Subiektywna lista filmów, które podobają się Twoim znajomym, a Ty ubolewasz nad tym faktem przeogromnie | FILM.ORG.PL

Subiektywna lista filmów, które podobają się Twoim znajomym, a Ty ubolewasz nad tym faktem przeogromnie








Jakub Koisz
10.09.2012


 

De gustibus non est disputandum coś tam, coś tam. Wiadomo, ile mózgów i aparatów artykulacji mowy, tyle opinii, każdy jednak przynajmniej raz w życiu poczuł tę frustrującą niemożność wytłumaczenia współrozmówcom, że film, który im się spodobał, jest filmem złym. Jak zostać wysłuchanym i odnaleźć argumenty w obliczu ignorancji zapatrzonych entuzjastów? Jak udowodnić, że to Ty masz rację, a nie oni – oni wszak się nie znają, mało widocznie widzieli, myślą tak niechlujnie, bałaganiarsko, no i oczywiście rzeczone dzieło podoba im się tylko dlatego, że lubią je inni. I tak się obraca koło złego gustu, napędzane siłą roboczą ślepych niewolników. W tym tekście nie mam na myśli przegadanego casusu „Titanica”, który albo się podoba, bo hektolitry lukru w obrazie Camerona wywołują emocje, albo odwrotnie – obraz Camerona wywołuje emocje, bo  lukier mdli. Sprawa jest o wiele głębsza. Oto mój osobisty ranking filmów, które musisz znienawidzić, Czytelniku, abyśmy mogli w spokoju wypić piwo w jednym pomieszczeniu.

5. Święci z Bostonu, USA 1999, reż. Troy Duffy – Pamiętam z czasów gimnazjum (początek ubiegłej dekady), że „Święci..” robili furorę na pirackich płytkach wypalanych przez pryszczatych kolegów, których gruczoły łojowe szalały na myśl o dobrej strzelance. „Święci z Bostonu” mieli być soczystym kinem zemsty, takim miksem „Życzenia śmierci”, „Punishera” oraz „Pulp Fiction”. Bracia MacManus walczący z rosyjską mafią dwoją się i troją, aby nikt nie powiedział, że otaczający ich świat jest kalką filmów Tarantino. Niewprawiony widz się nabierał, bo przystępniejsze jawiły się te irlandzkie ewolucje niż Quentinowskie intertekstualne narracje. Musiało minąć dziesięć lat, aby okazało się, że król jest nagi i ma zapadniętą klatę – kontynuacja bowiem uwypukliła wszystkie minusy poprzednika, grzebiąc jakiekolwiek szanse na status kultu.

4. Skazany na bluesa, Polska 2005, reż. Jan Kidawa-Błoński – Jest pewna komedia wyprodukowana przez Juda Apatowa pt. „Walk Hard: The Dawey Cox Story”, która naśmiewa się z klisz w filmowych biografiach muzyków. O ile na papierze otoczka mitologizująca jeszcze przejdzie, w filmie fabularnym urasta do poziomu irytującej apoteozy. Film „Walk Hard” nabija się niemiłosiernie z cegiełek potrzebnych do stworzenia wiekopomnego dzieła o wielkim muzyku, są więc psychodeliczne sceny pełne symboliki, jak pustynne majaki z „The Doors”, jest również ćpanie, które degeneruje artystę już po kilku miesiącach zażywania. Mamy też oczywiście konflikty ojcowsko-synowskie, a także traumy dziecięce, które można było zobaczyć w biografii Presleya lub Johnny’ego Casha. Kidawa-Błoński zdecydował się na pakiet full, pojechał ze schematami po całości. W jego filmie jest wszystko, a przez to i nic. Taka wydmuszka, która nawet nie szuka nowej jakości, szkoda tylko całkiem udanej roli Tomasza Kota i, no cóż, Ryśka Riedla.

3. Jestem Bogiem, USA 2011, reż. Neil Burger – Psychologiczno-fantastyczno-naukowo-dramatyczny film akcji, który dał nadzieję młodzieży w gimnazjum, że ćpanie rozszerzy im spektrum poznawcze i wkrótce będą na legalu wsuwać tabletki na inteligencję niczym groszki czekoladowe. Pisząc ich językiem, bardzo łatwa do „ogarnięcia” bajeczka, nawet nie wymaga wiedzy z psychologii i neurologii, bo całość opiera się na bzdurze naukowej, mówiącej o wręcz nieskończonych rezerwach potencjału naszego umysłu. Scena, w której Bradley Cooper zlizuje krew z podłogi, aby „naćpać się” od zabitego gangstera, jest tak absurdalnie głupia, że nawet średnio rozgarnięty widz musi powiedzieć w tym momencie „stop”.

