Paradokumentu model własny | FILM.ORG.PL

Paradokumentu model własny








Tekst gościnny
03.08.2015


Autorką felietonu jest Kasia Nowak.

Istne paradokumenty nie z tej ziemi zalewają nasze wymęczone głowy od lat co najmniej kilku. Stacje prześcigają się w wymyślaniu coraz to lepszych produkcji, które – odmiennie od zwyczajowo przyjętych reguł – im gorsze, tym lepsze. W ten sposób widzowie, spędzając błogie godziny przed wypasionym czarnym pudełkiem, przenoszą się do szpitali, szkół, a nawet podróżują po Polsce jak długa i szeroka w poszukiwaniu obcych problemów. Od Bałtyku po Tatry – wszyscy słyszeli o castingach do „Trudnych spraw”, prawdy, która bawi się w chowanego, i innych takich takich.  

Dziś postanowiłam wcielić się w rolę producentów tych dzieł jakości jakże wątpliwej i pomarudzić sobie trochę, poironizować ich kosztem, tworząc paradokumentu model własny pt. „Za jaki grzechy?”. Za jakie grzechy nas tym częstują, znaczy się.

369693541

Z rzadka człowiek siada przed szklanym ekranem, ale jak już siądzie, to nie dość, że załamuje ręce, szczęka mu opada, a w żołądku się przewraca, i to bynajmniej nie z powodu miłosnych motyli. Jeszcze zastanawia się, jak to u licha możliwe, że ktoś marnuje swój cenny czas, żeby gapić się, jak wyimaginowani „aktorzy” odtwarzają swoje jeszcze bardziej wyimaginowane problemy. Dzień w dzień w porze popołudniowej – bez względu na porę roku – puszczają w telewizorni te bzdury i choć na okrągło trąbią w mediach wszelkiej maści, że to ogłupia, to jednak żadna ze stacji telewizyjnych nie poszła po rozum do głowy i nie wycofała owych „produkcji” ze swojej ramówki. Przeciwnie, co najmniej kilka razy dziennie miły głos lektora zachęca nas, byśmy zasiedli na kanapie, najlepiej z paczką chipsów i piwem w dłoni, i zatopili się w problemach innych ludzi. W końcu lepiej myśleć o kłopotach obcych niż własnych, prawda?

Jedno mnie zastanawia. Głupie te seriale jak but z lewej nogi, niewnoszące kompletnie nic do światopoglądu człowieka, czy to młodego, czy to starego, a jednak dalej lecą i katują widzów swoją popularnością.

Bo skoro nie znikają z anteny, to znaczy, że forsa się zgadza, a ludzie oglądają. I tu pojawia się moje pytanie: KTO?

Kto to ogląda, skoro ja nie mogę nawet na to patrzeć, bo mnie mdli, tylko nie wiem, czy z rozpaczy nad poziomem telewizji, czy z obrzydzenia – trudno ocenić.

Że poziom programów puszczanych w telewizorni spada, to ja wiem. Że generalnie społeczeństwo głupieje i książka albo mądry film nie są dla każdego – też wiem. Ale czy naprawdę zniżyliśmy się aż tak bardzo, żeby na okrągło słuchać o zdradzonej 40-latce, rozwydrzonych małolatach i nastolatkach, które albo szczycą się górą złota (która nota bene wcale nie jest ich, tylko rodziców), albo podrywają sobie chłopaków, najlepiej dwóch naraz, bo przecież jeden to za mało. W jednym z odcinków, którego – doprawdy nie wiem, jakim cudem – słuchałam jednym uchem, dwóch nastolatków postanowiło być w związku z jedną dziewczyną. Po drodze się pobili, bo przecież musi być jakaś draka, traktując taką hecę śmiertelnie poważnie.

To moje jedno ucho to było i tak o jedno za dużo, wierzcie na słowo. Błagam, co to ma być? Zdaję sobie sprawę, że młodzież coraz głupsza, coraz bardziej bezwzględna, pozbawiona wszelkich zahamowań, o wartościach nie mówiąc, ale czy to aby nie jest już przesada?
367109666 (1)

Czy mnie się wydawało, czy założeniem telewizji miało być kształtowanie pewnych postaw, kultywowanie określonych ważnych wartości? Ależ tak, wydawało Ci się, moja droga, na pewno Ci się wydawało, biorąc pod uwagę programy prezentowane obecnie milionom widzów przed szklanymi ekranami. Włodarzom telewizyjnym po prostu się zapomniało, jaki cel mają ich działania. Oczywiście nie twierdzę, że wszystko w tym czarnym pudle to jest pół funta kłaków niewarte, ale przykro mi, paradokumenty zeszły na psy.

Kiedyś to byli chociaż „Detektywi” bądź „W-11”, które zdobywały nawet i Telekamery, niezależnie od wartości tej nagrody, mniejszej lub większej. Też sfingowane, też na swój sposób przekłamane, ale chociaż na jakimś poziomie, zresztą nie takim niskim. Obecne schowane prawdy, sprawy trudne mniej i trudne bardziej, szkolne, szpitalne i pies wie jeszcze jakie perypetie wybijają siebie na plan pierwszy, a widza wbijają w intelektualne dno i łatwy schemat. Co gorsza, podobno niektórzy wierzą, że to wszystko to na serio i że ludzie naprawdę idą do telewizji i żalą się na swój tragiczny los przed kamerami. To jest dopiero szczyt głupoty. Ale jak to w Polsce bywa, niby nikt nie wie, o co chodzi, nikt się nie przyznaje, że ogląda, a jednak oglądają. Jeden odcinek, tak dla odmóżdżenia, żeby sprawdzić i przekonać się, że telewizja dobrnęła do Rowu Mariańskiego – dobra, czemu nie. Ale po 10 takich rundach to chyba wpadłabym albo w nerwicę, albo od razu wylądowała w szpitalu dla obłąkanych. I choć już dawno przekonałam się, że to, co złe czy dobre dla mnie, nie zawsze jest złe lub dobre dla innych, to popularność owych „seriali” dalej mnie zadziwia. Mimo wszystko.

