3. Festiwal Aktorstwa Filmowego im. Tadeusza Szymkowa – DZIEŃ 3. | FILM.ORG.PL

3. Festiwal Aktorstwa Filmowego im. Tadeusza Szymkowa – DZIEŃ 3.








11.11.2014


Autorką zdjęć jest Ewelina Bartkowska.

Poranek trzeciego dnia wrocławskiego święta kina uświetniło spotkanie z Katarzyną Figurą. Aktorka pojawiła się na Festiwalu Aktorstwa Filmowego w charakterze przewodniczącej jury, które wybierać będzie konkursowych zwycięzców. Pierwszą z poruszonych kwestii było postrzeganie aktora przez widzów. Widzenie odtwórców popularnych ról jako osób budujących własne ego to obraz zniekształcony, krzywdzący. W rzeczywistości chodzi (a przynajmniej powinno zdaniem aktorki) o odnajdywanie siebie samego w wykonywanej pracy, swoiste poczucie misji.

„Cały czas budowałam coraz większą świadomość jako artystki i jako aktorki”.

IMG_3645

W kontekście pracy nad poznawaniem psychologii tworzonej postaci szeroko zostało skomentowane sięganie do własnych przeżyć, wydarzeń z przeszłości związanych z rodziną, kwestii osobistych, wręcz intymnych. Tym zawód aktora przede wszystkim różni się od innych, że aktorzy zajmują się pokazywaniem emocji i przeżyć często niedostępnych innym ludziom. Jest to też sprawa proporcji – ilu normalnych, zdrowych ludzi płacze każdego dnia w ramach swojej pracy? Zawód aktora takich zabiegów wymaga. Przy czym ważne jest rozgraniczenie między aktorem rzeczywistym, a celebrytą. Sama Figura wyjaśniła, że o ile celebryci właśnie są osobami, które (z definicji) ograniczają się do bazowaniu na samym fakcie bycia popularnym i rozpoznawalnym, co nie wymaga mozolnej pracy. Aktorzy wykazywać muszą emocjonalną gotowość do przepuszczania przez siebie tłumionych na co dzień emocji (co w rozmowie nazwane zostało wewnętrznym rozedrganiem). Na temat autentyczności ukazywanych w filmie emocji mówi jasno:

„Nie można okłamać milionów ludzi”. Jest to czasami szalenie wymagające. I choć Figura postrzega siebie (zresztą bardzo słusznie) jako odważną i doświadczoną aktorkę ze świadomością swoich predyspozycji, do dziś trafia na role, których się nie podejmuje. Tłumaczy to wewnętrznym oporem przed stworzeniem kreacji, która może przerosnąć ją emocjonalnie.

IMG_3648

 Będąc jedną z jurorek – ba, nawet przewodniczącą – zapytana o odbiór konkursowych filmów powiada, że jako jurorka oceniać musi na poziomie profesjonalnym, lecz czasami odbiera filmy bardzo emocjonalnie. Mówiąc o emocjach i ich autentyczności, padł przykład z desek teatru: grając jedną rolę przez kilkadziesiąt dni, pojawienie się łez to kwestia aktora i tego, czy jego wrażliwość w danym momencie tego wymaga. To nie może być, zdaniem Katarzyny Figury, tak po prostu udawane. Ważny jest w tym wszystkim rozwój osobisty. Przy omawianiu tego typu kwestii padły dwa nazwiska, tak bardzo znane i cenione przez naszą jurorkę – Julia Roberts i Meryl Streep. Obie aktorki Figura uważa za jedne z najzdolniejszych (wspominając jedynie, że obie panie poznała osobiście). Wracając na polskie podwórko – przyznała, że nie lubi seriali polskich. Nie lubi ich szybkiej produkcji i braku głębi. Przyznaje, że jest to „finansowo interesująca” opcja, jednak woli nie grywać w serialach. Wyraziła ubolewanie nad aktorami, którzy utknęli w serialowej roli i nawet w razie perspektywy tzw. roli życia może po prostu jej nie podołać.

Na zakończenie swojego spotkania z widzami Katarzyna Figura podkreśliła najistotniejsze jej zdaniem cechy dobrego aktora – wiarygodność i oddanie złożoności ludzkiej natury, ponieważ „nie ma ludzi tylko białych lub tylko czarnych.”

Jan Dąbrowski

IMG_3664

IMG_3668

IMG_3706

Gdy zasiedliśmy do seansu Bogów Łukasza Palkowskiego, dobiegła nas rozczarowująca wiadomość: ani Tomasz Kot – zdecydowany faworyt konkursu, ani fenomenalny u jego boku Piotr Głowacki nie będą mogli pojawić się na sali. Zapowiedziano natomiast innego gościa – Rafała Zawieruchę, który w filmie Palkowskiego wcielił się w rolę Romualda Cichonia – jednego z zabrzańskich współpracowników Religi.

Po świetnym seansie aktor opowiedział widzom o przygotowaniach do swojej roli, które w dużej mierze polegały na obserwacji lekarskiego środowiska, w które wprowadził go nie kto inny, jak prof. Romuald Cichoń. Lekarz zabierał go na szpitalne obchody i operacje na sercu (którego jednak aktor nie miał okazji trzymać w rękach). Nie ciążyła na nim presja podobna do tej, którą musiał odczuwać Tomasz Kot, przygotowując się do roli Zbigniewa Religi. W przypadku Kota każdy gest, każde spojrzenie podlegały weryfikacji, zarówno widzów, jak i ludzi z otoczenia profesora – czy to aby na pewno jest ten sam gest i to samo spojrzenie? Z bardziej anonimowym Cichoniem było, rzecz jasna, łatwiej. Oprócz niego przez plan zdjęciowy Palkowskiego przewinęło się mnóstwo osób, które miały do czynienia z docentem Religą – między innymi Marian Zembala i Andrzej Bochenek (grani przez Piotra Głowackiego i Szymona Piotra Warszawskiego), których wymienia Zawierucha i zaznacza, że Tomasz Kot prawdopodobnie miałby więcej do powiedzenia w tym temacie, gdyż poznał osobiście ich wszystkich. „Prof. Cichoń kiedyś powiedział mi podczas obchodu, że wtedy umierał im co trzeci pacjent” – wyznaje Rafał Zawierucha. – „Dla mnie cały ten zespół to byli prawdziwi kamikadze polskiej kardiochirurgii”.

