Seans urojony

SEANS UROJONY #4 – „MOJA WALKA”

Jest tylko jeden człowiek, który mógłby zekranizować "Moją walkę". Wyobraźmy sobie film duetu Seidl i Knausgård. To by dopiero było wyzwanie. Dla obu niepokornych artystów.

Autor: Karolina Nos-Cybelius
opublikowano

Według mnie jest tylko jeden człowiek, który mógłby zekranizować Moją walkę. Ulrich Seidl. Chociaż „zekranizować” to chyba nieodpowiednie słowo. Stworzyć film na motywach… Tak… A najlepiej cykl filmów. Może znów trylogię. W końcu cykl powieściowy liczy tysiące stron. Sześć opasłych tomów. Jest z czego wybierać. Pierwszy film mógłby być o śmierci i mógłby się zaczynać dokładnie tak, jak tom inicjujący Moją walkę… Austriacki reżyser tworzy kino autorskie i raczej do literatury nie sięga, ale myślę, że autobiograficzne pisarstwo Karla Ove Knausgårda mogłoby go nieoczekiwanie zainspirować. Proste, ale kontrowersyjne, szczere, wręcz ekshibicjonistyczne. Książki Knausgårda są jak dzieła dokumentalne. Filmy fabularne Seidla też. Zaskakujące, a zarazem spontaniczne. Reżyser wchodzi ludziom do domów, do łóżek i piwnic… Wchodzi w ich głowy. Wydaje się, że jego obrazy nie powstały na bazie scenariusza, po prostu się zdarzyły. Tak jak książki norweskiego autora.

Wyobraźmy sobie zatem film duetu Seidl i Knausgård. Norweskiego pisarza raczej nie mógłby zagrać nikt inny niż on sam. To by dopiero było wyzwanie. Dla obu niepokornych artystów.

Karl Ove Knausgård – norweski pisarz, dziennikarz i muzyk

W filmie, który widzę, nie ma zbyt wielu aktorów. Grają w nim przedmioty i miejsca. Grają myśli. Można powiedzieć, że to film o jednym człowieku o starzeniu się i umieraniu.

Zamiast czołówki, prosty obraz i głos dobiegający z offu. Na ekranie ciało. Nagi starszy mężczyzna. Wygląda, jakby po prostu upadł. Leży na trawniku, ma otwarte nieruchome oczy. Spoza kadru dobiega ochrypły męski głos:

Dla serca życie jest proste: serce bije, dopóki może. Potem się zatrzymuje. Prędzej czy później, tego czy innego dnia, ów tętniący ruch ustaje i krew zaczyna spływać w najniżej położony punkt ciała; tam się gromadzi, tworząc jakby ciemny, dość miękki obszar na coraz bledszej skórze; w tym czasie temperatura ciała spada, członki sztywnieją, a jelita się opróżniają. W tych pierwszych godzinach zmiany następują tak powoli i z taką nieuchronnością, że jest w nich coś niemal rytualnego, jakby życie kapitulowało według określonych zasad (…) Nic już nie powstrzyma ogromnych rojów bakterii, które zaczynają się mnożyć wewnątrz ciała (…) I docierają do serca. Ono wciąż pozostaje nietknięte, lecz pozbawione ruchu, któremu służy przecież cała jego konstrukcja, ma w sobie dziwną pustkę, niczym plac budowy w pośpiechu porzucony przez robotników – tak można to sobie wyobrazić – nieruchome pojazdy, żółtą barwą odcinające się od ciemności lasu, opustoszałe baraki, wyładowane wagoniki kolejki linowej, zawieszone nieruchomo jeden za drugim nad zboczem góry…

Jest zima. Ponure popołudnie. Pustym chodnikiem idzie mężczyzna. Kamera podąża za nim, widzimy jego przygarbione plecy, niechlujny ubiór, siwiejące włosy, którym przydałoby się strzyżenie. Śnieg skrzypi pod ciężkimi butami. Mężczyznę wyprzedza obłoczek dymu. To marznące wydychane powietrze połączone z dymem papierosowym. Kiedy poczuje swąd filtra, wyrzuci niedopałek i natychmiast zapali kolejnego. Zaraz, co to za dźwięk? Czy on płacze? Wygląda na takiego twardziela, a tu szlochy, ocierane rękawem kurtki łzy. Coś musiało się stać…

