Orgazm Shii i rozstępy na pupie kina | FILM.ORG.PL

Orgazm Shii i rozstępy na pupie kina








Jakub Koisz
18.10.2013


*Uwaga, tekst zawiera wulgaryzmy, kino zawiera wulgaryzmy. Deal with it.

 

Minimalistyczny poster przywołujący na myśl cipkę, eskapistyczny tytuł „Nimfomanka”, kolekcja plakatów, na których cała obsada nowego filmu Larsa Von Triera przeżywa orgazm… I masa innych plotko-faktów związanych ze zbliżającym się dziełem kontrowersyjnego reżysera. Porno wchodzi do głównego nurtu, a mnie strasznie wszystko jedno, bo swoje porno wolę mieć w głowie lub na dnie szafy, a nie na półce obok cenionych przeze mnie „Dogville” i „Przełamując fale”.

Oczywiście do kin wybierze się cała masa ludzi: niedopieszczone opiekunki pierwszych semestrów na filmoznawstwie zabiorą swoich studentów, licealiści pójdą na film, aby polubić nazwisko reżysera na facebooku, może mieszając jego filmografię z dziełami Hanekego, ale kto by się tym przejmował… Kółka filmowe (te ze starymi polonistkami i lokalnymi społeczniakami kultury) będą cicho kontemplować transgresję, jakiej się dopuszczono na wielkim ekranie. Niektórzy będą wzdychać z uznaniem: „Ależ tak właśnie wygląda seks, ten prawdziwy, wyzuty z klisz popkultury, zwierzęcy, pozbawiony filmowych filtrów i przerysowań”. W telewizji wypowie się Lew Starowicz, że kino musi oswoić się z fałdami, rozstępami na pupach, niedoskonałymi ciałami, że seks to nie tylko fajerwerki. Matki zamkną swoje zaczytane w Bukowskim córki w domach, bojąc się rzucić im 12 złotych na bułkę i picie, żeby przypadkiem nie wydały na film Von Triera. O „Nimfomance” mówiono od dawna, bowiem głównonurtowi aktorzy będą ponoć grać w prawdziwych scenach współżycia, nie jakichś tam udawankach; pierdolić na ekranie będą się na serio. Tak, bo to będzie film o dochodzącym Shii LaBeoufie!

W weekend oglądaliśmy ze znajomymi 14 plakatów „Nimfomanki” Von Triera. Brzydkie są do bólu, pewnie właśnie takie mają być, niepokojąco prawdziwe i nieprzekolorowane, jak kobieta, która rozbiera się przed nami, a my dopiero „po wszystkim” zauważamy, że jej biodra wydawały się wcześniej mniej szerokie, a jej ciało wydzielało piękniejszy zapach. Zapach kultury, nie natury. Zabawa moja i przyjaciół polegała na tym, że do każdego plakatu wymyślaliśmy komentarze, swoiste tagline’y przypisane wykrzywionym gębom ze zdjęcia. I tak pod szczytującym Willemem Defoe powinien pojawić się napis: „Na twoją twarz, Spider-manie”, poza Stellana Skarsgarda przywołuje na myśl dokument z Animal Planet z podpisem „życie godowe waleni”. Zwyciężyła oczywiście koleżanka, której przypadło popisanie plakatu z LaBeoufem, twierdząc, że krzyczał on w czasie orgazmu coś w stylu: „Bierz mojego optimusa do ręki i na twarz, maleńka!”. Ale jej było łatwo. Łatwo się wymyśla żarty o Szyi LeBałwie. W końcu to pieprzony Szyja LaBałw, który ma orgazm. Dowcip pisze się sam.

Nie wiem, jak Wy, ale ja na „Antychrysta” się nabrałem – poszedłem do kina, bo wysłała mnie pani na studiach, miało być głęboko i mrocznie. Z seansu pamiętam tylko ejakulację krwią i zbliżenia na fiuta, Freud miałby o tym coś do powiedzenia, a ja może byłem niewprawionym widzem, nie wiem, nie wiem. Mam jednak wrażenie, że „Melancholię” Von Trier nakręcił tylko po to, aby dać nam chwilę wytchnienia, wbić się w modny ostatnio nurt katastrofizmu, dekadencji, końca świata. Prawdziwa kontrowersja i koniec wszystkiego nadchodzą teraz. Seks, waginy, a co najgorsze – pieprzony Shia LaBeouf, który dochodzi. To ja więc idę. Stąd.