 IMG_3675

IMG_3680

IMG_3686

IMG_3705

Po seansie Jacka Stronga, zaplanowanego na godzinę 19.00, przywitaliśmy na sali odtwórcę tytułowej roli – Marcina Dorocińskiego, który opowiedział publiczności o kulisach pracy z Władysławem Pasikowskim, roli pułkownika Kuklińskiego oraz odpowiedział na pytania festiwalowiczów.

„Dręcząca musiała być myśl, że każdy ma swoje oczekiwania wobec filmowego wizerunku Ryszarda Kuklińskiego. Dylemat – jak to zagrać, żeby nie oceniać?” – zaczyna rozmowę Michał Chaciński. Aktor przyznaje, że jego wiedza na ten temat nie była zbyt obszerna, gdy zasiadał do czytania scenariusza i że nie podejmował z reżyserem żadnych głębszych dyskusji na temat oceny tej postaci. „Spytałem tylko: robimy film o Jamesie Bondzie czy o człowieku? <O człowieku> – odpowiedział Pasikowski”.

Jeśli chodzi o budowanie roli, Dorociński przyznał, że nie starał się naśladować Kuklińskiego – gestykulacji, sposobu poruszania się, mimiki, ze względu na brak fizycznego podobieństwa, które z góry eliminowało imitacyjne podejście. „Starałem się raczej dowiedzieć, kim pułkownik Kukliński był. Rozmawiałem w tym celu z wieloma osobami, które znały go prywatnie, co przyniosło mi większe korzyści, niż czytanie stosów materiałów na ten temat”. Jak się okazuje, między innymi byli to prawdziwi agenci CIA, którzy (a nie zdarza się to często, jeśli chodzi o stosunki między obcymi wywiadami) nazywali Kuklińskiego „przyjacielem”. Dorociński nazywa samego siebie „nośnikiem ładunku emocjonalnego”. Nie myśli o budowaniu postaci „od zewnątrz”. Zdaje się na intuicję i daje się ponieść uczuciom, katalizowanym przez rolę. „Staram się zrozumieć człowieka, którego mam zagrać i oddaję mu się zupełnie”.

IMG_3695

Prowadzący – dociekliwy dziennikarz – skorzystał z okazji i spytał również o Władysława Pasikowskiego, który ma opinię skrytego reżysera, unikającego mediów jak ognia. „Przede wszystkim Władek jest znakomitym profesjonalistą, który wie, czego chce. Podoba mi się, że nie traktuje aktorów przedmiotowo. Daje im się wypowiedzieć na ekranie. Bo wiesz, jak niektórzy reżyserzy nazywają aktorów? – zagaja Dorociński. – „Dawcami materiału montażowego…”.

„Sprawiasz wrażenie aktora, który wie, co wybrać”.

„Próbuję wybierać, ale to nie zawsze wychodzi. Myślę, że mam po prostu szczęście do spotykania odpowiednich ludzi, w odpowiednim czasie. Najważniejszy dla mnie jest scenariusz, który dostaję. Jeśli czytam daną historię i coś we mnie krzyczy: <chcę to robić! chcę to robić!>, nie zastanawiam się. To czysto intuicyjna sprawa”.

W tym kontekście aktor rozwodził się nad magią swojego zawodu, który codzienną rutynę może zastąpić czymś kompletnie abstrakcyjnym: „Na co dzień możemy być nudnymi ludźmi, by potem w filmach polatać z siekierą albo potańczyć w stroju baletnicy. W filmach mogę się wyżyć i jeszcze mi za to płacą” – śmieje się nasz gość.

IMG_3701

Ktoś spytał o współpracę z reżyserami. Czy jest jakiś „ulubiony”, z którym najlepiej się pracuje? Kto jest na drugim miejscu? „Nienawidzę list – odpowiada Dorociński. – I nie powinno się myśleć w ten sposób. Nie potrafię odpowiedzieć na to pytanie. Ważne jest to, żeby reżyserowi zależało na aktorze”.

Na koniec Dorociński wyraźnie rozgraniczył aktorstwo i bycie popularnym: „Niektórym mylą się te dwie rzeczy, podczas gdy popularność jest tylko czymś w rodzaju efektu ubocznego wykonywania tego pięknego, choć bardzo ciężkiego zawodu”.

Przed spotkaniem Marcin Dorociński był dla mnie zagadką (być może przez swoje emploi pokerowej twarzy). Szczerze mówiąc, spodziewałem się bardziej bezceremonialnej osobowości, a słuchałem jak zaczarowany aktora wrażliwego – o głębokich przemyśleniach, zafascynowanego swoją sztuką i oddającego się jej w pełni.

I tak upłynął wieczór i poranek – dzień trzeci.

Pozdrawiamy.

Miłosz Drewniak

IMG_3704












Przeczytaj jeszcze



Poprzedni tekst

3. Festiwal Aktorstwa Filmowego im. Tadeusza Szymkowa - DZIEŃ 2.

Następny tekst

SPOSÓB NA MORDERSTWO



OSTATNIE KOMENTARZE NA STRONIE