Felietony

Shia LaBeouf uczy jak

Autor: Jakub Koisz
opublikowano

Nie jestem fanem tego Shii LaBeoufa po okresie, gdy przestał być słodkim dzieciątkiem Hollywoodu i wykiełkował mu zarost. Jakoś niezbyt mi się wstrzelił swoimi „Transformersami” w świadomość, nie wprowadził mi Indiany Jonesa w nową erę, a ta jego ekranowa obecność to miks fanaberii i wypluwania z siebie średnio zabawnych dialogów.

Wielu oczekiwało od Shii, aby pluł, ale w samą twarz poprawności politycznej, pokazując na ekranie penisa u Von Triera. Nie doszło do tego, rozczarowałem się więc również rebeliancką wersją LaBeoufa. Została tylko ta dziwna, która – cokolwiek aktor by nie robił – nie zmienia mi obrazu. MetaShia, każący nam oglądać to, jak sam ogląda swoje filmy, też nie mówi nic więcej niż: „ok, jestem dziwny. Co dalej?„.

Joaquin Phoenix rapuje

Joaquin Phoenix rapuje

Kilka lat temu Joaquin Phoenix spędził szmat czasu uwiarygadniając swój performens prowadzący do nagrania świetnego paradokumentu (I’m still here). Przypomnijmy – aktor postanowił, że rzuca kino, a od tego czasu będzie zajmował się tylko i wyłącznie rapem. Phoenix zapuścił brodę, nosił hipisowski fryz, zmienił tonację głosu, a odwiedzając programy telewizyjne ciągle nawijał o swojej nowej pasji. Oszalał chłop normalnie, mówili. Przecież ten jego rap obsysa, oceniali (moim zdaniem i tak lepiej kleił zdania niż wielu naszych młodych raperów, ale mniejsza). Ważne, że była to kolejna świetna rola, która kazała nam patrzeć na dziwactwa innych z rezerwą. Gdy czytam o ekscentrykach Hollywoodu, nie zawsze mi do śmiechu, jednak to, co zmajstrował Phoenix (wespół z pomysłodawcą, Caseyem Affleckiem, kolejne urocze dziwadło, które mam wrażenie, że jeszcze nas zaskoczy), było konsekwentnie budowana narracją mockumentarną na żywo.

la-et-cm-shia-labeouf-stages-art-installation--001

Niestety, niewiele głębi komentatorskiej w akcjach Shii.

Przypomnijmy. LaBeouf pojawił się na premierze filmu „Nimfomanka”, w którym grał jedną z ważniejszych ról, z papierową torbą na głowie i nakreślonym na niej napisem-deklaracją „Nie jestem już sławny„. Mimo, iż nie wiadomo do końca, kto miałby czuć się urażony tym wyznaniem, aktor postanowił w osobliwy sposób przeprosić swoich fanów za swoje dziwne zachowanie na premierze filmu Von Triera. Shia LaBeouf wraz z dwoma artystami niezależnymi, zorganizowali specjalną akcję #IAamSorry w galerii Stephena Cohena w Los Angeles. Przez niecały tydzień można było wejść pojedynczo do galerii. Następnie każdy z gości wchodził do wydzielonego pomieszczenia, gdzie stał naprzeciw, siedzącego na krześle ze słynną papierową torbą na głowie, Shii LaBeoufa, który milczy i nie odpowiada na pytania, a na odchodne, kiwa gościom głową, w geście przeprosin. Gdy aktor zamyka się w pomieszczeniu, mając papierową torbę z napisem „przepraszam” na głowie, nie zgadzam się. Ani na przeprosiny, ani na tezę, że to koniec sławy.

Jesteś sławny i odrobinę dziwny, Shia, owszem.

Gdy oglądamy trzaskającego w kinie maratonik swoich wszystkich ról, obserwujemy sławnego człowieka i sprawia nam to przyjemność (ale chyba tylko bardzo smutni, znudzeni i bezrobotni ludzie byliby w stanie wytrwać do końca, nawet z przerwami na drzemkę). Widzimy reakcję kogoś sławnego – i to w czasie rzeczywistym. Sławnego, paradoksalnie, coraz bardziej, choć ma ekranie rzadko kiedy go kochamy.

Shia, jeśli w jakimś manifeście jest konsekwentny, to jest nim ciągła potrzeba uwagi i sugerowanie, że potrafi być w jakiejś sferze dostępny i zdystansowany. W jedną możemy wejść, nawrzucać mu w twarz, krzyczeć, że chcemy zwrotu kasy za bilety na jego ostatnie filmy, a w drugiej – możemy solidaryzować się w tym streamingu pełnym autoironii oraz wierzyć, ze aktor ma coś ważnego do przekazania.

Nie ma, niestety, i na ekranie, i poza nim.

shia-labeouf-yawn-xlarge

Ostatnio dodane