NYMPHOMANIAC-Character-Poster

 

Jakub Koisz

Jakub Koisz

Skończył polonistykę i kulturoznawstwo. Pisze więc, a to o komiksach, a to o filmach i książkach, uczy mówienia, uczy pisania... Mógłby całymi dniami biegać za piłką lub opowiadać przyjaciołom o filmach, które go ostatnio podjarały. Zapewne choć raz w życiu polecił Ci "Big Lebowskiego", komedie Franka Capry lub "Avengers". Jeśli byłaś kobietą i uznał, że sympatyczną, bredził Ci o "Przed wschodem słońca". Jeśli Cię nie polubił, kazał Ci obejrzeć "Salę samobójców" lub "Efekt motyla". Lubi boks i kino bokserskie.
Jakub Koisz






  • Łukasz Stasiorowski

    „… pierdolić na ekranie będą się na serio. Tak, bo to będzie film o dochodzącym Shii LaBeoufie!” Mistrzostwo świata!

    • Zakrza

      Zastanawiam się tylko co autor miał na myśli? Wyśmianie plotek dotyczących tego filmu? Mógł jeszcze kilka dorzucić.

      • Jakub Koisz

        Mogłem, ale to nie zmienia faktu, że lwia część widowni oglądając wacka w filmie Von Triera, będzie się zastanawiała, czy to Wacek Szyi,

        • Zakrza

          Pewnie podobnie było w przypadku Antychrysta, w którym też sceny seksu grali dublerzy. Tutaj Shia rzucił plotkę, że czegoś takiego nie będzie i to prawdziwi aktorzy będą się seksić, jednak szybko to zdementowano. Teraz już chyba wiem co miałeś na myśli;)

  • Zakrza

    Heh. Ja tam na Nimfomankę czekam z niecierpliwością, bo Lars to świr i jestem ciekaw co wymyśli. Co ciekawe nie należę do żadnej z wymienionych grup;)

  • Fochzilla

    Ten tekst zrzucił mnie na podłogę. LOL

  • KetRaab

    „Felieton Koisza” to powoli synonim żenującego poziomu. Kolejny czysto lansiarski tekst, nie wiadomo po co umieszczony na stronie KMF’u. I nie nazywajcie takich notek felietonami bo to aż wstyd.

    • KetRaab

      I żeby nie było – naprawdę nie jestem hejterem.
      „lwia część widowni oglądając wacka w filmie Von Triera, będzie się zastanawiała, czy to Wacek Szyi”.
      No i co z tego? Już dawno powinniśmy się przejmować opiniami gimnazjalistów i przemądrzałych osób udających znawców, których można rozszyfrować po minucie rozmowy. Skupmy się na sobie bo w końcu popadniemy w paranoje. Otępienie społeczeństwa to nic nowego.
      Z tekstu nie wyniosłem dosłownie nic. Brzmi to jak kiepski komentarz na filmwebie.

      • Jakub Koisz

        Otępienie społeczeństwa? Gimnazjaliści, przemądrzałe osoby? Że tekst jest lansiarski (kogo lnasuje, mnie? O kurde, czekam na koks i dziwki więc). I kto tu mówi o paranoi? Mniej kija od szczotki, a więcej treści, michałeczku internetowy, a nie będzie nam się odbijało kwasem.

        • KetRaab

          Po pierwsze, pisząc „michałku internetowy” obrażasz mnie, co jest najzwyczajniej w świecie bezczelne. Ja nie krytykuję Ciebie, tylko poziom Twoich „felietonów”.
          Po drugie- tak, tekst lansuje Ciebie ponieważ piszesz w nim tylko i wyłącznie o sobie, a nie o filmie, który jest dla Ciebie tylko pretekstem. Aż trudno mi uwierzyć, że sam tego nie widzisz.
          Po trzecie- nie odbija mi się kwasem. Po prostu KMF zbliża się do niebezpiecznej granicy, którą już dawno przekroczyły portale w stylu filmweb. Jako, że stronę odwiedzam regularnie od niemal 8 lat przykro mi czytać tego typu niepotrzebne teksty. Nie musisz się ze mną zgadzać, może za kilka lat zdasz sobie z tego sprawę.
          I na przyszłość – trochę więcej szacunku dla osób krytykujących Twoje teksty. Nie każdy podkłada Ci nogę na złość.
          Pozdrawiam, B.

