64. Berlinale - podsumowanie festiwalu | FILM.ORG.PL

64. Berlinale – podsumowanie festiwalu








Filip Jalowski
18.02.2014


berlinale-logo

W niedzielę zakończył się 64. Międzynarodowy Festiwal Filmowy w Berlinie, zwany potocznie Berlinale. Werdykt jury okazał się być nie tyle kontrowersyjny, co zadziwiający. Mimo silnej konkurencji ze strony twórców amerykańskich najważniejszą nagrodę festiwalu, Złotego Niedźwiedzia, zdobył chiński kryminał Black Coal, Thin Ice w reżyserii Yinana Diao. Zwycięzca dzieli krytykę. Jedni widzą w nim jedynie solidne kino gatunkowe, inni dopatrują się inteligentnej gry z widzem oraz klasyką stylistyki noir. Na wyrobienie własnego zdania przyjdzie nam jeszcze trochę poczekać.

zloty-niedzwiedz

Srebrny Niedźwiedź, czyli druga co do ważności nagroda Berlinale, przypadła w udziale Wesowi Andersonowi i jego Grand Budapest Hotel, który przez wielu typowany był na faworyta imprezy. Z podobnej pozycji startował zresztą jego rodak, Richard Linklater. Realizowane na przestrzeni dwunastu lat Boyhood zachwyciło niemiecką publiczność i przyniosło autorowi nagrodę dla najlepszego reżysera festiwalu.

linklater-niedziwedz

Srebrne Niedźwiedzie w kategoriach aktorskich, podobnie jak ten złoty, powędrowały na wschód. Najlepszą aktorką festiwalu została Haru Kuroki za rolę w japońskim The Little House. Za najlepszą rolę męską uznano detektywistyczną kreację Liao Fana ze zwycięskiego Black Coal, Thin Ice.

aktorka-niedzwiedz

Pozostałe nagrody to Srebrne Niedźwiedzie za najlepszy scenariusz (Anna Brüggemann i Dietrich Brüggemann za Drogę krzyżową) oraz wybitne osiągnięcia artystyczne (Zeng Jian za zdjęcia do filmu Blind Massage). Nagrodę specjalną im. Alfreda Bauera (pierwszy dyrektor Berlinale), przyznawaną za poszerzanie horyzontów sztuki filmowej, otrzymał natomiast 94-letni Alain Resnais. Zdaje się jednak, że jest to nagroda dla nazwiska, a nie filmu, ponieważ jego Life of Riley zebrało raczej negatywne recenzje.

resnais-prize

Festiwale to jednak nie tylko nagrody, to przede wszystkim filmy. Poniżej przedstawiam zatem subiektywny wybór tytułów, które pojawiły się w Berlinie i wyglądają na tyle interesująco, że warto na nie czekać.

Boyhood (Richard Linklater)

Linklater to obecnie nie tylko amerykańska, ale i światowa czołówka, a Boyhood porusza tematykę, w której autor czuje się najlepiej. Tematem filmu jest upływ czasu i dorastanie na tle amerykańskiej rzeczywistości kulturowej. Wystarczy przypomnieć takie tytuły jak Dazed and Confused, SubUrbia, Slacker czy też trylogię Celine i Jessego, aby zacząć czuć ekscytację.

boyhood

Wyjątkowość Boyhood polega na tym, że film realizowano aż dwanaście lat. Linklater z cierpliwością czekał na to, aby jego bohaterowie dorastali razem z opowiadaną historią. W rolach głównych Ethan Hawke, Patricia Arquette, Ellar Coltrane i córka reżysera, Lorelei Linklater. Krytyka jest zachwycona i nazywa Linklatera największym przegranym festiwalu.

Grand Budapest Hotel (Wes Anderson)

Srebrny Niedźwiedź jedynie podsyca oczekiwania, które są wygórowane od ujrzenia pierwszych materiałów promocyjnych najnowszego filmu Wesa Andersona. Znów będzie ekscentrycznie i kolorowo. Tym razem również gwiazdorsko, ponieważ na planie Grand Budapest Hotel aż roi się od nazwisk z pierwszych stron gazet.

grand-budapest

Film Andersona jest ponoć misternie skonstruowaną opowieścią szkatułkową, która na najbardziej podstawowym poziomie analizy może być rozpatrywana jako kryminał z elementami komediowymi. Niemniej, ci, którzy mieli już z Andersonem do czynienia wiedzą, że za ekscentrycznymi grymasami jego bohaterów zawsze kryje się coś więcej. W przypadku Grand Budapest Hotel będzie to zapewne tło historyczne (okres międzywojnia i stworzenie zupełnie nowego państwa będzie zapewne okazją do wyciągnięcia refleksji na temat świata zniszczonego przez II wojnę światową).

