Felietony

Paradokumentu model własny

Autor: Tekst gościnny
opublikowano

Autorką felietonu jest Kasia Nowak.

Istne paradokumenty nie z tej ziemi zalewają nasze wymęczone głowy od lat co najmniej kilku. Stacje prześcigają się w wymyślaniu coraz to lepszych produkcji, które – odmiennie od zwyczajowo przyjętych reguł – im gorsze, tym lepsze. W ten sposób widzowie, spędzając błogie godziny przed wypasionym czarnym pudełkiem, przenoszą się do szpitali, szkół, a nawet podróżują po Polsce jak długa i szeroka w poszukiwaniu obcych problemów. Od Bałtyku po Tatry – wszyscy słyszeli o castingach do „Trudnych spraw”, prawdy, która bawi się w chowanego, i innych takich takich.  

Dziś postanowiłam wcielić się w rolę producentów tych dzieł jakości jakże wątpliwej i pomarudzić sobie trochę, poironizować ich kosztem, tworząc paradokumentu model własny pt. „Za jaki grzechy?”. Za jakie grzechy nas tym częstują, znaczy się.

369693541

Z rzadka człowiek siada przed szklanym ekranem, ale jak już siądzie, to nie dość, że załamuje ręce, szczęka mu opada, a w żołądku się przewraca, i to bynajmniej nie z powodu miłosnych motyli. Jeszcze zastanawia się, jak to u licha możliwe, że ktoś marnuje swój cenny czas, żeby gapić się, jak wyimaginowani „aktorzy” odtwarzają swoje jeszcze bardziej wyimaginowane problemy. Dzień w dzień w porze popołudniowej – bez względu na porę roku – puszczają w telewizorni te bzdury i choć na okrągło trąbią w mediach wszelkiej maści, że to ogłupia, to jednak żadna ze stacji telewizyjnych nie poszła po rozum do głowy i nie wycofała owych „produkcji” ze swojej ramówki. Przeciwnie, co najmniej kilka razy dziennie miły głos lektora zachęca nas, byśmy zasiedli na kanapie, najlepiej z paczką chipsów i piwem w dłoni, i zatopili się w problemach innych ludzi. W końcu lepiej myśleć o kłopotach obcych niż własnych, prawda?

Jedno mnie zastanawia. Głupie te seriale jak but z lewej nogi, niewnoszące kompletnie nic do światopoglądu człowieka, czy to młodego, czy to starego, a jednak dalej lecą i katują widzów swoją popularnością.

[quote]Bo skoro nie znikają z anteny, to znaczy, że forsa się zgadza, a ludzie oglądają. I tu pojawia się moje pytanie: KTO?[/quote]

Kto to ogląda, skoro ja nie mogę nawet na to patrzeć, bo mnie mdli, tylko nie wiem, czy z rozpaczy nad poziomem telewizji, czy z obrzydzenia – trudno ocenić.

Że poziom programów puszczanych w telewizorni spada, to ja wiem. Że generalnie społeczeństwo głupieje i książka albo mądry film nie są dla każdego – też wiem. Ale czy naprawdę zniżyliśmy się aż tak bardzo, żeby na okrągło słuchać o zdradzonej 40-latce, rozwydrzonych małolatach i nastolatkach, które albo szczycą się górą złota (która nota bene wcale nie jest ich, tylko rodziców), albo podrywają sobie chłopaków, najlepiej dwóch naraz, bo przecież jeden to za mało. W jednym z odcinków, którego – doprawdy nie wiem, jakim cudem – słuchałam jednym uchem, dwóch nastolatków postanowiło być w związku z jedną dziewczyną. Po drodze się pobili, bo przecież musi być jakaś draka, traktując taką hecę śmiertelnie poważnie.

To moje jedno ucho to było i tak o jedno za dużo, wierzcie na słowo. Błagam, co to ma być? Zdaję sobie sprawę, że młodzież coraz głupsza, coraz bardziej bezwzględna, pozbawiona wszelkich zahamowań, o wartościach nie mówiąc, ale czy to aby nie jest już przesada?
367109666 (1)

Czy mnie się wydawało, czy założeniem telewizji miało być kształtowanie pewnych postaw, kultywowanie określonych ważnych wartości? Ależ tak, wydawało Ci się, moja droga, na pewno Ci się wydawało, biorąc pod uwagę programy prezentowane obecnie milionom widzów przed szklanymi ekranami. Włodarzom telewizyjnym po prostu się zapomniało, jaki cel mają ich działania. Oczywiście nie twierdzę, że wszystko w tym czarnym pudle to jest pół funta kłaków niewarte, ale przykro mi, paradokumenty zeszły na psy.

Kiedyś to byli chociaż „Detektywi” bądź „W-11”, które zdobywały nawet i Telekamery, niezależnie od wartości tej nagrody, mniejszej lub większej. Też sfingowane, też na swój sposób przekłamane, ale chociaż na jakimś poziomie, zresztą nie takim niskim. Obecne schowane prawdy, sprawy trudne mniej i trudne bardziej, szkolne, szpitalne i pies wie jeszcze jakie perypetie wybijają siebie na plan pierwszy, a widza wbijają w intelektualne dno i łatwy schemat. Co gorsza, podobno niektórzy wierzą, że to wszystko to na serio i że ludzie naprawdę idą do telewizji i żalą się na swój tragiczny los przed kamerami. To jest dopiero szczyt głupoty. Ale jak to w Polsce bywa, niby nikt nie wie, o co chodzi, nikt się nie przyznaje, że ogląda, a jednak oglądają. Jeden odcinek, tak dla odmóżdżenia, żeby sprawdzić i przekonać się, że telewizja dobrnęła do Rowu Mariańskiego – dobra, czemu nie. Ale po 10 takich rundach to chyba wpadłabym albo w nerwicę, albo od razu wylądowała w szpitalu dla obłąkanych. I choć już dawno przekonałam się, że to, co złe czy dobre dla mnie, nie zawsze jest złe lub dobre dla innych, to popularność owych „seriali” dalej mnie zadziwia. Mimo wszystko.

44ab50fe-fb37-11e1-b8f9-0025b511229e

I tak dobrnęłam do końca i smutnej puenty. Telewizja, także ta państwowa („Szkoła życia”), która kiedyś była nośnikiem w miarę rzetelnych informacji, prawdziwym oknem na świat, przełamywała schematy i złe nawyki, dziś chyli się ku upadkowi, cierpiąc na zapalenie płuc, oskrzeli i wyrostka robaczkowego w jednym. Dobre filmy zostały zastąpione przez stos bezwartościowych i bezsensownych treści tworzących iluzję rzeczywistości. Absurdalne problemy wespół z aktorstwem bez krztyny klasy i profesjonalizmu doczekały się pomników. Pytanie tylko, jak długo owe pomnik postoją i czy z czasem, bez ostrzeżenia, nie pytając nikogo o zdanie, nie runą w przepaść.

Ostatnio dodane