          • Jakub Koisz

            Cały ten ciąg bzdur o „obiektywnej” krytyce, braku hejterstwa, a na końcu zwykłe, enigmatyczne „B.” jako podpis, szczerze – to nawet nie poziom filmweboywych komentarzy, ale nowy poziom metatchórzostwa. Proszę Cię, odnosisz się do jakiejś sfery personalnej, więc zachowuj się w owej krytyce z klasą. Otwarcie bądź nie, żadne tam „półotwarte”, bo to tchórzostwo. A że domyślam się, do kogo takie utarte frazesy należą, dziękuję za „obiektywizm” i do usłyszenia.

          • KetRaab

            Nie mówię o krytyce, bo to co prezentujesz nie jest krytyką – bez urazy.
            Do „napuszonego hejtera” nawet nie będę się odnosił, każdy kto to przeczyta sam wyrobi sobie zdanie.
            Odniosłeś dwa swoje komentarze tylko i wyłącznie do mojego „tchórzostwa” (bo się nie podpisałem? przepraszam, prawdziwy mężczyzno), nic poza tym. Koniec tematu.
            „pewnie zaraz zaserwujesz mi definicję , którą i tak podetrę sobie tyłek” – widać podchodziłeś w ten sposób do wszystkiego. Czasami potrzeba trochę pokory i krytycyzmu wobec samego siebie. Warto coś poczytać, poznać – nie jesteś Bazinem.
            Na tym zakończę, bo ktoś Cię posądzi o karmienie trolla, czy coś. Szkoda, że w taki sposób odniosłeś się do mnie.

            Na koniec pozwolę sobie zacytować cały, ironiczny wpis znajdujący się poniżej, ponieważ sam lepiej bym tego nie ujął:

            „Panie Jakubie. Proszę się nie przejmować! Jeszcze przyjdzie pana kolej.
            Jeszcze zostanie pan doceniony. Jeszcze pan wszystkim pokaże. Niech cały
            świat się dowie, że jest pan rock’n’rollowcem, który mówi jak jest,
            nawet jeżeli trzeba pojechać po bandzie i który nie brata się z
            pseudointelektualistami chodzącymi na von Triera. Na początek bardzo
            dobrze, że poradził pan sobie z nagromadzoną frustracją i niespełnieniem
            pisząc ten tekst, zamiast wychodzić na ulicę i robić komuś krzywdę. Tak
            się powinno to załatwiać!”

            Również ściskam dłoń, jednak moja jest czysta. Ale o respekcie nie ma mowy.
            Pozdrawiam, Bartłomiej Słoma.

          • Jakub Koisz

            Bardzo dziękuję za tę egzegezę wpisu poniżej, sztuka ironizowania i felietonu nigdy by poprawnie nie zostały zinterpretowane, gdyby nie to celne oko. Może Pan spocząć, wylogować się albo znowu tak uważnie poczytać coś mojego. I wtedy pobrudzić ręce na myśl o kolejnym fap-hejterstwie.

            „Nie mówię o krytyce, bo to, co prezentujesz, nie jest krytyką – bez urazy” – teraz już jestem pewny, że obcuję z matołem. Gdy używałem wyrażenia „krytyka”, chodziło mi o Twoje krytykowanie tego, co napisałem. Oczywiście że nie o to, że mój tekst jest krytyką filmową bądź jakąkolwiek inną.

            „Czasami potrzeba trochę pokory i krytycyzmu wobec samego siebie. Warto coś poczytać, poznać – nie jesteś Bazinem” – BEKA! DOWCIP!

            Poproszę następnym razem o spis lektur obowiązkowych, które miałyby mi pomóc w napisaniu tekstu o pornoplakatach. Coś z listy obowiązkowych lektur socjologów etc.

