Czy Quentin Tarantino wróci z emerytury?

Autor: REDAKCJA
opublikowano

Quentin Tarantino ma zwyczaj regularnie denerwować swoich fanów powtarzaniem zapowiedzi, że po dziesiątym wyreżyserowanym przez siebie filmie odejdzie na emeryturę, poświęcając się krytyce filmowej i pisaniu książek. W jego osobistej opinii bowiem reżyser rzadko kiedy utrzymuje wysoką formę wraz z upływem lat i po prostu trzeba wiedzieć, kiedy ze sceny zejść, zanim cię z niej zepchną.

Niemniej niepokorne dziecię Hollywood odstąpiło ostatnio od jednej ze swoich żelaznych zasad. Zazwyczaj Tarantino po wypuszczeniu nowego projektu milknie i znika z radaru, unikając dziennikarzy i publicznych wystąpień. Niespodziewanie jednak pojawił się w miniony piątek jako honorowy gość na festiwalu filmowym w Jerozolimie, dzieląc się refleksjami z publicznością zgromadzoną w Jerusalem Cinematheque. Z entuzjazmem opowiadał o swoim podejściu do pracy i dotychczasowych dokonaniach.

quentin

Quentin porównał swoją filozofię reżyserską do postawy trzynastolatka, który wyobraża sobie, że pisze właśnie scenariusz do odcinka ukochanego telewizyjnego serialu.

„Dzieciaka nie interesują ramy i reguły. Po prostu chce nakręcić najlepszy odcinek Star Treka, jaki kiedykolwiek powstał. Ja działam podobnie. Robię wszystko po swojemu” – mówił. Czy ktoś czuje się zaskoczony?

Reżyser rozmawiał ze zgromadzonymi przed projekcją Pulp Fiction na taśmie 35 mm ze swojego prywatnego archiwum. Odebrał też nagrodę za całokształt twórczości od organizatorów festiwalu.

Swoich aktorów, jak mówi, traktuje z szacunkiem. Nie poniewiera nimi, nie ubliża, nawiązuje z nimi nić porozumienia. Swoje wskazówki co do roli przekazuje w prywatnej rozmowie w cztery oczy. Nie toleruje tylko jednego – nieznajomości tekstu. Uważa to za katastrofalny brak szacunku i potrafi wywalić delikwenta z planu bez odwołania, ponieważ „lubi swoich aktorów, ale kocha swoje postacie”.

Najwięcej satysfakcji daje mu obserwowanie, jak aktor praktycznie przeobraża się w postać, którą odgrywa. Taki poziom zaangażowania osiągnął Christoph Waltz jako Hans Landa w Bękartach wojny.

quentin-tarantino-nir-barkat

„To najlepszy bohater, jakiego dotąd stworzyłem i być może najlepszy, jakiego stworzę kiedykolwiek. To też chyba jeden z nielicznych nazistów w dziejach, który płynnie posługuje się jidysz”.

Mało brakowało, a Bękarty nie powstałyby w ogóle. Tarantino był o włos od zarzucenia projektu, ponieważ nie mógł znaleźć właściwego odtwórcy roli Landy.

„Dałem sobie jeszcze tydzień zapasu… i wtedy zjawił się Waltz. Był fantastyczny. To on zwrócił nam ten film”.

Na koniec Tarantino potwierdził swój plan emerytalny. To oznacza, że możemy liczyć na jeszcze dwa filmy spod jego ręki (Kill Billa traktuje jako całość). Czy jednak odrobinę nie kokietuje? Być może tak, ponieważ skorzystał z okazji i otworzył sobie furtkę:

„Planuję skończyć karierę na dziesięciu filmach, ale kto wie, może w wieku 75 lat zdecyduję, że mam jeszcze jedną historię do opowiedzenia”.

Co jednak zrobi Quentin, jeżeli wena zacznie go nachodzić jeszcze przed późną starością…?

Ostatnio dodane