44ab50fe-fb37-11e1-b8f9-0025b511229e

I tak dobrnęłam do końca i smutnej puenty. Telewizja, także ta państwowa („Szkoła życia”), która kiedyś była nośnikiem w miarę rzetelnych informacji, prawdziwym oknem na świat, przełamywała schematy i złe nawyki, dziś chyli się ku upadkowi, cierpiąc na zapalenie płuc, oskrzeli i wyrostka robaczkowego w jednym. Dobre filmy zostały zastąpione przez stos bezwartościowych i bezsensownych treści tworzących iluzję rzeczywistości. Absurdalne problemy wespół z aktorstwem bez krztyny klasy i profesjonalizmu doczekały się pomników. Pytanie tylko, jak długo owe pomnik postoją i czy z czasem, bez ostrzeżenia, nie pytając nikogo o zdanie, nie runą w przepaść.

Tekst gościnny

Tekst gościnny

Jeśli potrafisz pisać recenzje lub artykuły filmowe (które zazwyczaj lądują w Twojej szufladzie), a chciałbyś zaprezentować się przed tysiącami czytelników, możesz gościnnie publikować na naszej stronie! Przy większej i regularnej liczbie tekstów, takie osoby takie dopisujemy do stałej współpracy.
Napisz do nas: wspolpraca@film.org.pl
Tekst gościnny






  • mdegorski

    Felieton całkiem dobry, choć mało odkrywczy, ale za to filmik na końcu bomba.

  • bobzielarz

    Felieton za poziomie opisywanych programów. Mało zabawny, nieodkrywczy, słaba teza i w konsekwencji puenta. To, że TV ma coraz to głupsze programy to nic nowego, ponieważ z jednej strony zmienia się przekrój społeczeństwa, a z drugiej większość odbiorców TV przeniosło się do internetu. Z TV zostały zazwyczaj osoby +50 lub te z niższym wykształceniem, stąd dostosowanie przekazu do odbiorcy. Poza tym osoby niekorzystające z internetu mają relatywnie mały wybór programów, filmów seriali. Do tego typu „dzieł” mam ambiwalentny stosunek. Po pierwsze ich nie oglądam, a kilka filmików jak i ten załączony są dosyć zabawne, jeśli nie traktuje się tych programów serio;). Po drugie jeśli są odbiorcy to czemu im zabraniać oglądania? Format jest relatywnie tani, wystarczą 2 kamery, aktorzy amatorzy, wynajęte pomieszczenia (zazwyczaj gratis), montaż i udźwiękowienie ale i tak najlepszą robotę ma gość od napisów opisujących bohaterów. Podsumowując, słabo jak na ten Portal.

  • Artur Gralla

    tutaj tak naprawde chodzi o koszty i wszystko jasne,poprostu stacji oplaca sie robic takie programy,bo na nich zarabiaja i nie ma tutaj zadnej filozofi,tak samo jak latwiej jest napisac zly scenariusz niz dobry.

    • Dokładnie tak! W dodatku natłok tego typu produkcji powoduje że potencjalny widz ma co raz to mniejszy kontakt z produkcjami na poziomie, a to pozwala ograniczyć się wyłącznie do produkcji tego typu. W końcu już za parę lat będą miliony osób które oprócz „paradokumentów” w zasadzie nie mają kontaktu z innymi telewizyjnymi produkcjami, a więc ograniczając budżet do poziomu jednego kosztów jednego odcinka „Magdy M” czy „Pitbulla” będzie można zrealizować dwa sezony jakiegoś chłamu.

  • lisen

    Zgadzam się z bobzielarzem. Felieton zaczął się i skończył tak samo, jego rozwinięcie nie wnosi niczego do tematu.
    Zastanawia mnie, dlaczego zamiast pytać czytelnika kto i po co ogląda paradokumenty Autorka nie postarała się porozmawiać z ludźmi którzy mogliby jej odpowiedzieć :)

    I na koniec: jeśli badam jakieś zjawisko to jasne jest, że muszę je poznać. Po co pisać o czymś i równocześnie mówić że wcale się tego nie oglądało (no, może jednym uchem przypadkiem)? Czyli że ktoś pisze i co gorsza zachęca mnie do przeczytania tekstu na temat o którym nie ma praktycznie pojęcia czy jak?

    Mam nadzieję, że moje uwagi pomogą dotrzeć następnym razem do niejednej ukrytej prawdy ;)

  • SoKoMoK

    Sprawa jest prosta. Ludzie oglądając problemy i rozterki innych, nie wiedząc nawet że to zmyślone, poczują się po prostu lepiej „bo skoro inni maja TAKIE kłopoty”, to JA jeszcze nie mam tak źle.






Przeczytaj jeszcze



Poprzedni tekst

COBAIN: MONTAGE OF HECK. Uważaj z marzeniami

Następny tekst

Jupiter: Intronizacja – recenzja wydania DVD



OSTATNIE KOMENTARZE NA STRONIE