          • Jakub Koisz

            „Może za kilka lat zdasz sobie z tego sprawę” – gdy biedny i głodny uklęknę na kolano i będę bił się w pierś, że przed laty nie usłuchałem głosu mądrości anonima, który udaje, że nie jest anonimem? Wyznacznikiem dla mnie jest już bardziej owe kliknięcie „lubię to” po prawej stronie, przynajmniej nie ma generyzmu myśli i tej samej, powtarzającej się gadki pisanej tym samym, topornym stylem napuszonego hejtera. Dodatkowo, nie będę tłumaczył idei tych notek blogowych czy felietonów (pewnie zaraz zaserwujesz mi definicję „felietonu”, którą i tak podetrę sobie tyłek). Pozdrawiam i życzę jak najlepiej spędzonego czasu na czytaniu od deski do deski tego, co napiszę, późniejszego odnoszenia się do każdego słówka i – kto wie, kto wie – masturbacji w czasie płodzenia tych anonimowych przytyków. Bo wyraźnie sprawia Ci to radość, „Michałku Internetowy”. Jeśli Cię ten zwrot obraża, proszę pamiętać, że niektórych mężczyzn jeszcze bardziej razi tchórzostwo. Nara,

            Panie B.,

            Z oplutą dłonią i nołrispektem,
            Jakub Koisz

          • Komodor

            Cicho Jakub! Wstyd mi teraz, że polecam komuś KMF. Administracjo serwisu, proszę o krytyczne spojrzenie na takie indywidua. Nieprzyjemnie jest na ulubionym serwisie widzieć coś takiego – tyczy się zarówno popełnionych „tekstów” jak i komentarzy.

      • Jureczek

        No cóż, na szczęście większość osób się uśmiała : )

    • Majot

      Twoja morda to synonim żenujacego poziomu.

  • Dominik Herman

    Nie no szczere gratulacje dla autora – uśmiałem się konkretnie czytając ten tekst :)

  • Orthodoxyn Nyxodohtro

    Panie Jakubie. Proszę się nie przejmować! Jeszcze przyjdzie pana kolej. Jeszcze zostanie pan doceniony. Jeszcze pan wszystkim pokaże. Niech cały świat się dowie, że jest pan rock’n’rollowcem, który mówi jak jest, nawet jeżeli trzeba pojechać po bandzie i który nie brata się z pseudointelektualistami chodzącymi na von Triera. Na początek bardzo dobrze, że poradził pan sobie z nagromadzoną frustracją i niespełnieniem pisząc ten tekst, zamiast wychodzić na ulicę i robić komuś krzywdę. Tak się powinno to załatwiać!

    • panegir

      Przykro mówić ale chodzący na von triera ludzie naprawdę bardzo często są pseudointelektualistami…

      • Orthodoxyn Nyxodohtro

        no to co? jaki to ma związek z odbiorem samego filmu?

        • Panegir

          Pseudointelektualiści odbierają film powierzchownie, wykorzystując go w ramach lansowania się w towarzystwie (obcym lub własnym). Czego nie może Pan odmówić autorowi powyższego tekstu to umiejętnego budowania nastroju szczerości, prostoty i klarowności myśli. Dlatego też Pana ironiczna zżymka jest w tym przypadku mało trafna.

  • cath

    bardzo kiepsky i nic nie wnoszący, poza irytacją tekst:)

  • Gosia

    nie lubię tego aktora, nie przemawia do mnie sam pomysł na film. I prawdę mówiąc, plakaty są lekko odrzucające. Choć może reżyser nas zaskoczy i film jednak będzie o czymś- to mu się już przecież zdarzało niejednokrotnie, że wchodziliśmy na seans z dużą dozą nieufności, a wychodziliśmy głęboko poruszeni, niektórzy nawet olśnieni. On ma coś z geniuszu, ale czasem jakby zapominał, w jaki sposób go używać…

    http://kubekzherbata.blogspot.com/

  • Max78

    „W końcu to pieprzony Szyja LaBałw, który ma orgazm.”

    Brawo! Wysoki, uniwersytecki poziom na KMF. A teraz proszę wytrzeć gówno z gumiaków i zacząć leczyć kompleksy.






Przeczytaj jeszcze



Poprzedni tekst

Ani słowa więcej (29. WFF)

Następny tekst

AmbaSSada



OSTATNIE KOMENTARZE NA STRONIE