2. Wszystko, co, do jasnej cholery, zrobił Tim Burton po świetnym filmie „Ed Wood” – Nie będę pisał, że Burton skończył się na „Kill’em All”, to stara śpiewka, ale nieznośne robi się oczekiwanie na jego kolejne filmy, kiedy wiadomo, że to opowieść o przykrytej tonami pudru gębie Johnny’ego Deppa, w tle pałętać się będzie Helena Bonham Carter, ktoś nałoży sweter w paski, a gotycki feel wytryśnie z każdej sceny. Przewidywalność Burtona sięgnęła wręcz apogeum, kiedy zdecydował się zrobić „Alicję z krainy czarów”. Chociaż wolę już Deppa z bladą gębą niż remake „Planety małp”. To był dopiero Burton Skończony.

 

 

1. Efekt Motyla, USA 2004, reż. Jakichś Dwóch Partaczy – Nienawidzę tego filmu całym pokładem ciemnej materii we mnie, nie tylko dlatego, że opiera się na niejasnej koncepcji (co ma wspólnego teoria chaosu ze światami alternatywnymi, bo przecież o rzeczywistościach alternatywnych ten film mówi – nie mam bladego niczym twarz Deppa pojęcia). Całość aspiruje do mądrej filozoficznej opowiastki SF, tylko ani to mądre (bardziej moralizatorskie), ani naukowe. Wszystko się boleśnie rozłazi, gdy postać bardzo słabo grana przez Kutchera chce udowodnić religijnemu współwięźniowi, że posiada boską moc. Cofa się więc do przeszłości, przebija sobie jako dziecko ręce szpikulcami na karteczki, a potem – co sugeruje film – wraca do teraźniejszości, a blizny (stygmaty?!) pojawiają się w cudowny sposób na oczach współwięźnia. Fajne i mądre takie, tylko – jeśli brać na poważnie to, co film wcześniej mówił o podróżach w czasie – taki gówniarski trik sprawiłby, że Kutcher nosiłby ślady na ciele przez całą młodość, dokładnie od momentu, gdy przekłuł sobie ręce. Ba, może nawet nie trafiłby do więzienia, wszak można było go uznać za niepoczytalnego, skoro w dzieciństwie się okaleczył. Twórcy jednak nie poszli w tym kierunku, woleli serwować widzowi teledyskową papkę, gardząc ich inteligencją.

Oczywiście spodziewam się gromów i syków pełnych nienawiści, zamiast tego spróbuj, Drogi Czytelniku, zrobić własną listę filmów, które Cię wpieniają dlatego, że są kochane przez innych.

W końcu to Ty masz rację, oni się nie znają. 

Jakub Koisz

Jakub Koisz

Skończył polonistykę i kulturoznawstwo. Pisze więc, a to o komiksach, a to o filmach i książkach, uczy mówienia, uczy pisania... Mógłby całymi dniami biegać za piłką lub opowiadać przyjaciołom o filmach, które go ostatnio podjarały. Zapewne choć raz w życiu polecił Ci "Big Lebowskiego", komedie Franka Capry lub "Avengers". Jeśli byłaś kobietą i uznał, że sympatyczną, bredził Ci o "Przed wschodem słońca". Jeśli Cię nie polubił, kazał Ci obejrzeć "Salę samobójców" lub "Efekt motyla". Lubi boks i kino bokserskie.
Jakub Koisz






  • Rafał Donica

    „Limitless” i „Efekt motyla” – bez szału, ot, spoko filmy do niekoniecznego obejrzenia.
    Moda na lubienie „Świętych z Bostonu” mnie ominęła, nie podeszła mi konwencja.
    Burton? Zgadzam się z Tobą, „Alicja…” to apogeum, film zupełnie nieoglądalny, z deppem w jednej z najbrzydszych charakteryzacji wszech czasów. Ale wciąz wierzę, że Burton choć na chwile podniesie się z kolan za sprawą „Frankenweenie”, w którym nie będzie ani Deppa, ani Bonham… niestety gotycki feel i sweter w paski chyba się pojawią ;)
    PS. Skąd do cholery wytrzasnąłeś kogoś, kto lubi „Skazanego na bluesa” :)

