Felietony

ODDAWAŁA PANI CIAŁO ZA ROLE? List do Magdaleny Cieleckiej

Autor: Szymon Pewiński
opublikowano

Pani Magdaleno! Jeśli czyta Pani ten list, to chciałbym na początek napisać, że siedziałem w pierwszym rzędzie na Aniołach w Ameryce Krzysztofa Warlikowskiego wystawianych podczas Openera; metr od krzesła, na którym grana przez Panią postać w pewnym momencie rozsiada się w pozycji bardzo eksponującej wdzięki. Sama sztuka to zmarnowane sześć godzin, ale widok Pani ciała rekompensuje wszystko. Dlatego, mimo że czasami występuje Pani w słabym serialu, a teraz przyznaje się, że zdarzało się Pani oddać swoje ciało za rolę lub role, to zapewniam, że nigdy nie przestanę Pani kochać! 

Sam nie wiem, co myśleć o Pani wypowiedzi. Co prawda nie czytałem całego wywiadu z Panią, ale to w gruncie rzeczy nieistotne, bo przecież najważniejszy fragment przytoczony został przez wp.pl, viva.pl, a nawet dorzeczy.pl.

Powiedziała Pani, co powiedziała, zrobiła Pani, co zrobiła. Ale błagam Panią, niechże następnym razem nie burzy Pani idealnego obrazu, który od kilkunastu lat mam w głowie: rewelacyjnej aktorki, wrażliwej i przepięknej kobiety głośno wypowiadającej się w kwestiach praw obywatelek i obywateli naszego kraju. Aktorzy powinni to robić; powinni głośno protestować, występować w filmach, które uważają za słuszne nie tylko ze względu na walory artystyczne, ale i światopoglądowe. No, chyba że mówimy o Jerzym Zelniku i Smoleńsku. Wiadomo przecież, że miłośnicy partii rządzącej głosu i gustu nie mają. Chyba, że niby się z tej partii śmieją, a tak naprawdę ją oswajają.

Więc zapomnijmy o tym, Pani Magdaleno! Zostawmy już temat i nie wracajmy do niego.

Troszkę się zapędziłem, proszę wybaczyć. Wracam zatem, Pani Magdaleno, do Pani wypowiedzi dla „Twojego Stylu”, cytowanej przez wspomniane wyżej media: – Teraz dużo mówi się o przemocy wobec aktorek, przypadkach molestowania. Dziwi mnie trochę i wzbudza moje podejrzenia, gdy aktorka po 20 latach przypomina sobie, że producent położył jej rękę na kolanie, że ktoś proponował jej, żeby wpadła do niego do pokoju hotelowego – stwierdziła Pani, i dodała: – Mnie także składano takie propozycje. I jeśli chciałam w tych pokojach zostawać, zostawałam. A jeśli nie – wychodziłam. Byłam dorosła. Biorę za to odpowiedzialność.

Pani Magdaleno, po co o tym mówić? Przecież wystarczyło nie autoryzować! A teraz się zacznie. Zarzucą Pani – w najlepszym razie – niekonsekwencję w „feministycznym przekazie”, a w najgorszym – prostytuowanie się. Tak! Pani postępowanie właśnie w ten sposób może zostać odebrane przez nieżyczliwe Pani osoby, zwłaszcza że wiele z nich już oswoiło się z aferą Weinsteina. I nieważne, że branie odpowiedzialności za swoje decyzje nie zawsze oznacza pełną zgodę na to, co się dookoła dzieje. To niuanse. Kogo one interesują!

Mam tylko nadzieję, że „pozostawanie w pokojach” wiązało się nie tylko z późniejszą rolą, której Pani pragnęła, ale też z Pani osobistą przyjemnością – choćby na jedną noc (proszę wybaczyć, jeśli zbyt mocno wkraczam w intymne sfery Pani życia). W przeciwnym razie trochę Pani współczuję. Albo podziwiam? Sam już nie wiem. Bo tak sobie myślę, że gdyby zrobiła to Pani dla roli w Egoistach czy Pokuszeniu (filmie o zakonnicy, to ci dopiero!) byłoby mi ciężko, ale pewnie bym to zrozumiał. Oby nie działo się to dla ról w S@motności w sieci czy Pitbullu. Niebezpiecznych kobietach. Nawet nie chcę o tym myśleć.

Tak czy inaczej, to już chyba przeszłość. Sharon Stone też się z tego trochę śmieje i mówi, że to było normalne i co tu dużo gadać. Więc zapomnijmy o tym, Pani Magdaleno! Zostawmy już temat i nie wracajmy do niego. Przecież #MeToo załatwiło sprawę i teraz żaden reżyser czy producent nie złożą żadnej aktorce – nawet tak pięknej i utalentowanej jak Pani – propozycji roli w zamian za seks.

Ostatnio dodane