The Monuments Men (George Clooney)

Kolejna reżyserska pozycja w filmografii George’a Clooneya pojawi się na ekranach polskich kin już za niecałe dwa tygodnie. Mimo umiarkowanie entuzjastycznych recenzji ciężko nie czekać z wypiekami na twarzy, bo zarówno obsada, jak i tematyka pozwalają wierzyć w to, że Obrońcy skarbów będą dobrze zrealizowaną filmową przygodą.

monuments-men

Głównym problemem filmu jest ponoć przesadny patos. W trakcie berlińskiej konferencji Clooney przyznał, że po krytycznych w stosunku do rzeczywistości amerykańskiej Idach marcowych, chciał nakręcić film gloryfikujący dokonania kultury, w obrębie której się wychował. Ciężko stwierdzić czy takie wypowiedzi to fakt, czy mechanizm obronny. Zważywszy na to, że na tej samej konferencji Clooney pomylił Partenon z Panteonem może być różnie.

Black Coal, Thin Ice (Yinan Diao)

Zwycięzca musiał znaleźć się w gronie filmów, na które należy zwrócić uwagę. Jednak, za Black Coal, Thin Ice nie przemawia jedynie błysk Złotego Niedźwiedzia. Historia „upadłego” funkcjonariusza policji, który na własną rękę podejmuje śledztwo w sprawie tajemniczych morderstw prezentuje się naprawdę ciekawie. Mamy w niej wszystkie klasyczne elementy dobrego filmu noir – od wspominanego gliny z przeszłością, na tajemniczej i śmiertelnie niebezpiecznej femme fatale kończąc. Yinan Diao nie składa jednak ponoć bezrefleksyjnego hołdu gatunkowi, ale bawi się dobrze znaną stylistyką w sposób tak umiejętny, że wynik jego reżyserskich zabiegów może wprawić w osłupienie nawet największego znawcę gatunku.

black-coal

Two Men in Town (Rachid Bouchareb)

Forest Whitaker wciela się w rolę więźnia, który zostaje zwolniony z zakładu karnego i musi zmierzyć się z demonami przeszłości. Tłem starcia stają się pustynne krajobrazy Nowego Meksyku. Jednym z jego głównych przeciwników okazuje się być konserwatywny szeryf (w tej roli Harvey Keitel), który pamięta o przewinieniach byłego osadzonego i nie zamierza tak łatwo puścić ich w niepamięć. Film charakteryzuje się ponoć nieśpieszną narracją, przytłaczającym klimatem amerykańskiego południa i gorzkimi refleksjami na temat współczesnej Ameryki. Są dwa wyjścia – albo będzie zbyt banalnie i „festiwalowo” (w złym tego słowa znaczeniu), albo mądrze i hipnotyzująco. Czas pokaże, krytyka podzielona.

two-man

Obietnica (Anna Kazejak)

Najnowszy film Anny Kazejak, znanej między innymi z nieźle przyjętych Skrzydlatych świń oraz bardzo dobrej (choć nieco fatalistycznej) Ody do radości, jest ponoć dramatem o trudach dorastania. Wydarzeniem, wokół którego koncentruje się akcja filmu jest kryzys w związku dwójki młodych ludzi dopiero rozpoczynających dorosłe życie. W tle problemy z komunikacją, zacieranie się rzeczywistych relacji na rzecz tych wirtualnych, problemy rodzinne i pierwsze, niełatwe decyzje. W przypadku wielu polskich reżyserów od razu machnąłbym ręką, na kino Kazejak nadal patrzę jednak z zaciekawieniem.

obietnica-kazejak

What We Do in the Shadows (Jemaine Clement, Taika Waititi)

Oba pełnometrażowe filmy Waititiego pokazywane były w Polsce. Pierwszy z nich, Orzeł kontra rekin, to doskonała zgrywa z komedii romantycznej, drugi, Boy, niecodzienna i przezabawna opowieść o dorastaniu. Chociażby dlatego czekam na What We Do in The Shadows, które ma być komedią poruszającą się po świecie horroru.

what-we-shadows

Głównymi bohaterami opowieści będą leciwe wampiry, które w konwencji mockumentary (!) będą opowiadać o trudach życia w miasteczku Wellington. W rozkładzie jazdy między innymi wizyty w nocnych klubach, polowania na młode dziewice oraz pyskówki z wilkołakami. Zapowiada się świetnie.