  • Szymon Pajdak

    „Świętych” lubię ze względu na aktorów, irlandzką muzykę i mimo poważnego tematu lekkość realizacji. Niezły film. „Efekt motyla” zawsze wydawał mi się przekombinowany i na dłuższą metę niezjadliwy, aczkolwiek zawiesić oko można. „Skazany na bluesa” – niezły Kot, muzyka i tyle. „Jestem Bogiem” – nie widziałem i nie mam ochoty oglądać, nie wiem nawet czemu. Burton – oj tak. Facet nie nakręcił nic dobrego już dawno, a każdy jego nowy film przypomina poprzedni.

  • Roger

    Zgadzam się ze wszystkim, oprócz Świętych, którzy może nie są filmem genialnym, ani nawet dobrym, ale maja w sobie pewną świezosc, mimo wszystko. Sequel jednak był piramidalnie głupi i oglądałam go lekko zażenowana. kiedy okazało si< że El Duce jest ich ojcem to aż z wraenia schowaam się pod biurko.

  • everythind_dies

    Co do Burtona, to generalnie jego cała twórczość przestaje mi podchodzić. Stanęło na tym, że najlepiej wchodzi mi Jeździec bez głowy. IMHO brakuje w tym zestawieniu Donniego Darko.

    • Rafał Donica

      Brakuje „Donniego Darko”? Nie grzesz ;)

  • Gieferg

    Pierwsze co mi przychodzi do głowy do umieszczenia na takiej liście to „30 dni mroku”.

  • Gieferg

    Aha, co do Burtona – w pełni się zgadzam, a „Skazanego na Bluesa” lubię, byłem nawet na premierze na tyskim festiwalu im. R.R. w Tychach.

  • Karol

    Burton – yes, o ile nie liczymy – wciąż znakomitego, niedawno sprawdzałem – „Big Fish” i „Gnijącej Panny Młodej” (choć „Fabryka Czekolady” również znośna).

    Co do całej reszty (z niecierpianym przeze mnie „Efektem motyla” na czele) absolutnie się zgadzam ;).

  • Gamart

    Ha! Co do „Limitless”, to w kinie Cię bawiło chłeptanie krwi i oglądałeś do końca hipokryto! ;P I na liście brakuje zdecydowanie „Wszystko za życie”. Napuszona do granic możliwości wydmuszka, która nie ma do zaoferowania nic więcej jak świetne zdjęcia wyciągnięte z National Geographic i dobra muzyka. Reszta to idiotyczna fabuła, z bohaterem który jest kwintesencją „dupkowatyzmu” i którego nie da się w żaden sposób lubić. Naczytał się głupot (bo „Walden” Thoreau to niezła komedia, gdy się zna prawdziwe warunki na jakich opierała się jego „ucieczka” od świata), zeżarł trujące rośliny i nic z tego absolutnie nie wynikło. To już „Kapitan Planeta” jest poważniejszym przedstawieniem powrotu do natury i ukazaniem jej siły.

    • Kuba Koisz

      A to się zgodzę, zgodzę, ale jednocześnie film nie ma w moim towarzystwie faktoru „jakie to zajebiste”, więc nie prowadzę przeciwko niemu krucjaty.

  • Piotr Kocięcki

    Dziwna lista… spodziewałem się zupełnie innych tytułów… Nie wiem, jakim cudem znalazłeś kogoś, kto lubi Limitless… U moich znajomych wystąpiłby tylko „Efekt motyla”, który uważam za niezły film „na raz”. W sumie pamiętam z niego tyle, że miał potwornie dziurawy scenariusz :)

  • Mo

    Nie zgodzę się co do „Świętych z Bostonu”. Jestem wielką fanką Tarantino i Guya Ritchie i właśnie dlatego „Święci…” bardzo mi się podobali. Oglądałam ten film z pełną świadomością nawiązań w nim i wcale mi to nie przeszkadzało, wręcz przeciwnie. Dlatego łapy precz od Świętych! ;)
    Co do „Skazanego na Kota” aż przyklasnęłam, bo już myślałam, że tylko ja uważam, że ten film był słaby aż do bólu zębów :)

  • Guest

    Dorzuciłabym jeszcze do listy „Czarnego łabędzia” i „Requiem dla snu” Aronofsky’ego, Wśród moich znajomych reżyser już kultowy. Nie wypada go nie lubić, jeżeli nie uważasz się za tzw. „intelektualistę”. ;)

  • nejm

    Donnie Darko jak najbardziej by tu pasował, ponieważ to świetny przypadek niespójności, wymuszonych niedopowiedzeń. zero logiki, zero morału, zupełnie nie rozumiem jego kultu.

