Felietony

Zbigniew Ziobro vs Roman Polański

Krucjata pierwszego szeryfa IVRP

Autor: Rafał Oświeciński
opublikowano

Zbigniew Ziobro, nasz nadwiślański Wyatt Earp, potwierdził, że dla Romana Polańskiego nie ma litości, a wniosek USA o ekstradycję ma jego błogosławieństwo.

Krakowski sąd zdecydował o niewydawaniu pana Polańskiego Stanom Zjednoczonym w sytuacji, kiedy jest oskarżony i ścigany o okrutne przestępstwo wobec dziecka, gwałt na dziecku.

Czy to dziwi? Niekoniecznie. Nasz szeryf zapowiadał zero litości dla Polańskiego już w zeszłym roku, gdy doszło do ogłoszenia wyroku Sądu w Krakowie, który uznał, że wniosek o ekstradycję jest bezzasadny. To oczywiste, że polityk nie musi czekać z komentarzem na jakikolwiek wyrok i ZZ skwapliwie korzystał z możliwości krytyki postępowania Polańskiego, oraz dotychczasowych wyroków. Bo wiadomo – trzeba chronić biedne dzieci, bo nikt nie może stać ponad prawem, a zboczeńców i moralnych dewiantów należy ukarać. Trudno się z tym nie zgodzić, czyż nie? Chwytliwa gadka, wpisująca się w wizerunek pierwszego twardziela IV RP. Obecnie, w randze ministra, ZZ ma władzę większą, a jego słowa brzmią niepomiernie poważniej. Zapowiedź ręcznej kontroli tego, co Polska Sprawiedliwość powinna zrobić z wybitnym polskim reżyserem, budzi automatyczny sprzeciw, bo szeryf kompletnie nie bierze pod uwagę argumentów linii obrony, nie zna wyroków sądów, okoliczności, tła historycznego i wszystkich innych kontekstów, które są istotne do oceny zachowania Polańskiego.

Jednym z ważniejszych kontekstów jest dokument z 2007 roku, „Ścigany i pożądany”. Przedstawia on tło prawne i społeczne w kwestii spotkania Polańskiego z Samanthą Geimer. 1977 rok, ćpuńska impreza, seks z kimkolwiek popadnie, w tym z siksą udającą dorosłą. Czy taka sytuacja usprawiedliwia Polańskiego? Absolutnie nie – i ani on, ani Geimer nie szukają tutaj miejsca na obronę lub atak. Autorzy dokumentu również nie szukają w tym jakiejkolwiek obrony. Jednak w gruncie rzeczy nie chodzi o domniemany gwałt na nastolatce, a o ucieczkę Polańskiego. Reżyser podpisał ugodę z amerykańskim sądem, został wysłany na przymusowe leczenie, a po wypuszczeniu z więzienia… wyjechał ze Stanów. Uciekł z obawy o niekorzystny wyrok, który miał zapaść z pobudek politycznych (dowody na to są w dokumentach, w tym wypowiedzi sędziego i prokuratorów) – i być może niewinny nie miałby się czego bać, ale Polański zdawał sobie sprawę z winy, został już skazany na terapię i obawiał się zmiany warunków kary.

Na pewno wartym odnotowania kontekstem jest sama Samantha Geimer i jej próby wezwania amerykańskiego sądu do umorzenia sprawy. Na nic, bo amerykańskie prawo nie uznaje ani takich próśb, ani czegoś takiego jak przedawnienie.

Czy znając te skrawki okoliczności powinno się rzucać oskarżenia albo wydawać sądy? Zauważcie, że pominąłem tutaj kwestie typowo prawne, związane z przepisami  międzynarodowymi czy kodeksem karnym. Szczegóły wyroków sądu polskiego i szwajcarskiego, odrzucających prośby o ekstradycję, są znane publicznie i każdy z uzasadnieniem wyroków może się zapoznać. Podobnie znane są dowody przedstawione przez strony.

Co więc skłoniło szeryfa do wygłoszenia odważnych tez i podjęcia konkretnych działań? W wywiadzie dla radiowej Jedynki znakomicie wybrzmiały słowa o tym, że Polańskiego broni „śmietanka towarzyska i pewna część mediów liberalnych” – i myślę, że to jest klucz do zrozumienia decyzji Ziobry, a biorąc pod uwagę dotychczasowe jego osiągnięcia w „paleniu kukieł” jego wyrok jest dość jednoznaczny. I chyba o to chodzi.

 

[polldaddy poll=9433010]

 

Ostatnio dodane