In Order of Disappearance (Hans Petter Moland)

Stellan Skarsgård w roli mężczyzny, który nie wierzy w przypadkową śmierć swojego syna (oficjalna wersja zgonu to przedawkowanie heroiny) i Bruno Ganz jako szef serbskiej mafii. To zdanie wystarczy do tego, aby nabrać ochoty na skandynawską czarną komedię toczącą się w gangsterskim światku przykrytego śniegiem półwyspu. Mi nie potrzeba nic więcej.

in-order

Life of Riley (Alain Resnais)

Mimo nagrody za poszerzanie horyzontów języka filmowego krytyka jednogłośnie orzekła, że nowy film Resnaisa jest niewypałem, oznaką twórczego wypalenia. Nazwisko Francuza nadal jednak elektryzuje, przywodzi na myśl jego największe dzieła – Hiroszima, moja miłość czy też Zeszłego roku w Marienbadzie. Life of Riley z pewnością będzie zawodem, może nawet (tak jak twierdzą festiwalowi recenzenci) mało wciągającym teatrem telewizji. Nie zmienia to jednak faktu, że gdy tylko będę miał okazję dam Resnaisowi szansę.

riley-resnais

Beauty and the Beast (Christophe Gans)

Kolejna wersja słynnej baśni o Pięknej i Bestii. Tym razem w rolę kobiety uwięzionej w posępnym, ale i pięknym zamczysku wciela się Léa Seydoux. Bestią staje się Vincent Cassel.

piekna-bestia

Aby znaleźć powód do obejrzenia filmu wystarczy spojrzeć na charakteryzację Seydoux, która faktycznie wygląda pięknie. Zresztą, wydaje się, że cały film będzie wizualnym majstersztykiem (od scenografii, przez kostiumy na zdjęciach Christophe Beaucarne’a kończąc). Krytyka jest raczej podzielona, ale Christophe Gans ma u mnie kredyt zaufania za Braterstwo wilków oraz Silent Hill, dlatego czekam i trzymam kciuki.

The Better Angels (A.J. Edwards)

Czarno-biała opowieść o trzech latach z życia Abrahama Lincolna. Film nie skupia się jednak na Lincolnie-prezydencie Stanów Zjednoczonych, ale na Lincolnie-dziecku. Edwards przedstawia ciężkie początki życia amerykańskiego przywódcy robiąc to ponoć bez sztandarowego patosu, bardzo wrażliwie i z dużą świadomością artystyczną. Zdjęcia wyglądają świetnie, każde z nich nadaje się do oprawienia w ramkę i powieszenia na ścianę. Liczę, że będzie nie tylko ładnie, ale i inteligentnie. W jednej z głównych ról Diane Kruger.

lincoln

Journey to the West (Tsai Ming-liang)

Tsai Ming-liang albo się kocha, albo nie nawidzi. Nie możemy spodziewać się niczego innego, jak kolejnej cichej, powolnej kontemplacji okraszonej nieprzeciętnej urody zdjęciami. W tle zapewne znów znajdzie się filozoficzna refleksja nad życiem, przemijaniem, rolą człowieka w świecie. Ja czekam, choć jest to prawdopodobnie najbardziej subiektywna pozycja na tej liście.

journey-tsai







  • tomashec

    Boyhood, wampirze mockumentary (!!!!), Stellan i zwycięzca. Zanotowałem, postanawiam obejrzeć.

  • krysiron

    Szkoda, że nie było codziennych relacji, ale dobre i takie podsumowanie :) I nie tylko autor tekstu czeka na nowego Tsaia :)






Przeczytaj jeszcze



Poprzedni tekst

Eraserhead - zwiastun

Następny tekst

LEMMY. 49% motherfucker & 51% son of a bitch



OSTATNIE KOMENTARZE NA STRONIE