Seans urojony

Seans urojony #5 – DYGOT

Autor: Karolina Nos-Cybelius
opublikowano

Zastanawiam się, czy widziałeś kiedyś film Opętanie w reżyserii Davida Koeppa. Pamiętasz tę scenę, w której wcielający się w rolę Toma Kevin Bacon poddaje się hipnozie? Dzisiaj chciałam ci zaproponować podobny eksperyment.

Wyobraź sobie, że siedzisz w wygodnym fotelu, który stapia się z twoim ciałem. Dookoła jest cicho, jesteś spokojny i zrelaksowany…

Seans hipnozy. Kadr z filmu „Opętanie” (1999)

Jesteś w kinie. Sam na widowni. To twoje ulubione kino. Rozglądasz się i widzisz, że oprócz ciebie nie ma tu nikogo. Dziś całe to miejsce jest tylko twoje. Gasną światła, jest ciemno. Przez moment czujesz się, jakbyś stracił wzrok. Po chwili kinowy ekran się rozświetla.

Teraz masz przed sobą ogromny biały prostokąt, na tle którego majaczy niewyraźny obraz. To chyba jakiś napis. Litery są nieostre, nie możesz ich odczytać. Stopniowo stają się coraz większe, zdają się przybliżać. Obraz się wyostrza. Spodziewasz się zobaczyć napis SLEEP? Nie tym razem. Na ekranie pojawia się słowo DYGOT.

Dygot nadal się rozrasta, aż wychodzi poza ekran. Teraz na białym tle pojawia się twarz. Twarz człowieka, który umierał trzy razy. Jest ledwie widoczna, półprzezroczysta. Zlewa się ze śnieżnobiałym tłem. Najpierw to oblicze kilkuletniego chłopca, bardzo bladego, jakby ktoś oprószył go mąką. Ma przymknięte oczy, jego skóra, brwi i rzęsy są białe. Usta sine. Otwiera oczy. Źrenice mają kolor krwi. Twarz chłopca się zmienia. Przybywa mu lat. Po kilku sekundach jest nastolatkiem, po kilkunastu kolejnych młodym mężczyzną. Wygląda na około trzydzieści lat. Więcej mieć nie będzie. Z jego bladych warg zaczyna sączyć się krew. Krztusi się nią, jego ciało zaczyna dygotać. Otwiera wargi do krzyku. Krzyk jest niemy. Razem z kamerą wnikasz do wnętrza jego wykrzywionych z bólu ust. Czerwień. Potem ciemność… Na ekranie pojawia się pole, mała wielkopolska wieś i mężczyzna wędrujący skrajem drogi w strugach deszczu.

Jesteś w kinie. Sam na widowni. To twoje ulubione kino. Rozglądasz się i widzisz, że oprócz ciebie nie ma tu nikogo. Dziś całe to miejsce jest tylko twoje. Gasną światła, jest ciemno.

Wiesz już, co oglądasz? To film, który nie istnieje. Ekranizacja powieści, której jeszcze nikt nie nakręcił, ale może kiedyś, kto wie… Właściwie to nawet nie film, zaledwie zwiastun, moje wyobrażenie tego, jak mogłoby wyglądać kilka scen, gdyby książka trafiła w ręce twórców filmowych.

A o czym jest Dygot? Zobacz! Kinowy ekran zamienia się w migający stroboskop. Sceny z życia prostych ludzi przeplatają się ze zdjęciami z materiałów archiwalnych dokumentujących historyczne wydarzenia i typowo polskimi akcentami. Nazista zabija proboszcza. Chłopiec zabija ukrywającego się po wojnie nazistę. Lądowanie ludzi na księżycu. Widzisz lecącą sowę. Efekt slow motion jest stworzony dla takich właśnie ujęć. Sowa uderza skrzydłami, powietrze stawia im opór. Widzisz zaciśnięte szpony i wzrok wbity w cel, wiejską chatę, do której wlatuje i siada na poręczy schodów. Obrazy przyspieszają. Koła ucinają nogi mężczyźnie próbującemu wskoczyć do rozpędzonego pociągu. Obrazy migają coraz szybciej i szybciej. Piorun uderza w konia. Barbara Chałupiec staje się Polą Negri. Mężczyzna tańczy jak szalony. Ten sam mężczyzna z rozprutym brzuchem. Rodzi się pogrobowiec. W telewizji bajka Jacek i Agatka. Polak papieżem. Strajki na Śląsku. Cyganka przepowiada mężczyźnie, że straci wzrok. W czyimś mieszkaniu wybucha stary granat. Powstanie Unii Europejskiej. Pijany mężczyzna bije żonę. Park Jurajski trafia do polskich kin. Powódź. Nauczycielka w średnim wieku kupuje pierwszego malucha. Sklonowanie owieczki Dolly. Młody mężczyzna nerwowo stuka w klawiaturę komputera, właśnie defrauduje z banku ponad pół miniona złotych. Walą się wieże World Trade Center… Mikrokosmos wielkopolskiej prowincji staje się częścią makrokosmosu. Fikcja literacka zamieszkuje w historii.

Jan Jakub Kolski – reżyser i autor książek

Widzisz lecącą sowę. Efekt slow motion jest stworzony dla takich właśnie ujęć. Sowa uderza skrzydłami, powietrze stawia im opór. Widzisz zaciśnięte szpony i wzrok wbity w cel, wiejską chatę, do której wlatuje i siada na poręczy schodów.

Ekran przestaje ukazywać migawki zdarzeń. Obraz się uspokaja. Wyłania się z niego kobieta. Stoi na drewnianym wozie, wymachuje ręką i wykrzykuje po niemiecku groźby. Rzuca klątwę: Oby wam się urodził szatan, nie dziecko!. Jej proroctwo się spełnia. Na ekranie pojawia się kołyska, chłopiec, który leży w środku, dostał imię Wiktor. Po chwili widzisz jego rodziców leżących w łóżku. Kobieta prosi męża, by udusił dziecko poduszką. Teraz twój wzrok pada na kościół, podczas niedzielnego kazania ksiądz wykrzykuje z ambony: Między nami zagnieździł się szatan, nie jest czarny, jak zawsze wierzono, teraz szatan jest biały, to bestia bezbarwna, która udaje niewiniątko. Pobożni ludzie kiwają głowami i zastanawiają się, jak zniszczyć to szatańskie nasienie. W tym samym czasie kilkuletni Wiktor siedzi przed chatą i niczego nie rozumie. Co takiego zrobił, że połowa ludzi go nienawidzi, a druga śmiertelnie się go boi? Urodził się inny. Jest początek lat pięćdziesiątych i jego rodzina mieszka na wsi. Nikt tu nie czyta czasopism naukowych i medycznych. Nikt nie słyszał słowa „albinos”, więc Wiktor nie jest albinosem, tylko demonem, który pewnego dnia zostanie zgładzony.

Ostatnio dodane