    • Be

      Bo zupełnie nie rozumiesz tego filmu – there, mystery solved! ;)

    • Fidel

      Pod kątem scenariuszowym „Donnie Darko” jest jak najbardziej spójny i logiczny, i to niezależenie od tego, czy rozpatrujemy go jako historię „sci-fi”, czy jako historię o dorastaniu.

    • Frost

      „DD”- kapitalny przykład spójności ułożonej z niewymuszonych acz zamierzonych niedopowiedzeń. Film logiczny, posiadający piękny, wielowymiarowy morał… zupełnie zrozumiały i zasłużony kult.

  • ml

    1. Burton – do Sleppy Hallow, kult. Pozniej kiszki.
    2. Lubaszeko – kultowy Sztos, pozniej szmira Chlopaki nie placza. Dzis pamieta sie bardziej ten drugi film, choc Sztos byl filmem z jajem. Jak dla mnie to ostatni Polski film z lat 90. zrobiony wedlug ‚starej’ szkoly.
    3. Requiem dla snu – trzeba lubic. Bo tak ;)
    4. Testosteron. Nudny, zle zagrany no i Karolak. A przede wszystkim czerstwy humor. W towarzystwie uwazany za cos ‚megawypasionego’.
    5. Batmany Nolana – nawet kiepska pierwsza czesc zostala wybielona przy drugiej. Mamy genialna tryglogie bla bla bla. Burton siedzi z cygarem i sie tylko usmiecha ;-)
    6. Kac Vegas – nie rozumiem tego filmu. Goly azjata i masturbacja dziecka – extra. Kiedys w komediach made in USA byly chociaz goly cycki – kto ostatnio je widzial w amerykanskiej komedii?
    7.Prometeusz – polowa ludzi z pracy byla w kinie. Kazdy marudzil ze glupie. No bo pierwsza czesc i pozostale byly madre … film akcji w kosmosie.

  • P

    Ja bym jeszcze dodał „Fight Club”, który dla wielu ludzi jest najgłębszym i najmądrzejszym filmem w dziejach. Ogólnie nie jest zły, ale bez przesady:)

  • Mefisto

    Lista jak lista, ale generalnie liczyłem na jakieś większe kontrowersje, bo moim zdaniem wybrałeś sobie do znienawidzenia mocno średnie filmy, z których właściwie tylko jeden (czyli Święci) zyskał sobie jako-tako kultowy i mocno popularny status. Efekt motyla co prawda wielu osobom się podoba, ale bez jakiejś wielkiej przesady, a na Burtony z ostatnich 5 lat to chyba tylko dzieci nie narzekają.

  • Donek

    A ja sie z listą nie zgodzę jeśli chodzi o efekt motyla- może w kilku kwestiach sie nie kleiło ale koncepcja, wykonanie, dobrze sie ogląda, aż tak bardzo nie poraziło mnie błędami. Tim Burton- Big fish był nakręcony po Ed Wood a wg mnie jeden z jego lepszych filmów. Z listy wywaliłbym Boondock Saints chociaż przez pryzmat czasu to jest tak na pograniczu żeby go wrzucić a do listy dorzuciłbym: Terminator, Szczęki, To nie jest kraj dla starych ludzi, Indiana Jones- szczególnie ten ostatni.

  • „Dzień, w którym zatrzymała się Ziemia”, „Suspiria”, „Miś”, druga część „Insygniów Śmierci”, współczesne polskie komedie z „Ciachem” na czele – serio, słyszałem pozytywy na temat tych filmów, ale nikt mi nie wmówi, że są to filmy dobre.

