyglądać? | FILM.ORG.PL

Szklana pułapka: jak miała pierwotnie wyglądać?








REDAKCJA
17.06.2016


Dla wielu z nas – ukochany film sensacyjny z lat osiemdziesiątych i w topie wszech czasów. Dla Bruce’a Willisa wielki przełom w karierze. Dla nieodżałowanego Alana Rickmana okazja na wcielenie się w rolę niesamowicie charyzmatycznego czarnego charakteru.

A przecież mało brakowało, żeby Szklana pułapka miała zupełnie inną formę aniżeli ta, którą znamy.

Z niedawno wypuszczonego na Kindle’a Die Hard: The Oral History dowiadujemy się, że gdyby nie brzemienny w skutkach wypadek, historia potoczyłaby się odmiennym torem. Pierwotnie film miał być dużo wierniejszą adaptacją powieści Rodericka Thorpa Nothing Lasts Forever z 1979 roku, sequela The Detective, zaadaptowanego na duży ekran w 1968 roku z Frankiem Sinatrą w roli zgorzkniałego policjanta Joego Lelanda. Fabuła miała koncentrować się na skomplikowanej relacji 65-letniego asa sił porządku i jego córki, która zaprasza ojca na przyjęcie gwiazdkowe w wieżowcu w nadziei na naprawę stosunków między nimi – ostatecznie staje się jednak zakładniczką terrorystów, a wszystko zmierza do gorzkiego i mrocznego finału.

die hard

I tak by pozostało, gdyby scenarzysta Jeb Stuart nie wdał się w kłótnię z żoną. Wzburzony i wściekły, wsiadł za kierownicę i ruszył w drogę, by uspokoić nerwy, aż niespodziewanie z paki samochodu przed nim wprost na maskę spadła turystyczna zamrażarka. Nie na tyle pokaźna, by wyrządzić poważną szkodę, ale wystarczająco ciężka, by wywołać szok.

W rezultacie Stuart zmienił całą koncepcję, nadając głównemu bohaterowi więcej własnych rysów – zamiast podstarzałego detektywa pojawia się zatem trzydziestolatek, który pragnie naprawić układy z własną żoną i dostaje na to szansę. Joe Leland przeobraził się w Johna McClane’a, a miejsce Sinatry (który zresztą i tak nie był specjalnie chętny do występu przed kamerą) zajął Bruce Willis. Zmianie uległ również tytuł. Die Hard pojawiło się w miejsce Nothing Lasts Forever, chociaż pierwotnie taki tytuł nosił inny rozwijany wówczas scenariusz autorstwa Shane’a Blacka. Film wedle tegoż scenariusza został zresztą zrealizowany – dzisiaj znamy go jako Ostatniego skauta. Też z Willisem, rzecz jasna.

A wszystko dzięki zamrażarce, która okrutnie przeraziła zdenerwowanego scenarzystę. I jak tu nie wierzyć w przeznaczenie?







  • SilverAG

    That’s it? Liczyłem na analizę klatka po klatce, a tu d.pa… Nie kończyłem jakiegoś literaturoznawstwa czy czegoś takiego, ale czytałem Szklaną Pułapkę (czyli Nothing Lasts Forever) i opowiadanie to to nie jest. Swoją drogą to całkiem sporo bohaterów trafiło do filmu. I, na szczęście, z kilku zrezygnowano. Np. z kobiet-terrorystów. Majstersztyk i tyle.

    • Karolina Chymkowska

      Racja z tym opowiadaniem, bezsensowny błąd. Ale już poprawiony:)

      • SilverAG

        Zaraz błąd – omyłka pisarska :-) Z tego, co się orientuję to anglojęzyczna literatura ma przedziwne klasyfikacje, nie zawsze odpowiadające temu, co jest u nas. Nasza nowela a ich novella to całkiem inne „bajki”.

  • Corso

    Kurczę, a ja gdzieś czytałem, chyba na Wikipedii, że pierwotnie to miał być sequel Commando, który dzieje się w wieżowcu, a potem dopiero przerobili na Szklaną z Willisem… Ale, że na Wiki był taki babol…?

    • Karolina Chymkowska

      To była dosyć popularna internetowa plotka, której Steven de Souza – współscenarzysta Die Hard i scenarzysta Commando – oficjalnie zaprzeczył.

  • Gieferg

    Bida z nędzą. Właściwie cała odpowiedź na zawarte w tytule pytanie to: „Pierwotnie film miał być dużo wierniejszą adaptacją powieści Rodericka Thorpa Nothing Lasts Forever z 1979 roku, sequela The Detective,
    zaadaptowanego na duży ekran w 1968 roku z Frankiem Sinatrą w roli
    zgorzkniałego policjanta Joego Lelanda. Fabuła miała koncentrować się na
    skomplikowanej relacji 65-letniego asa sił porządku i jego córki, która
    zaprasza ojca na przyjęcie gwiazdkowe w wieżowcu w nadziei na naprawę
    stosunków między nimi – ostatecznie staje się jednak zakładniczką
    terrorystów, a wszystko zmierza do gorzkiego i mrocznego finału.” —- srsly? Nic więcej nie wiadomo? To po co w ogóle ten artykuł?

    • Karolina Chymkowska

      Bo to nie jest artykuł, tylko informacja/ciekawostka.

  • apolinary

    Czytałem pierwowzór, słaby bardzo. Najciekawsze było tłumaczenie. Bezpośrednio z książki pochodzi powiedzonko „yippee-kay-ey motherfucker”, z tym, że w oryginale było to „Geronimo, motherfucker”, co tłumacz przetłumaczył na (dosłownie): „Geronimo, pierdolący własną matkę”:-)

    • SilverAG

      Nie powiedziałbym, że pierwowzór książkowy jest słaby, a już tym bardziej bardzo. Wręcz przeciwnie – jest na swój sposób solidnie. Nie jest to Sienkiewicz czy King w sumie. Co do „bezpośredniości” pochodzenia powiedzonka z książki – tu się z przedmówcą nie zgodzę. Owszem, tłumaczenie takie, jak wyżej wskazane (i de facto poprawne), ale okoliczności użycia w filmie i książce – zupełnie inne. Swoją drogą – w pierwszym Die Hard to zawołanie w zasadzie niczemu nie służyło – Willis wypowiada to do krótkofalówki, po czym… otwiera drzwi i wychodzi. Dopiero w drugiej części użył tego, że się tak wyrażę, z jajami.

      • apolinary

        No dobrze, jest słaby w porówananiu do filmu. Co do odzywki – wypowiada ją Leland jak zrzuca jakieś ciało w szybie windy, z tego co pamiętam. W filmie rzuca ją Maclean w sumie po to żeby zakpić z Hansa. Więc owszem, okoliczności są różne, ale nie da się zaprzeczyć, że sama odzywka pochodzi z książki.






Przeczytaj jeszcze



Poprzedni tekst

Lepiej być nie może

Następny tekst

Od szeptu w krzyk – NIE OGLĄDAJ SIĘ TERAZ (1973)



OSTATNIE KOMENTARZE NA STRONIE