Felietony

Opowiem Wam sylwestrową bajkę o życiu

Autor: Jakub Koisz
opublikowano

Dzisiaj będzie krótko, bo opowiem Wam ładną historię. O nich. Kinomanach.

Nie chcieli iść na bal, chociaż mieli kilka propozycji towarzyskich. Gdy się ma dwadzieścia dwa lata, Sylwester zmienia się w imprezę bardziej osobistą – podczas planowania nocy, trzeba brać pod uwagę preferencję przyjaciółki czy przyjaciela, tej drugiej osoby, z którą chce się spędzić czas. Chlanie, gdzie popadnie, odpada. Byli ze sobą krótko, ale wiedzieli, że powinni spędzić tę noc razem. Ona nie znała za dobrze jego przyjaciół, on zgodził się na wspólną imprezę z jej przyjaciółkami, zawsze chciał, aby go zaakceptowały, ale koniec końców postanowili, że spędzą tę noc poza swoimi grupami. Nie różniło się to od wielu wspólnych wieczorów, czyli kino. Poszły więc dwie zaprzyjaźnione pary. Sylwestrowy seans filmowy, od godziny 20:00 do 3:00. Repertuar był świeży, w tym „V jak Vendetta” oraz któraś z części „Szybkich i wściekłych”. W rękach mieli plastikowe kubki, do których wlewano whiskey oraz szampana. Nie dało się ukryć, kochali filmy, z początku więc czuli się dziwnie z powodu przyzwolenia na picie podczas seansu. Jak się okazało, nie miało to jednak znaczenia, widzieli bowiem już na pewno połowę wyświetlanych filmów, a druga połowa ich nie interesowała. Chcieli po prostu zrobić coś razem.

Całowali się już w połowie drugiego seansu, nie interesowało ich to, co dzieje się dookoła. Ich przyjaciele z rozbawieniem próbowali uciszyć parę, która wpadła w jakże romantyczny nastrój, a w tym samym czasie na ekranie V wysadzał Londyn. Lekko gryzła jego wargę, gdy świętej pamięci Paul Walker oraz jakiś raper, którego nazwiska nie pamiętają, ścigali się po ulicach pulsującego neonami miasta. Kolejny film, kolejne butelki szampana. Nie wiedzieli, co ich tak nakręca – aura kina, jakaś niestosowność wynikająca z faktu, że są w miejscu publicznym? A może duża ilość alkoholu? Nieważne, połowa ich twarzy rozświetlana była światłem bijącym z ekranu, a oni zastanawiali się, czy wytrzymają do północy, tak bardzo chcieli wyjść i znaleźć się już w pokoju sam na sam. Czasami rzucali okiem na resztę kinomanów. Nikt tej nocy nie oglądał filmów, a jeśli tak, to jednym okiem. Wiedzieli też, że nie otacza ich banda idiotów, którzy przyszli się spić oraz wystrzelić kilka petard. Oni też właśnie tak chcieli spędzać tej nocy Sylwestra. Razem. Kinowo.

Spędzili jeszcze jeden Nowy Rok razem, był to bal – wystawny, pełny jedzenia, tańczenia i alkoholu. Było jednak inaczej, temperatura krwi nie była taka sama, jak w ubiegłym roku, brakowało czegoś; może tego światła bijącego z ekranu, może za dużo mówili, a za mało robili, a może wiedzieli, że spędzają ten czas razem już nie dla siebie, ale dla swoich przyjaciół. Coś umierało. Nie ten film. Nie to życie.

Życzę Wam, Drodzy Miłośnicy Filmu, abyście wchodzili w kolejny rok, mając obok ludzi podobnych do Was. Nie pozwólcie im odejść, zgódźcie się nawet na wspólny wieczór przy telewizorze, porozmawiajcie, obudźcie się niekoniecznie skacowani i obok ciał, które w Waszym życiu są tylko przebłyskiem, ale właśnie obok nich – podobnych do Was. Kinomanów.

To będzie naprawdę dobry filmowy rok, zakład?

via huffpost.com

via huffpost.com

 

Ostatnio dodane