Ten sam człowiek siedzi w słabo oświetlonym pomieszczeniu. To chyba kuchnia, ale równie dobrze mogłaby uchodzić za pokój czy łazienkę. Wala się tu mnóstwo przedmiotów. Ubrania, książki, gazety, przybory toaletowe, resztki jedzenia… Przy oknie stoi staruszka. Tak skryła się w mroku, jest tak szara i nieruchoma, że w pierwszym momencie jej nie zauważyliśmy.

Mężczyznę poznajemy po kurtce i charakterystycznej fryzurze. Widać, że jest zakłopotany, nie wie, co zrobić z rękoma, nie chce niczego dotykać. Ani oparcia starodawnego drewnianego krzesła, ani stołu. Wszystko lepi się od brudu. Wyraz jego twarzy nie pozostawia złudzeń, w pomieszczeniu cuchnie. Staruszka nagle budzi się z letargu i jakby kontynuowała niezobowiązującą pogawędkę, rozbawiona recytuje:

No tak. Życie to kalka, powiedziała stara babka, która nie umiała wymawiać „w”.

Mężczyzna wstaje i bez słowa zaczyna sprzątać. „Gdzie schowałaś kawę, babciu?” – pyta. Staruszka nie odpowiada, człapie do stołu i zajmuje miejsce, na którym przed chwilą siedział jej wnuk. Za oknem robi się coraz ciemniej. Stary zaniedbany dom wygląda tak, jakby nie było w nim elektryczności. Mężczyzna ogarnia blaty, szpera po kuchennych szafkach, chce czymś zająć ręce, zbierając się na odwagę, by zadać pytanie, które uwięzło mu w gardle. Wreszcie je z siebie wyrzuca. „Baabciu” – przeciąga. „Powiedz mi dokładnie, jak to było? Kiedy umarł i gdzie leżał, gdy przyjechała policja?”.

Reżyser Ulrich Seidl

Kamera odjeżdża i zaczyna zwiedzać resztę domu. Stłumiony głos starszej kobiety jest coraz cichszy, aż zamienia się w niezrozumiały pomruk. Dom jest w ruinie. Zaniedbany i brudny. Wszędzie grzyb i wilgoć. Jak wyglądało życie człowieka, który tu mieszkał? Wszędzie walają się puste butelki. Są ich setki. Nie do wiary, są wszędzie. Na schodach, w kątach, przy łóżkach i fotelach, na parapetach… Kamera obraca się wokół własnej osi, kreśląc ostatnie, panoramiczne, ujęcie ciemnego holu.

Później jest dom pogrzebowy, rozmowa z sąsiadem, uprzątanie przez żywych burdelu zmarłego, samochód z przyczepą, który zabiera na wysypisko dwie tony butelek, znów dom pogrzebowy… Dziwny to film. Surowy, niespieszny, do bólu realistyczny, przygnębiający. Na koniec znów widzimy trupa. Leży na stole w prosektorium, w niczym nie przypomina człowieka. Kamera bardzo powoli zbliża się do jego twarzy/maski. Znów ten szorstki głos z offu:

Człowiek jest jedynie formą wśród innych form, w których nieustannie wyraża się świat, nie tylko żywych, lecz również martwych, zapisanych na piasku, kamieniu, wodzie. A śmierć, którą zawsze uznawałem za najważniejszą wielkość w życiu, mroczną i pociągającą, nie była już niczym więcej, niż jest pęknięta rura, z której kapie woda, gałąź łamiąca się na wietrze czy kurtka, która ześlizguje się z wieszaka i spada na podłogę.

Pierwszy tom „Mojej Walki” od Wydawnictwa Literackiego

Tekst jest swobodną parafrazą wybranych wątków opisanych przez Karla Ove Knausgårda. Fragmenty wyróżnione fioletową czcionką są dosłownymi cytatami z pierwszego tomu Mojej walki .

Ostatnio dodane