  • wujo444

    Świetych nie widziałem, Limitless polubiłem, reszta – zgodzę się, o ile nie lubisz Sunshine ;)

  • Bogusz

    Limitless ? Bardzo porządne kino rozrywkowe, które nie aspiruje do bycia kinem ambitnym. Co więcej dysponuje czymś co w kinie stricte komercyjnym jest rzeczą niebywałą – w miarę świeżym, nie wyeksploatowanym do cna pomysłem.

    Skazany na Bluesa- jak dla mnie przyzwoity film z jedną z najlepszych ról Kota plus świetna Fraszyńska.
    Świętych z Bostonu zawsze lubiłem. Zdecydowanie bardziej niż „death proof”,a nawet „kill Billa”. Czasami odnoszę wrażenie, że prawie wszyscy uważają iż Tarantino ma monopol na ponadczasowy kult, balansowanie, lub przekraczanie granicy pastiszu, szpikowanie swoich dzieł odniesieniami do popkultury, czy też żonglowanie gatunkami w swoich filmach. Inni twórcy stosujący podobne zabiegi mogą liczyć co najwyżej na miano marnych plagiatorów.

    Osobiście zamiast „znęcania” się nad obrazem Duffy’ego wolałbym przeczytać o którymś z filmów Rodrigueza. Na przykład o „Maczecie”- na którą nakręcono nie wiadomo czemu wielki „hype” .

  • artur.db

    Ja bym wymienił wszystkie „kultowe” filmy, które królują na kmf-ie, z terminatorami na czele.

  • Piotrek

    W sumie możemy się napić.

  • apolinary

    You mustn’t be afraid to dream a little bigger, darling.

    Ojciec chrzestny – 3 podejścia, nic z tego
    Dawno temu w Ameryce – ustanie funkcji życiowych po dwóch godzinach
    Władca Pierścieni – domowe przedszkole
    Dziecko Rosemary – bardzo dobra powieść, przeciętny film
    Myślę, że wystarczy.
    Bardzo mi przykro, Sidorowski

  • OK

    Michael Mann, a szczególnie jego Heat. Film nie jest zły, ale na pewno nie jest arcydziełem kinematografii jak chcą i przekonują niektórzy.

  • Qtaszwilli

    1. Avatar – apogeum pretensjonalnego kiczu, nieudolna mieszanka zapożyczeń w tandetnym wydaniu, pstrokacizna skierowana do niewymagającej widowni, obżerającej się popcornem
    2. Incepcja – przereklamowana, chociaż dobrze zrealizowana, odkrycie jedynie dla ludzi, za których książki czytać muszą scenarzyści i to właśnie od tych zachwytów nad „oryginalnością” człowieka krew zalewa
    3. Ingmar Bergman – punkt przewrotny, ubolewam, bo sam jestem zbyt głupi, żeby docenić jego kunszt – zmuszałem się w dobrej wierze – ale jego filmy zwyczajnie mnie nudzą, psychoanalizę wole zdecydowanie w wykonaniu Dostojewskiego

  • Robson

    Ten lubi to, tamten tamto… takie głupie gadanie… Ale jeśli już tak wesoło dorzucamy do pieca to moim zdaniem wychwalane przez kmf Terminatory to dla mnie filmy GRUBO przeceniane. Dlaczego? A to ważne w tej super mądrej dyskusji? Po prostu mi się te filmy nie podobają :P A od Alienów wara. Filmy może nie są „mądre” ale od kiedy to filmy mają być „mądre”. Mają mi się podobać. Mi. Wam. Każdemu co innego. A i „Titanica” lubię. Kij z lukrem… Marynistyczna otoczka mi się podoba – ze względu na mój zawód i zainteresowania. Takie jaja…

  • koach23

    po części się zgadzam z autorem, sam dodałbym do tego twórczość Nolana (Incepcja, Batmany) i Ojca Chrzestego,
    tak btw. to dobry temat do nabijania sobie masy komentarzy ;)

  • Carnal666

    To nie lista najgorszych czy przereklamowanych tylko lista filmów kultowych wśród znajomych, znajomych mamy innych ale wśród moich typy się idealnie sprawdzają . Butterfly Effect jest tragiczny i nikt mi nie wmówi,że jest inaczej!






Przeczytaj jeszcze



Poprzedni tekst

Ted

Następny tekst

Zew Cthulhu



OSTATNIE KOMENTARZE NA STRONIE